Zmarł Henryk Victorini – jeden z pierwszych powojennych osadników w Bieszczadach, legendarny „kowboj znad Sanu”, gospodarz zatopionego Sokolego i człowiek, od którego nazwiska wzięła nazwę jedna z zatok Jeziora Solińskiego. Przyjechał w góry, w których po wojnie nie było dosłownie nic – i został na całe życie.
Po wysiedleniach i walkach z lat 40. w dolinie Sanu zostały tylko zgliszcza domostw zarośnięte wysoką trawą. Jedynymi „gospodarzami”, którzy wyprzedzili tu Victoriniego, byli leśnicy, przybyli zaraz po żołnierzach.
„Victorini: nazwisko czy pseudonim?”
Gdy pod koniec lat 50. młody Henryk Victorini zgłaszał się z kolegami do pracy w hodowlanym PGR-ze, księgowy zapytał podejrzliwie, czy „Victorini” to nazwisko, czy pseudonim. Pytanie było zasadne – w tamtych Bieszczadach wszystko brzmiało jak z innego świata.
Sam Victorini nie był zresztą – wbrew temu, co sądziła większość ludzi – rodowitym bieszczadnikiem. Jak opowiadał po latach Dariuszowi Matusiakowi na łamach „Dzikiego Życia”, jego ród wywodził się z Kresów, spod Lwowa. Po wojnie rodzinę przewieziono bydlęcymi wagonami do Bytomia, potem był Krosno, liceum i rozpoczęte, nigdy nieukończone, studia weterynaryjne w Opolu. Bieszczadami „zaraził się” na pomaturalnej wycieczce i to zakażenie okazało się nieuleczalne.
Kowboj z Tworylnego
Bieszczadzka biografia Victoriniego zaczyna się w drugiej połowie lat 50. (źródła podają rok 1956 lub 1957), gdy z kolegą podjął się na zlecenie PGR-u wypasu pięciuset sztuk bydła w dolinie Sanu. Ekwipunek: przydziałowy koń, stary namiot, surowica przeciwżmijowa i karabin. Konwój na pastwiska w Tworylnem trwał dwa dni, szedł bezdrożami. Bydło dziesiątkowały wilki i choroby, ludzi i zwierzęta gryzły bąki, a jesienią trzeba było się z ubytków tłumaczyć w Ustrzykach.
Ten koczowniczy okres zakończył się iście filmowo. W 1958 roku do opuszczonej doliny Tworylnego zjechała ekipa Wadima Berestowskiego, aby kręcić film „Rancho Texas”. Victorini został kaskaderem: dublował Bogusza Bilewskiego w niebezpiecznych scenach jeździeckich, występował przed kamerą przebrany za westernowego „zagończyka”. Sam oceniał potem film raczej krytycznie Mówił, że „temat zamerykanizowano, natomiast źle pokazano nasz okres pionierski”. Ale to właśnie ta produkcja ugruntowała legendę bieszczadzkich kowbojów. Po filmowcach zostały baraki, w których Victorini założył jedną z pierwszych w Bieszczadach stanic turystycznych. Prowadzoną pod romantyczną nazwą „Szept” stanicę PTTK.

Film można obejrzeć w całości na YT: https://www.youtube.com/watch?v=ht1IbJIXaIg
Załamanie, Śląsk i powrót
Nie była to jednak historia bez pęknięć. Zimą nie dawało się w barakach żyć; w ognisku spaliły mu się ostatnie buty, które suszył. Przyszedł kryzys. Victorini pozbył się psa, ukochaną klacz Donię oddał do PGR-u, licząc, że ją kiedyś odkupi – i wyjechał na Śląsk, do pracy biuralisty. Los dopisał do tej decyzji okrutny epilog: idąc kiedyś na dworzec, rozpoznał Donię wśród koni przywiązanych do rampy, przeznaczonych na rzeź. Poznał ją po utrąconym zębie.
Na Śląsku miał dziewczynę i obiecywane mieszkanie w blokach. „Miasto nie było dla mnie, wiedziałem, że wrócę, zew był silniejszy” – wspominał w rozmowie ze Zbigniewem Święchem w „Przekroju”. Któregoś dnia po prostu wyjechał. Wrócił w Bieszczady, wydzierżawił pusty, zrujnowany „pałac” w Sokolem niedaleko Soliny i zaczął wszystko od początku: stacja turystyczna, poletko, łąki, pierwsza krowa, pierwszy koń, pożyczka.
Mieszczanin rolnikiem
Ten właśnie etap – budowanie od zera rodzinnego gniazda nad przyszłym jeziorem – utrwalił kilkadziesiąt lat temu reportaż Tomasza Łubieńskiego „Mieszczanin Rolnikiem”, któremu towarzyszył niezwykle unikatowy, kolorowy zestaw zdjęć z rodzinnego archiwum Victorinich. To zdjęcia-dokumenty, na których widać, czym naprawdę były ówczesne Bieszczady: „góry zdziczałe po działaniach wojennych, opornie przyjmujące powrót cywilizacji” – jak głosi oryginalny podpis pod jedną z fotografii.
Na zdjęciach widzimy Henryka Victoriniego na koniu – bo koń był w okresie roztopów jedynym środkiem lokomocji – doglądającego z siodła obejścia, podczas gdy drugi z mężczyzn karmi z wiadra cielaki otoczone chmarą kur i kogutów. Widzimy braci przy morderczej pracy: rozgrzani, do pasa rozebrani, z drągami w rękach karczują i przerzucają głazy oraz wykroty w dolinie – na terenie przyszłego dna jeziora – a w tle, na wzgórzu, majaczy ruina willi. Ta willa to osobny bohater fotografii: opuszczona rezydencja „miejskich bogaczy z początków naszego wieku”, jak pisał Łubieński, obrócona przez wojnę, deszcze i pioruny w siedlisko ptaków, węży i okolicznych duchów. Na jednym z ujęć krowy stoją spokojnie pod jej ostrzelanymi, secesyjnymi sztukateriami, między ceglanymi arkadami bez dachu; na innym – byczek wygląda przez wyrwę okna piętra, a na dole, przy osiodłanym koniu, siedzi na kamieniu sam gospodarz. Jest i kadr niemal sielankowy: jeździec na gniadym koniu w rozległej, pustej dolinie i drugi mężczyzna odpoczywający w wysokiej trawie – obraz kraju, w którym poza nimi nie ma nikogo.
Łubieński opisywał paradoks tej biografii już w tytule: rodzina Victorinich miała solidną mieszczańską tradycję, a rolnicze skłonności Henryka traktowano początkowo jak młodzieńczy kaprys. Gdy okazało się, że to powołanie, klan rodzinny wciągnął się do gry: brat Bogusław, atleta, pomagał przy rozbiórce wykupionego „pałacu” skazanego przez projektantów zalewu na zatopienie – kamienne płyty i cegły całymi tygodniami wożono pod górę, na stok, który miał się stać wysokim brzegiem jeziornej zatoki. Matka, pianistka z wykształcenia, „pani z dobrego domu”, przywykła do księżycowych nocy z wyciem wilków i potrafiła w zamieć maszerować przez zaspy do odległej wsi po żywność.
„Woda sama przyszła pod mój dom”
Gdy budowano zaporę w Solinie, Victorini miesiącami pracował przy karczowaniu przyszłego dna jeziora – także własnej dotychczasowej doliny, bo Sokole miało zniknąć pod wodą. Kupił 19 hektarów ziemi, postawił dom na pagórku: na piętrze mieszkanie, na dole stajnie i obora. I wtedy ziściło się jego największe marzenie, które streszczał jednym zdaniem: „Całe życie pragnąłem, żeby mieszkać w dzikich górach i nad wielką wodą. Nie wiedziałem, jak to zrealizować, aż tu, któregoś dnia, woda sama przyszła pod mój dom”.
Życie nad zatoką, która z czasem otrzyma jego nazwisko, nie było sielanką. Przygniótł go kiedyś wóz z drewnem, który runął w przepaść. Innym razem, w siarczysty mróz, załamał się pod nim lód na jeziorze – zanim dotarł do domu, ubranie zamarzło na nim „na kość” i matka musiała je rozcinać; czterdziestostopniowa gorączka omal nie zakończyła tej przygody tragicznie. Spłoszone konie zaprzęgnięte do kosiarki spadły ze wzgórza do jeziora i utonęły – po ich stracie długo nie mógł dojść do siebie.
Ale była też druga strona: obora z trzydziestoma sztukami bydła, cztery konie, krowy znające swoje imiona i przybiegające na zawołanie „jak psy”, obora bez drzwi przez cały sezon, żmija mieszkająca zgodnie pod łóżkiem, stada dzików i jeleni w gościach, a nawet słynny żubr Pulpit, który miał u Victoriniego pierwszy azyl. Gospodarz nigdy nie polował, nigdy nie kłusował. Koniowi z zakupami potrafił zdjąć uzdę, klepnąć go i powiedzieć: „Zanieś pani jedzenie do domu, ja wrócę jutro” – a wierzchowiec posłusznie ruszał leśną ścieżką.
Strażnik pamięci zatopionej doliny
Do Sokolego można było dotrzeć tylko łodzią albo pieszo przez las z Teleśnicy; najbliższy sąsiad – pułkownik Pawłusiewicz z Rajskiego, ten od odrodzenia ogara karpackiego – mieszkał godzinę łodzią. Prądu Victorini nie miał i nie chciał: „wolę lampę czy świecę”, mówił, a nagrodą za cywilizacyjne niedostatki była mu „idealna cisza i czysta woda jeziora”.
Przez dziesięciolecia stał się jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci Bieszczadów – i kimś więcej niż lokalnym oryginałem. Dla mieszkańców i turystów był żywą pamięcią o wsiach, które zniknęły pod wodami Soliny, o dawnych mieszkańcach doliny Sanu, o świecie, który przestał istnieć dwukrotnie: najpierw przez wojnę, potem przez zalew. Wielu poznawało historię tych miejsc właśnie z jego opowieści.
Jego nazwisko zostało na mapie. Zatoka Victoriniego to dziś jeden z charakterystycznych zakątków Jeziora Solińskiego. (mob)
Czytaj więcej:
Niezgodność charakterów i bezdzietność. Dlaczego rozpadają się małżeństwa na Podkarpaciu?

![16-latek przekroczył prędkość jadąc hulajnogą przez Rzeszów. To był dopiero początek [WIDEO]](https://rzeszow-news.pl/wp-content/uploads/2026/07/hulajnoga-predkosc-rzeszow2-218x150.jpg)



![Gwałtowna nawałnica. Zerwany dach, ewakuacja i burza… w komentarzach mieszkańców [ZDJĘCIA]](https://rzeszow-news.pl/wp-content/uploads/2026/07/stalowa-wola-skutki-nawalnicy-01-1-218x150.jpeg)
![Piekło w zakładzie przetwórstwa drewna. Całonocna bitwa strażaków z żywiołem [ZDJĘCIA] dankros pożar zaklików](https://rzeszow-news.pl/wp-content/uploads/2026/06/niedziela-zaklikow-05-218x150.jpeg)
![Ogień, dym i dramatyczna ewakuacja. 51-latek chciał wrócić do płonącego mieszkania [ZDJĘCIA]](https://rzeszow-news.pl/wp-content/uploads/2026/06/pozar-tarnobrzeg2-218x150.jpg)
![Potężny pożar zakładu drzewnego znanej firmy Dankros. Kłęby dymu widać z wielu kilometrów [WIDEO] zaklików dankros pożar](https://rzeszow-news.pl/wp-content/uploads/2026/06/dankros-w-trakcie-pozaru-01-218x150.png)








![Biedronka uruchamia gigantyczne centrum pod Rzeszowem. Setki nowych miejsc pracy [ZDJĘCIA, WIDEO]](https://rzeszow-news.pl/wp-content/uploads/2026/07/biedronka-press-sokolow-malopolski0-218x150.jpg)



![Samochody w Rzeszowie pod lupą policji. Kierowcy stracili dokumenty za nadmierną emisję spalin [WIDEO, ZDJĘCIA]](https://rzeszow-news.pl/wp-content/uploads/2026/06/kontrole-spalin-rzeszow3-218x150.jpg)










![Setki milionów na szkoły podstawowe w Rzeszowie. Tak zmieniły się miejskie placówki [ZDJĘCIA]](https://rzeszow-news.pl/wp-content/uploads/2026/06/szkoly-podstawowe-rzeszow-7-218x150.jpg)
![Ruiny Zamku Sobień znów zachwycają. Historyczna perła Bieszczadów otwarta po renowacji [ZDJĘCIA]](https://rzeszow-news.pl/wp-content/uploads/2026/06/zamek-sobien-otwarcie-218x150.jpg)

![Dwa kolejne kąpieliska otwarte na Podkarpaciu. Jedno z nich to absolutna nowość [ZDJĘCIA]](https://rzeszow-news.pl/wp-content/uploads/2026/06/kapielisko-gniewczyna-lancucka0-218x150.jpg)
![Muzeum Podkarpackie po remoncie za 21 mln zł. To prawdziwa turystyczna perełka [ZDJĘCIA]](https://rzeszow-news.pl/wp-content/uploads/2026/06/muzeum-podkarpackie-krosno-25-218x150.jpg)









![Milionowa inwestycja na lotnisku w Jasionce nabiera tempa. Celem zwiększenie bezpieczeństwa [WIZUZALIZACJE]](https://rzeszow-news.pl/wp-content/uploads/2026/07/lotnisk-jasionka-inwestycja-218x150.jpg)


![16-latek przekroczył prędkość jadąc hulajnogą przez Rzeszów. To był dopiero początek [WIDEO]](https://rzeszow-news.pl/wp-content/uploads/2026/07/hulajnoga-predkosc-rzeszow2-100x70.jpg)

