Zdjęcie: Kurtyny wodne w Rzeszowie (fot. Grzegorz Bukała / Urząd Miasta Rzeszowa)

Sierpniowe fale upałów po raz kolejny dają się we znaki mieszkańcom stolicy Podkarpacia. Podobnie jak podczas czerwcowych skwarów, Urząd Miasta Rzeszowa promuje w mediach społecznościowych miejsca, w których można szukać ochłody.

Miejskie kurtyny wodne ustawiono m.in. na Rynku, przy ul. 3 Maja oraz na Bulwarach, a w przestrzeni miejskiej udostępniono także punkty z poidełkami pitnymi.

Chwilowe orzeźwienie czy marnowanie zasobów?

Choć mgiełka wodna przynosi przechodniom natychmiastową ulgę na nagrzanym betonie, coraz głośniej mówi się o drugiej stronie medalu.

Pod opublikowanym przez ratusz postem promocyjnym szybko pojawiły się krytyczne komentarze mieszkańców, którzy wytykają władzom miasta panującą w centrum betonozę i domagają się sadzenia prawdziwych drzew dających naturalny cień zamiast tymczasowych instalacji.

Przypomnijmy, że strażacy ostrzegają przed podstępnym zagrożeniem, które ma związek z panującymi upałami.

Z jednej strony apel o oszczędzanie, z drugiej – tysiące litrów w powietrze

Sytuacja budzi pewien zgrzyt komunikacyjny i ekologiczny. Niedawno rzeszowskie Miejskie Przedsiębiorstwo Wodociągów i Kanalizacji (MPWiK) publikowało w swoich kanałach apel do mieszkańców pod hasłem „Każda kropla ma znaczenie!”, zachęcając do zakręcania kranu, wybierania prysznica zamiast kąpieli i łapania deszczówki. Tymczasem w tym samym czasie miejskie instalacje wylewają do atmosfery ogromne ilości wody sieciowej.

Krytycy takiego rozwiązania wskazują na fakt, że Polska należy do krajów o jednych z najniższych zasobów wodnych w całej Europie. Na jednego mieszkańca przypada u nas średnio 1600 m³ wody rocznie – ponad dwukrotnie mniej niż wynosi średnia europejska. Wylewanie zdatnej do picia wody na rozgrzany asfalt w trakcie suszy i opadającego poziomu wód gruntowych bywa postrzegane przez hydrologów jako trudne do uzasadnienia.

Poważne ryzyko mikrobiologiczne. Legionella w chmurze wodnej

Pojawia się tu również istotne zagrożenie zdrowotne, wynikające z faktu, że bakterie Legionella sp. idealnie namnażają się w stojącej wodzie o temperaturze 20–50°C, a do zakażenia dochodzi właśnie przez wdychanie powstającego w kurtynach aerozolu wodnego. Bakteria ta wywołuje legionellozę – od łagodnej gorączki Pontiac po ciężkie zapalenie płuc, a bez stałej dezynfekcji i nadzoru sanitarnego nad instalacjami chwila ochłody może zagrażać zdrowiu przechodniów.

Mgiełka maskuje brak zieleni

Eksperci od adaptacji do zmian klimatu nie mają wątpliwości: kurtyny wodne to rozwiązanie czysto objawowe. Działają wyłącznie punktowo i tylko w momencie, gdy są włączone. Nie rozwiązują jednak systemowego problemu, jakim jest tzw. betonoza w centrach miast.

Z danych Europejskiej Agencji Środowiska (EEA) wynika, że to dobrze rozwinięta zieleń miejska potrafi obniżyć temperaturę otoczenia nawet o 2–8°C, a jedno dojrzałe drzewo chłodzi przestrzeń równie skutecznie co kilka klimatyzatorów. Cień rzucany przez roślinność i naturalna retencja chronią miasta długofalowo, podczas gdy wodna mgiełka z opryskiwaczy natychmiast wyparowuje.

Błękitno-zielona alternatywa

Kurtyny wodne bez wątpienia poprawiają komfort przechodniów w ekstremalne dni i są szybkim gestem ze strony magistratu. Mieszczanie chętnie z nich korzystają, jednak w dobie postępujących zmian klimatycznych miasta potrzebują trwalszych strategii.

Zamiast tymczasowych instalacji zużywających wodę pitną, specjaliści apelują o inwestycje w błękitno-zieloną infrastrukturę: rozszczelnianie betonowych placów, sadzenie drzew, tworzenie ogrodów deszczowych oraz retencjonowanie wód opadowych. Tylko w ten sposób Rzeszów i inne polskie miasta będą w stanie realnie, a nie tylko chwilowo, schłodzić swoją przestrzeń. (am)

Czytaj więcej:

Rzeszowskie Bulwary zyskają nową zieleń. Blisko 30 tysięcy roślin pojawi się nad Wisłokiem