Zdjęcie: Maciej Brzana / Rzeszów News
Reklama

Luty – to ostateczny termin, w którym autobusy elektrycznie mają w końcu wyjechać na rzeszowskiego ulice. Czy się to w końcu uda? Zobaczymy.

„W październiku będą autobusy elektryczne” – takie zdanie od miejskich urzędników słyszeliśmy przez niemalże cały ubiegły rok. Potem, gdy ten termin minął mówiło się o listopadzie, a na pewno o końcówce 2018 roku, bo wówczas kończył się umowny termin dostawy zarówno autobusów, jak i ładowarek.

I co? Mamy styczeń 2019 roku, a Solaris, odpowiedzialny za dostarczenie do Rzeszowa dziesięć 12-metrowych elektrycznych Urbino 12 i 10 ładowarek długiego ładowania (zajezdnia MPK przy ul. Lubelskiej) i dwóch pantografów (ul. Grottgera), wciąż nie wywiązał się z umowy.

Co prawda garaże w zajezdni MPK grzeją już wszystkie autobusy i ładowarki fizycznie także są w Rzeszowie, ale tego wszystkiego wciąż nie można używać, bo nie jest to własnością miasta.

– Z uwagi na to, że nie przetestowaliśmy autobusów na ładowarkach, zarówno przy ul. Grottgera, jak i ul. Lubelskiej, nie możemy jeszcze przejąć autobusów, ani za nie zapłacić. Dlatego pojazdy nie są jeszcze ani zarejestrowane, ani ubezpieczone, więc nie można ich udostępnić mieszkańcom – wyjaśnia Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa.

Jest to o tyle zaskakujące, bo w listopadzie Solaris we własnym zakresie testował ładowanie autobusów przy ul. Grottgera. Okazuje się, że owe testy wykonano przy użyciu agregatów prądotwórczych, bo do tej pory podwykonawca Solarisa, czyli PKP Energetyka, nie wykonał przyłączenia energii elektrycznej.

– Czekamy na wykonanie ostatecznego przyłącza energii elektrycznej przez podwykonawcę. Chcemy uporać się z tym do końca stycznia. W przypadku punktów ładowania przy ul. Lubelskiej podpisana jest już umowa na dostawę energii – wyjaśnia Mateusz Figaszewski, pełnomocnik zarządu Solarisa ds. rozwoju e-mobilności i PR.

Miasto na takie informacje zgrzyta zębami, tym bardziej, że liczyło, że firma upora się z realizacją inwestycji znacznie szybciej, a nie miesiąc po terminie. – Od 1 stycznia 2019 roku naliczamy dla Solarisa dzienne kary, więc teraz w rękach firmy jest uporanie się z problemami jak najszybciej – mówi Maciej Chłodnicki.

W praktyce oznacza to tyle, że umowna kwota 30,2 mln zł, którą ratusz ma zapłacić Solarisowi, zostanie pomniejszona o kary umowne. W jakiej wysokości? Na ten temat ratusz jednak milczy. 

Miasto liczy, że Solaris z przyłączem upora się do połowy miesiąca. Drugą część stycznia ratusz chce wykorzystać na rejestrację e-pojazdów, ubezpieczenie ich oraz testy i przygotowanie do jazdy, by już 1 lutego autobusy wyjechały na ulice.

10 nowych elektryków ma kursować na linii „koła”. Szybkie ładowanie przy ul. Grottgera ma trwać 10 minut – pół baterii, do 20 minut – cała bateria. Wolne ładowanie przy ul. Lubelskiej z kolei ma trwać maksymalnie dwie godziny. Baterie mają 11 lat gwarancji. Po jej zużyciu, Solaris zajmie się ich odbiorem i utylizacją.

Urbino 12 eletric ma 27 miejsc siedzących, w tym 14 dostępnych z niskiej podłogi oraz 51 stojących. Autobus wyposażony jest w klimatyzację, pięć przycisków żądania otwierania drzwi, które opisane są także językiem Brailla. Jest też zatoczka dla wózka inwalidzkiego i dziecięcego. Przy środkowych drzwiach jest również rampa inwalidy.

Ponadto, e-autobus wyposażony jest w funkcję tzw. przyklęku, która ułatwia pasażerom wsiadanie na przystanku, oraz system automatycznego zliczania pasażerów.

(jg)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

13 KOMENTARZE

  1. W lutym powiedzą, że “już w marcu”. W marcu – że “już w kwietniu”.

    Głosujcie dalej na tego niedojdę feręca i jego przydupasów, głupi ludzie… Burdel w mieście robi od trzech kadencji, a wy mówicie, że pada deszcz, jak na was z ratusza plują.

    Taka prawda.

    • I dobrze, oby jak najpóźniej wyjechały, bo to będzie WIELKIE NIEPOROZUMIENIE… Podobno autobus elektryczny może przejechać około 40 kilometrów na w pełni doładowanych bateriach, czyli do Bratkowic go nie puszczą, bo by nie wrócił o własnej mocy. Taki to beniaminek. Na kole też raczej kariery nie zrobi. Pytanie : kto to zakupił?

      • Wyjaśniam w oparciu o wcześniejsze informacje :
        Na lini ” O” wykonuje 4- słownie cztery kursy i pikuś

        I trzeba zaprzągać chyba konie pamiętam jak w latach 50/60 też stały przy dorożkach koło dworca – doładowanie
        ” akumulatorów końskich ” było proste jak budowa cepa
        a ” chodziły ” od rana do południa potem ;
        Woda ze zbiornika p.poż co był przed dworcem i worek z owsem – też 10 minut trwało ładowanie i znowu chodził na pełnym galopie do wieczora : nie zatruwały środowiska ,były ekologiczne i nie potrzebowały co chwila ładowania
        Moze znowu powrócic do tego ” wynalazku” byłby to krok do przodu do ochrony środowiska
        Bo nikt nie pisze jakie są koszty wyprodukowania akumulatorów a potem ich utylizacja a to są spore koszty i wcale to tak różowo nie wygląda jak mamy teraz wciskane do łbów elektryka- elektryka – elektryka : Uf!

  2. To jest tak, że polityczne miernoty,typowe BMW zajmuje kierownicze stanowisko d/s komunikacji publicznej a mowa o byłej nauczycielce języka rosyjskiego z Dynowa.Ta specjalistka zajmuje się tym o czym nie ma zielonego pojęcia ale pensja niewiele mniejsza niż wynosi pensja asystentki prezesa NBP.Jej dotychczasowym głównym sukcesem i celem było to aby jej plakaty wyborcze były wystawione w każdym nowym przystanku komunikacji miejskiej, co i tak niewiele dało.

      • o jakim systemie za 300 milionów mówisz,no chyba nie o niby inteligentnym systemie sterowania ruchem bo ten kosztował ponad 430 mln zł.I co jest na wielkich tablicach temperatura powietrz X a temperatura jezdni to 05.X albo do centrum masz 5 minut.

    • No nie tylko : została wprowadzona nowa szata graficzna : Biletu
      I aby to cuś wymyśleć to faktycznie receptory we łbie musiały pracować na pełnych obrotach i to jest też wielki sukces : URA- URA- URA ; O !

ZOSTAW ODPOWIEDŹ