Zdjęcie: Materiały Narodowego Banku Polskiego
Reklama

Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie wznowiła śledztwo w sprawie zniknięcia ok. 1,3 mln zł z kont klientów Banku Spółdzielczego w Głogowie Małopolskim. Kasjerka banku tajemnicę zabrała do grobu.

Cała sprawa wyszła na jaw na początku lutego 2015 r., gdy 63-letnia Stanisława R., która przez ponad 30 lat pracowała w punkcie kasowym Banku Spółdzielczego w Husowie koło Łańcuta, popełniła samobójstwo. Kobieta 2 lutego powiesiła się w stodole, kilka dni wcześniej przeszła na zasłużoną emeryturę.

Okazało się, że z kont mieszkańców Husowa zginęły pieniądze. Proceder trwał prawdopodobnie od 2007 r., ale nikt wcześniej na to nie wpadł, bo Stanisława R. prowadziła „kreatywną księgowość”. Przelewała pieniądze z konta na konto, fałszowała dowody wypłat gotówki. Poszkodowanych jest około 100 osób. Prokuratura szacuje, że z kont klientów zginęło ok. 1,3 mln zł.

Początkowo śledztwo w tej sprawie prowadziła Prokuratura Rejonowa w Łańcucie, potem przejęła je Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie. Śledczy sprawdzali, gdzie się podziały pieniądze.  Do tej pory nie ma jasnej odpowiedzi, są tylko domysły i podejrzenia, a tych dotychczas było mnóstwo. Że Stanisława R. pieniądze przekazywała na Radio Maryja, że wspierała należącą do ojca Tadeusza Rydzyka Telewizję Trwam, że pieniądze dostawał proboszcz miejscowej parafii..

Pojawiały się również tropy, że kasjerka pomagała finansowo byłemu prezesowi banku, którego żona zachorowała na raka i leczyła się w zagranicznych klinikach. Kobieta zmarła, podobnie, jak były prezes banku, który obiecywał, że pieniądze odda. Ale żadna z tych wersji dotychczas się nie potwierdziła. Pieniędzy nie odkryto też na żadnych kontach w innych bankach.

Cała sprawa ma aż 36 tomów prokuratorskich akt. Prokuratura bada różne wątki. Sprawdza, czy w proceder nie byli zamieszani pracownicy banku. Przez dziewięć miesięcy śledztwo było zawieszone, bo prokuratura wysłała do biegłego grafologa kilkaset różnych dokumentów, na których były podpisy klientów banku, że rzekomo wybierali pieniądze ze swoich rachunków.

– W przypadku kilkudziesięciu dokumentów jest bezsporne, że podpisy klientów zostały sfałszowane – mówi Artur Terlecki, wiceszef Prokuratury Okręgowej w Rzeszowie, która po otrzymaniu opinii biegłego grafologa wznowiła całe postępowanie.

Śledczy dają sobie czas do czerwca br. na podjęcie decyzji, jaki będzie ostateczny finał sprawy. Bank Spółdzielczy w Głogowie Małopolskim dotychczas zwrócił klientom banku ok. 600 tys. zł.

 – Sprawa jest zagadkowa. Sprawdzamy, czy kasjerka wykorzystywała niedoskonałości systemu informatycznego banku, badamy cały mechanizm defraudacji pieniędzy, jaki był nadzór banku, musimy prześledzić historię każdego rachunku i porównać to do zapisów księgowych. Trzeba zrobić typową analizę kryminalistyczną – dodaje prokurator Terlecki.

Stanisława R. popełniła samobójstwo, gdy do banku zaczęli się zgłaszać pierwsi klienci, którzy zauważyli niespójności na swoich rachunkach. Wcześniej też je sygnalizowali, ale kasjerka „dziury” na kontach „łatała” pieniędzmi innych klientów banku. Kwoty, jaki zginęły są różne – od 4 tys. do 35 tys. zł.  

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

Comments are closed.