Zdjęcie: Pixabay
Reklama

Budowa miejskiej spalarni w Rzeszowie pod znakiem zapytania. Urząd Marszałkowski twierdzi, że miasto nie złożyło odpowiednich dokumentów na czas. Ratusz uważa, że zrobił to, co do niego należało. Kto ma rację? 

Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, postanowił, że zbuduje miejską spalarnię, bo ma dość ciągłych finansowych przepychanek z Polską Grupą Energetyczną, która jest właścicielem instalacji przetwarzania odpadów przy ul. Ciepłowniczej.

Miejska spalarnia, według założeń ratusza, miałaby powstać na 2-hektarowej działce przy ul. Ciepłowniczej, czyli po sąsiedzku do instalacji należącej do PGE. Aby inwestycję zrealizować miasto najpierw musi przebrnąć przez odpowiednią procedurę, która rozpoczyna się w Urzędzie Marszałkowskim, mało przychylnym Tadeuszowi Ferencowi. 

Gdy dodamy do tego jeszcze to, że PGE Energia Ciepła (obecny zarządca rzeszowskiej spalarni) z marszałkiem województwa podpisała początkiem października 2019 roku list intencyjny na budowę drugiej nitki spalarni, wiemy, że szanse ratusza na szybką budowę własnej instalacji są w zasadzie zerowe. 

Miejskich urzędników to jednak nie zaraziło. 20 stycznia ratusz złożył wniosek do marszałka o wpis do Wojewódzkiego Planu Gospodarki Odpadami. Następnie tworzony jest Plan Inwestycyjny. Plan trafia później do ministra klimatu, który podejmuje ostateczną decyzję, czy dana instalacja powstanie czy nie. 

– Złożony przez miasto wniosek w zasadzie jest bezprzedmiotowy. Wniosek o wpisanie do WPGO a rozporządzenie ministra o tym, które instalacje mają być budowane lub rozbudowane, to dwie rożne rzeczy – mówi nam Andrzej Kulig, dyrektor Departamentu Ochrony Środowiska Urzędu Marszałkowskiego w Rzeszowie. 

– Wniosek o wpis do Planu Inwestycyjnego można było składać do 31 stycznia. Miasto tego nie zrobiło. Zapewne to jeszcze zrobi, ale to już będzie po terminie.  My, oczywiście, przekażemy go ministerstwu, ale ze stosowną adnotacją – zapowiada Kulig. 

To oznacza, że marzenie Tadeusza Ferenca o budowie miejskiej spalarni może się przesunąć aż o dwa lata. – Plan jest aktualizowany co rok, ale by wpisać nowy podmiot ten, który jest na liście, musi z niego wypaść. Ministerstwo może wykreślić dany podmiot z planu tylko wtedy, gdy inwestycja spóźnia się o dwa lata – wyjaśnia Andrzej Kulig.

Miasto takim postawieniem sprawy jest mocno zaskoczone. – Nie ma żadnych terminów, do których można składać wniosek do marszałka o wpisanie do WPGO. Marszałek nie ma innego wyjścia, jak wpisać Rzeszów do tego planu. Nie wydaje on żadnej opinii – twierdzi Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa. 

Ratusz, mimo argumentacji Urzędu Marszałkowskiego, cały czas liczy, że minister klimatu w drugiej połowie 2020 roku wyda zgodę na budowę w Rzeszowie miejskiej spalarni, której koszt budowy szacowany jest na ok. 300 mln zł. 

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: