Zdjęcie: Ewa Szyfner / Rzeszów News
Reklama

„Od wyzwania do wyzwania” – to motto życiowe Pawła Pabiana z Krasnego, który w najbliższy weekend ponownie wyrusza na bicie kolejnego rekordu. Tym razem chce zdobyć „Koronę Polski” w 133 godziny, tradycyjnie samotnie, bez jakiegokolwiek wsparcia z zewnątrz. Czy mu się uda?

W lipcu ub. r. wówczas 27-letni Paweł Pabian z podrzeszowskiego Krasnego zmierzył się z „Niebieskim wyzwaniem”, którego celem było pokonanie na czas drugiego co do wielkości szlaku turystycznego w Polsce, zwanego niebieskim lub granicznym. Szlak, z którym zmierzył się w ubiegłe wakacje, znajduje  się na trasie Biała (jedna z dzielnic Rzeszowa) – Grybów a jego długość to 445 km.

Paweł całą tę odległość pokonał całkowicie sam, bez pomocy z zewnątrz, czyli ekipy, która pomagałaby mu w jakikolwiek sposób. Wówczas chciał pobić rekord i udało mu się – po 164 godzinach, przerywanymi tylko trzygodzinnym snem, po przebyciu 450 km pieszo, marszobiegiem, wykonaniu 660 tys. kroków, zdobyciu ponad 70 oficjalnie nazwanych szczytów i 18 godzinach ruchu po górach, Paweł Pabian ukończył „Niebieskie Wyzwanie” o 1:00 w nocy w rzeszowskiej dzielnicy Biała.

Jak najszybciej, w pojedynkę

Wydawałoby się, że mężowi i ojcu rocznego synka Jasia „Niebieskie wyzwanie” dostarczyło wystarczająco dużo emocji, by zaspokoić potrzebę dużej dawki adrenaliny na całe życie. Tak mogłoby być u każdego, ale nie u Pawła, który na koniec sierpnia zaplanował kolejne wyzwanie – tym razem chce zdobyć „Koronę Polski”, do której zalicza się 28 szczytów.

– Założenia kolejnego wyzwania są takie same jak poprzednio – jak najszybciej, w pojedynkę, bez pomocy z zewnątrz – wyjaśnia Paweł Pabian. – Moim celem jest zrobić to szybciej niż Zbigniew Florecki, który „Koronę Polski” zdobył w 133,5 godziny. Po co to robi? – Żeby sobie coś udowodnić – odpowiada 28-latek. 

Kolejne powody, dla których Paweł podejmuje co roku wyzwanie też jest dobry – nie wstydzi się tego, że jest Polakiem. Wierzy, że może promować swój kraj, w którym również można robić szalone rzeczy.

– Odznaczenia typu „Podróżnik roku” dostaje się, gdy jedzie się do Ameryki, pokonuje się wschodni szlak, który ma 3,5 tys. km. Przejście 3,5 tys. km robiąc po 20-30 km dziennie to nic dla osoby, która chodzi tylko po górach i nie musi wcale dodatkowo biegać. Najgorsze są pierwsze trzy dni – potem organizm się adaptuje a człowiek nabiera kondycji w trakcje chodzenia. To nie jest coś wielkiego. Wielkie jest to, że oni wyrwali ze swojego życia 4 miesiące. Ja tyle nie mam – mówi Paweł.

– Moje wyzwanie jest mocne – kondycyjnie i psychicznie, ale dla np. National Geographic to za mało. Trzeba pokonać szlak na Islandii, który ma 600 km, bo jest bardziej „seksy”, niż nasz szlak beskidzki, który ma 519 km – dodaje z rozżaleniem w głosie.

Zdjęcie: Ewa Szyfner / Rzeszów News
Zdjęcie: Ewa Szyfner / Rzeszów News

6 szczytów na dobę

Nowe wyzwanie Pawła – „Korona Polska” – obejmuje szczyty w dwóch grupach pasm górskich – Beskidach i Sudetach.  Tych pierwszych 28-latek się nie obawia, ponieważ jest przewodnikiem Beskidzkim na obszar całych Beskidów ze specjalizacją po Bieszczadach i Beskidzie Niskim.

Wyzwaniem będą Sudety, chociaż – jak twierdzi Paweł Pabian – technicznie są łatwiejsze. – W Sudetach nie byłem na żadnej górze, oprócz Śnieżki i to tak dawno, że już nie pamiętam. Plusem jest to, że wyruszając z jednego parkingu, który znajduje się u podnóża góry w Sudetach mogę zdobyć dwa szczyty. W Beskidzie jednak te szczyty są od siebie usytuowane dalej – wyjaśnia Paweł.

Paweł chce trasę od szczytu do szczytu pokonywać samochodem. Gdy zatrzyma się na parkingu dopiero wysiada i zaczyna się wspinać. Plan wyzwania zakłada pokonanie około 2 tys. km samochodem i ponad 200 km na nogach. Na dobę Paweł zamierza zdobyć 6 szczytów.  Na całość wyznaczył sobie mniej niż 133 godziny, co daje około 5,5 dnia.

Czego się obawia?

Czy coś Pawła w tych założeniach w jakiś sposób przeraża? Owszem – logistyka. – Boję się zmęczenia podczas jazdy samochodem. Boję się kilku podejść w Sudetach. Boję się, że mogę się zgubić i stracić np. dwie godziny, aby wejść na właściwą trasę. Boję się, że mi elektronika padnie, która dzięki GPS nakieruje mnie na właściwe tory – wylicza Paweł.

Dreszczyk emocji wywołuje też chodzenie po górach nocą.

– Kiedyś mnie to niszczyło strasznie psychicznie. Teraz jeszcze też. W nocy, gdy panuje zupełna cisza i ciemność, wszystko, nawet najmniejszy szmer oddziaływają na naszą wyobraźnię. Gdy podczas „Niebieskiego wyzwania” zobaczyłem na szlaku rysia myślałem, że to lew. Dopiero później przyszło otrzeźwienie – dodaje.

Gdy pytam, które z wyzwań – „Niebieskie”, czy „Korona Polski” – jego zdaniem może okazać się trudniejsze, Paweł odpowiada: – Zobaczymy po. Wtedy będę wiedział, które wyssało mnie bardziej psychicznie i fizycznie.

28-latek na podbój „Korony Polski” wyruszy w nocy z dnia 27 na 28 sierpnia, którą chce zakończyć na swojej ukochanej Tarnicy.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

Comments are closed.