Zdjęcie: PKS Rzeszów

Znana z awaryjnych i wiecznie opóźnionych autobusów oraz dworca, który straszy. To PKS Rzeszów. – Firma plami imię Rzeszowa – uważa prezydent Tadeusz Ferenc.

PKS Rzeszów należy do Związku Gmin „Podkarpacka Komunikacja Samochodowa”, którą w 2010 roku utworzyły podrzeszowskie gminy, licząc, że mając własnego przewoźnika zaoszczędzą. Usługi MPK w Rzeszowie były dla nich zbyt drogie. Może budżety gmin na tym dobrze wyszły, ale nie mieszkańcy. Skargi na przewoźnika są na porządku dziennym. 

Tomasz Kamiński, radny Rozwój Rzeszowa, podczas wtorkowej sesji Rady Miasta zwrócił uwagę na naszą publikację o tym, że od 1 lutego br. PKS Rzeszów likwiduje kilkadziesiąt kursów. To nie pierwsze cięcia przewoźnika w ostatnich miesiącach. Kamińskiego zaciekawiło, dlaczego PKS w swojej nazwie używa słowa „Rzeszów. – Na jakiej podstawie? – pytał.

– Jakość świadczonych usług przez PKS nie przynosi chluby nazwie „miasto Rzeszów”. Tu bardziej pasowałaby przydomek „PKS Żenada”, ponieważ jakość świadczonych usług i jakość dworca nie są chlubną wizytówką dla Rzeszowa – stolicy innowacji – argumentował radny Kamiński. 

Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, podchwycił temat i uważa, że należy sprawdzić, czy PKS zgodnie z prawem używa nazwy Rzeszów. – Firma ma siedzibę w Chmielniku i plami imię Rzeszowa. Te autobusy są brzydkie, dymią, kupowane są w Berlinie – złomy, których pozbywają się w innych krajach – krytykował prezydent Ferenc. 

Radny Robert Kultys (PiS) przyznaje, że dworzec PKS nie jest w najlepszej kondycji, ale zdaniem Kultysa zabieranie spółce z nazwy „Rzeszów” nie poprawi ani stanu dworca, ani autobusów. Radny PiS uważa, że lepiej z gminami usiąść do wspólnego stołu i poszukać porozumienia, jak poprawić działalność przewoźnika, by miastu nie przynosił wstydu. 

– Trzeba wyjść trochę ponad to. Zadbać wspólnie o stworzenie dobrego dworca. Tu trzeba lidera, aby stworzył możliwość przebudowy dworca. Najprostsze wyjście [zabranie przewoźnikowi z nazwy „Rzeszów” – przyp. red.] niewiele da. Autobusy i dworzec dalej będą wyglądały, jak wyglądają – stwierdził Robert Kultys. – To nie ten kierunek myślenia.

Piłeczkę odbił Marek Ustrobiński, wiceprezydent Rzeszowa. Kultysowi przypomniał, że miasto na temat modernizacji dworca wiele razy już rozmawiało z władzami PKS, zachęcano je do współtworzenia Rzeszowskiego Centrum Komunikacyjnego [PKS z tego planu wypadł – przyp. red.].

– Wszyscy widzą zdezelowane autobusy, które po rzeszowskich drogach jeżdżą od 10 lat i nic się nie zmienia. Nie można czegoś  takiego firmować nazwą „Rzeszów”, bo siedziba firmy jest w Chmielniku. Mało tego, oni świadczą usługę gminnej komunikacji, a przez Rzeszów tylko przejeżdżają. Dlaczego mają posługiwać się nazwą „Rzeszów”? – pytał wiceprezydent Ustrobiński.

Tomasz Kamiński pochwalił Roberta Kultysa, że tak się troszczy o podrzeszowskie wioski. – W tym przypadku do tanga jednak trzeba dwojga. Rzeszów wyraża chęć współpracy, tylko druga strona nie chce – stwierdził radny Rozwoju Rzeszowa.

Tadeusz Ferenc przypomniał też, że osiem lat temu miasto starało się przejąć dworzec PKS. – Decyzję polityków wówczas były takie, że dworzec przekazano do gmin sąsiednich – mówił prezydent. – Wstyd mi, że mamy taki dworzec. Ludzie, którzy przyjeżdżają do Rzeszowa, często mówią, że wszystko się u nas zmieniło, tylko ten dworzec został po staremu – dodał.

Wniosek Tomasza Kamińskiego, by sprawdzić, czy PKS może używać w nazwie „Rzeszów”,  został przyjęty przez Andrzeja Deca, szefa Rady Miasta.

(jg)

redakcja@rzeszow-news.pl

NAPISZ KOMENTARZ:
Reklama