Reklama

Projekt budowy w Rzeszowie Podkarpackiego Centrum Lekkiej Atletyki wisi na włosku. Nie ma gwarancji sfinansowania inwestycji. Jej liderem nie chce być miasto Rzeszów.

O budowie Podkarpackiego Centrum Lekkiej Atletyki na terenach obecnego stadionu Resovii przy ul. Wyspiańskiego w Rzeszowie mówi się od wielu lat. Prezentowane były wizualizacje całej inwestycji, podzielonej na trzy etapy. Prace miały przyspieszyć, gdy w 2015 r. klub odzyskał stadion, którego przez 20 lat właścicielem był Uniwersytet Rzeszowski.

W pierwszym etapie zaplanowano przebudowę stadionu Resovii. Miałaby powstać kryta bieżnia o długości 330 m, bieżnia przedstartowa oraz bursa dla 90 młodych sportowców. Sama trybuna główna miałaby pomieścić 4 tys. osób.

Powstałoby też zaplecze socjalne z 9 szatniami, po 110 m kw. każda. Do tego pełne zaplecze trenerskie, gabinety lekarskie i do badań antydopingowych.

W kolejnych etapach inwestycji zaplanowano budowę hali sportowej o wymiarach 50×60 m, dwóch krótkich trybun na wirażach bieżni (docelowo 16 tys. miejsc siedzących ), parking dwukondygnacyjny na 400 miejsc postojowych z piłkarskim boiskiem trawiastym na dachu parkingu.

Kto miał dać pieniądze?

Inwestorem Podkarpackiego Centrum Lekkiej Atletyki, którego koszt pierwszego etapu oszacowano na 32 mln zł, jest klub Resovia. Projekt jednak jest poważnie zagrożony.

Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o pieniądze. Plan sfinansowania inwestycji zakładał, że 16 mln zł, czyli połowę kosztów, przekaże Ministerstwo Sportu. Drugie 16 mln – po 8 mln zł – dołożą dwa samorządy: Rzeszowa i województwa podkarpackiego.

Oba samorządy w ub. r. podjęły uchwały intencyjne, że przekażą pieniądze. To był warunek resortu, by uruchomić ministerialną dotację. Resort zgodził się na to, by samorządy w latach 2016-2017 swoje części rozłożyły na raty – po 4 mln zł. Pieniędzy w obu budżetach nie ma, ale łatwo je wprowadzić. Warunek? Ministerstwo musi dać gwarancję, że przekaże swoje 16 mln zł.

Resort obiecał, że pieniądze da, ale na razie tylko obiecał. Gdy Resovia w połowie ub. r. złożyła wniosek o wsparcie inwestycji, ministerstwo niedługo później zasugerowało, by liderem projektu było miasto Rzeszów, a nie Resovia. Dla resortowych urzędników bardziej wiarygodnym partnerem jest samorząd.

Resovia: Niezrozumiała decyzja

Do połowy marca klub musiał złożyć aktualizację wniosku o dofinansowanie. W połowie kwietnia rozstrzygnie się, czy projekt budowy Podkarpackiego Centrum Lekkiej Atletyki dostanie pieniądze z Ministerstwa Sportu. Konkurencja jest duża, resort ma w szufladach kilkadziesiąt projektów  sportowych z całego kraju, które też liczą na pieniądze z budżetu państwa.

Zanim Resovia wysłała aktualizację wniosku, do ratusza zwróciła się z prośbą, by to miasto Rzeszów było liderem projektu, a klub partnerem inwestycji. Takie rozwiązanie popiera także Podkarpacki Urząd Marszałkowski, który swoje 8 mln zł wolałby przekazać miastu, a nie klubowi.

Władze Rzeszowa jednak na takie rozwiązanie się nie zgodziły. Ratusz uznał, że nie chce być liderem projektu, ale zapewnił, że obiecane pieniądze da.

– Niezrozumiała jest dla mnie decyzja miasta. Przecież Centrum będzie na terenie Rzeszowa. Takiego obiektu nie ma na Podkarpaciu. To skandal, że dzisiaj zawodnicy, którzy przyjeżdżają na zawody na naszym stadionie lekkoatletycznym, muszą się przebierać w autobusach, czy na trybunach. Dzięki Centrum, w Rzeszowie powstałby piękny obiekt, z którego mogliby korzystać nie tylko lekkoatleci, ale też piłkarze do treningów szybkościowych – twierdzi Aleksander Bentkowski, prezes Resovii Rzeszów.

Ratusz: Klub jest niepoważny

Ratusz uważa, że Resovia już nie pierwszy raz próbuje swoje interesy załatwić rękami miasta.

– Pretensje klubu są niepoważne. Zgodziliśmy się na dofinansowanie inwestycji, taką ochotę wyraził także marszałek podkarpacki, Resovia miała sobie załatwić 16 mln zł. To ona jest właścicielem terenu, na którym ma powstać Centrum. Zrzucanie teraz inwestycji na naszą głowę jest niepoważne – mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta Rzeszowa.

Resovia twierdzi, że dla miasta bycie liderem projektu nie wiązałoby się z żadnymi kosztami.

– Za utrzymanie obiektu odpowiadałaby sąsiadująca ze stadionem Szkoła Mistrzostwa Sportowego, której uczniowie korzystaliby z Centrum. To dla nich chcemy wybudować bursę. Miasto i województwo uzyskałyby piękny obiekt, nie ponosząc żadnych kosztów utrzymania – przekonuje Aleksander Bentkowski.

Dla miejskich urzędników sprawa nie jest jednak taka prosta.

– Bycie liderem projektu to nie tylko formalność. To wzięcie na siebie całej odpowiedzialności za inwestycję, łącznie z jej rozliczeniem. To bardzo poważna sprawa, a nie żadna błahostka. Żeby być liderem, musielibyśmy dysponować własnością gruntów, a tak nie jest. To niepoważne, by w ostatniej chwili na nas zrzucać odpowiedzialność za inwestycję – mówi Maciej Chłodnicki.

Stara śpiewka działaczy?

Gdy ratusz odmówił bycia liderem projektu, Resovia złożyła nowy wniosek do Ministerstwa Sportu o dofinansowanie budowy Centrum, ale to klub w dokumentach figuruje jako inwestor.

– Obawiamy się, że brak jasnego stanowiska miasta spowoduje, że nasza inwestycja może zostać odrzucona. Nie ma bowiem jednoznacznej deklaracji, że miasto sfinansuje inwestycję w 25 procentach. W ministerstwie mogą być dużo lepiej przygotowane wnioski niż nasz. Byle pretekst wystarczy, by projekt budowy Centrum został odrzucony – twierdzi Aleksander Bentkowski.

W ratuszu słychać komentarze, że jeżeli Resovia nie zdobędzie dofinansowania z ministerstwa, winę za niezrealizowanie inwestycji zwali na miasto. – To stara śpiewka działaczy klubu. O budowie centrum Res-Vita też słyszymy od lat. Kończy się na obietnicach – mówią urzędnicy.

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

1 KOMENTARZ

Comments are closed.