Reklama

I Rodzinny Rajd Szlakiem Green Velo był pretekstem do spotkania, spędzenia miło czasu i sprawdzianem dla wspaniałej trasy rowerowej. Okazuje się, że trasy Green Velo nie są dostosowane do potrzeb rowerzystów. Dlaczego?

[Not a valid template]

 

W sobotę przez Rzeszów przejechali rowerzyści uczestniczący w I Rajdzie Szlakiem Green Velo.  Była to typowa wycieczka rowerowa. Każdy mógł się wybrać. Starszy, młodszy, niepełnosprawny zdążył utrzymać się w peletonie, bo prędkość była rekreacyjna.

Rajd dla każdego

Zgłosiło się około 80 osób, ale przez zapowiadane opady deszczu na starcie pojawiło się ok. 60 rowerzystów, którzy wyruszyli o 10:30 z Zatoki Marino w okolicach Lisiej Góry. Najstarszy uczestnik miał ponad 80 lat, a najmłodszy 3 lata. Chłopiec jechał na foteliku z tatą.

– Bakcyl został zaszczepiony. Myślę, że jak siądzie na dwa kółka za jakiś czas, jak będzie trochę starszy, to chętnie weźmie udział w takim rajdzie – mówi Tomasz Nalepa, prezes Przeworskiego Koła Turystyki Rowerowej „Leliwa”, które wspólnie z NSB Sport Serwis zorganizowało rajd.

Rowerzyści pojechali w kierunku Krzemienicy, gdzie zwiedzili kościół zaliczany do architektury drewnianej.  Uczestnicy rajdu poruszali się szlakiem Green Velo. W Rzeszowie jechali przez ulice Piłsudskiego, Lwowską, Rzecha, Ciepłowniczą, Siemieńskiego, Batorego, Siemiradzkiego oraz trasą nad Wisłokiem do mety przy Zatoce Marino.

W sumie rowerzyści pokonali ok. 46 km.

– Już w zeszłym roku myśleliśmy żeby zorganizować taki rajd, ponieważ uczestniczyliśmy w pierwszym rajdzie nad Doliną Strugu. Spodobało nam się, tylko że profil trasy był trudny i zróżnicowany oraz mieliśmy uwagi do tamtej wycieczki, dlatego zorganizowaliśmy wycieczkę dla wszystkich amatorów, żeby każdy mógł przejechać – mówi Tomasz Nalepa.

Nie trafił na szlak

Wycieczka rowerowa nie obyła się bez niespodzianek. Okazało się, że pomimo zabezpieczenia medycznego i ze strony policji, zawiodła sama trasa. Jeden z uczestników… zgubił się.

– Na temat szlaku Green Velo nie mam najlepszego zdania ze względu na oznakowanie. Doznania kolegi, który przyjechał tu z Lubuskiego, to potwierdzają. Nie wiedział praktycznie, jak jechać. Bo ktoś przestawia znaki, obraca je, rowerzyści niebędący z Podkarpacia nie orientują się, gdzie mają jechać. Znaki nie są ustawione z częstotliwością dobrą dla rowerzystów. Kolega musiał jechać główną drogą, bo nie mógł w żaden sposób trafić na szlak – relacjonuje Nalepa.

Jednak mimo takich niespodzianek udało się dotrzeć na metę. Dodatkowo, na końcu został zorganizowany piknik rodzinny, podczas którego każdy otrzymał zestaw upominkowy, torby, kaski, a także została wylosowana główna nagroda w postaci roweru.

SABINA LEWICKA

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ