Zdjęcie: Ministerstwo Sprawiedliwości
Reklama

Prokuratura Regionalna w Rzeszowie wystąpiła w piątek do Sądu Dyscyplinarnego dla sędziów o uchylenie immunitetu Krzysztofowi Sobierajskiemu, byłemu prezesowi Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Śledczy chcą zgody na jego zatrzymanie i tymczasowe aresztowanie.

Wniosek rzeszowskiej prokuratury ma związek z prowadzonym śledztwem dotyczącym przywłaszczenia co najmniej 17 mln zł na szkodę Sądu Apelacyjnego w Krakowie. Prokuratura podała, że w trakcie śledztwa zebrała „niezbite dowody” na to, że Krzysztof Sobierajski przyjął ponad 376 tys. zł łapówki, brał udział w tzw. praniu brudnych pieniędzy i przekroczył swoje uprawnienia. Sobierskiemu, o ile zostanie mu uchylony immunitet, grozi do 12 lat więzienia.

Rzeszowska prokuratura twierdzi, że były prezes krakowskiego Sądu Apelacyjnego ma na sumieniu niszczenie istotnych dowodów w śledztwie, tworzenie fałszywych, a także podżegał do składania fałszywych zeznań i zastraszał świadków.

– Wniosek o zgodę na pociągnięcie byłego prezesa do odpowiedzialności karnej i zastosowanie wobec niego tymczasowego aresztowania ma więc na celu zabezpieczenia prawidłowego toku postępowania – poinformowała Prokuratura Regionalna w Rzeszowie.

Mechanizm przestępstwa

Według prokuratury Krzysztof Sobierajski, jako prezes Sądu Apelacyjnego w Krakowie, brał w latach 2013-2016 udział w zorganizowanej grupie przestępczej, która przywłaszczyła na szkodę Skarbu Państwa co najmniej 17 mln zł. To suma zleconych przez krakowski sąd niewykonanych prac, za które ten sąd zapłacił.

Mechanizm przestępstwa polegał na zawieraniu przez sąd umów z zewnętrznymi firmami na świadczenie usług, głównie w postaci analiz i opracowań, za które sąd płacił przeciętnie po kilkadziesiąt tysięcy złotych. Usługi były te zlecane zewnętrznym firmom, a te z kolei prace zlecały pracownikom sądu, w tym prezesowi. Wypłacano im każdorazowo kwoty od 1,5 tys. do 8 tys. zł.

Prokuratura twierdzi, że zlecenia były fikcyjne. Analizy albo nie powstały, albo prace mieściły w obowiązkach służbowych osób, którym je zlecano. Według rzeszowskich śledczych, „przestępczym procederem” kierował ówczesny dyrektor Sądu Apelacyjnego w Krakowie, któremu już wcześniej w tej sprawie postawiono zarzuty. Zdaniem prokuratury, w procederze uczestniczyło kilkanaście osób i powiązane ze sobą firmy.

– Część z tych firm powstała wyłącznie w celu realizacji fikcyjnych umów na rzecz Sądu Apelacyjnego w Krakowie – podała prokuratura.

Twierdzi ona, że Krzysztof Sobierajski „ochraniał działania przestępczej grupy i uczynił sobie z jej działalności stałe źródło dochodów”. Prokuratura poinformowała, że udział byłego prezesa sądu w grupie przestępczej był „decydujący”. – Dawał poczucie bezpieczeństwa osobom uwikłanym w przestępczy proceder – twierdzą śledczy.

„Zuchwała działalność przestępcza”

Kwota 376 tys. zł łapówki, którą miał przyjąć Sobierajski, była zapłatą dla firm za fikcyjne prace na rzecz sądu. Pieniądze rzekomo otrzymywał w gotówce, podpisywał fikcyjne umowy zlecenia. Prokuratura twierdzi, że b. prezes sądu nie dopełnił swoich obowiązków, bo o przestępczym procederze nie powiadomił organów ścigania.

– I nie reagował na naruszanie obowiązków przez dyrektora sądu i nie wnosił o jego odwołanie – twierdzi prokuratura, dodając, że Sobierajski nie poinformował Ministerstwa Sprawiedliwości o swoich dodatkowych dochodach z tytułu zlecanych prac. Robił to zaś wtedy, gdy prowadził zajęcia m.in. dla aplikantów komorniczych i adwokackich.

W Sądzie Apelacyjnym w Krakowie nie znalezionych żadnych opracowań, które Krzysztof Sobierajski miał przygotować dla firm na potrzeby sądu. Już po przeszukaniach, pełnomocnik b. prezesa sądu przekazał prokuraturze kilkanaście opracowań rzekomo odnalezionych w piwnicy sądu.

Prokuratura obawia się, że Sobierajski może utrudniać śledztwo – wpływać na zeznania świadków, wyjaśnienia podejrzanych i tworzyć kolejne fałszywe dokumenty. Śledczy twierdzą, że mają „bogaty materiał dowodowy”, a o byłym prezesie sądu napisali, że „ostentacyjnie wykorzystywał swoją funkcję do zuchwałej działalności przestępczej”.

Osiem osób podejrzanych

Afera w krakowskim sądzie wybuchła w grudniu ub. r. Zarzuty dotychczas przedstawiono ośmiu osobom: dyrektor sądu w Krakowie Andrzejowi P., głównej księgowa tego sądu Marcie K., dyrektorowi Centrum Zakupów dla Sądownictwa Marcinowi B., dwóm przedsiębiorcom, którzy reprezentowali firmy wykonujące fikcyjne usługi na rzecz sądu – Katarzynie N. i Jarosławowi T. Wszyscy są tymczasowo aresztowani.

W lutym zarzuty postawiono trzem kolejnym biznesmenom. Dwóch – Michał Ch. i Dariusz H. – aresztowano, a trzeciego – Tomasza D. – wypuszczono na wolność, po tym, jak wpłacił 100 tys. zł poręczenia majątkowego.

Wszystkie osoby podejrzane są o udział zorganizowanej grupie przestępczej, przywłaszczenie pieniędzy na szkodę krakowskiego sądu i korupcję.

Po pierwszych zatrzymaniach przez CBA, 16 grudnia Krzysztof Sobierajski został odsunięty od obowiązków służbowych przez ministra sprawiedliwości Zbigniewa Ziobro. Kilka dni później Sobierajski oświadczył, że sobie nie ma nic do zarzucenia i nic do ukrycia.

„Jestem zdeterminowany do obrony swojego dobrego imienia” – napisał w oświadczeniu, a Ziobrę oskarżył, że afera w sądzie to „pretekst do przeprowadzenia kolejnego zamachu na niezależne sądownictwo”.

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: