Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News
Reklama

– Ta tablica to taka zaczepka ze strony prezydenta Rzeszowa –  ocenia nowe “ozdoby” na ulicy Mickiewicza Beata Kot, wojewódzki konserwator zabytków. 

Od tygodnia ulica Mickiewicza w Rzeszowie ma nowe “ozdoby” – dwie tablice informujące o “winie” wojewódzkiego konserwatora zabytków, który nie wyraził zgody na wymianę nawierzchni drogi. Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, chciał, by zabytkową porfirową kostkę zastąpiły szare grafitowe płyty, takie jak na ul. Kościuszki, czy ul. 3 Maja. 

Konserwator zabytków, który czuwa nad zabytkowym terenem Rynku oraz uliczek, które do niego przylegają, od początku był przeciwny planowanemu przez ratusz remontowi. Jedyne, na co wyraził zgodę, to modernizacja infrastruktury podziemnej. 

Tadeuszowi Ferencowi to się nie spodobało. Swoim pracownikom w ubiegłym tygodniu polecił powiesić tablice. Te się pojawiły, ale okazały się, że są zbyt małe. – Małe są te tablice. Proszę, aby wyraźnie treść było na nich widać – mówił w poniedziałek do swoich pracowników Tadeusz Ferenc. 

Tablice z napisem “Konserwator nie pozwala na rewitalizację nawierzchni ul. Mickiewicza” naklejono na stary znak z napisem ul. Potokowa na os. Staroniwa. Beata Kot, wojewódzki konserwator zabytków, twierdzi, że montaż tablic nie był z uzgodniony z jej służbami.

Teoretycznie uzgodnienie można był ominąć, ponieważ miasto jest zarządcą drogi, więc znaki może stawiać bez takiego pozwolenia. Niemniej jednak w Podkarpackim Wojewódzkim Urzędzie Ochrony Zabytków panuje lekka konsternacja. 

– Te tablice to taka zaczepka ze strony prezydenta Rzeszowa – ocenia konserwator Beata Kot. – Dziwię się, że prezydent Rzeszowa nie docenia zabytkowej porfirowej nawierzchni, która jest bardzo dobrze ułożona. Wymaga co najwyżej korekty, ale nie ma mowy o wymianie – uważa Kot. 

Konserwator zabytków nie wyklucza pozwu przeciwko ratuszowi za pomówienie. – Decyzję podejmę w tym tygodniu – zapowiada Beata Kot.

(jg)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: