Zdjęcie: Maciej Brzana / Rzeszów News
Reklama

To wójt jednej z podrzeszowskich gmin – dowiedział się Rzeszów News. Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, po raz kolejny zapewnia, że nie zamierza startować w jesiennych wyborach parlamentarnych.

To zaskakująca wiadomość, że Tadeusz Ferenc znalazł w sąsiedniej gminie kandydata, który miałby zastąpić Marka Ustrobińskiego, zastępcę Ferenca, odpowiedzialnego w mieście za inwestycje. Ustrobiński chce się dostać do Parlamentu Europejskiego, startuje z trzeciego miejsca podkarpackiej listy Koalicji Europejskiej. Na liście reprezentuje on SLD.

Kampania wyborcza Marka Ustrobińskiego szczególnie w Rzeszowie jest bardzo widoczna, w w ostatnich tygodniach otwiera on praktycznie wszystkie inwestycje, mówi o planach miasta, wręcza nagrody. Tadeusz Ferenc jest w cieniu. Nie brakuje opinii, że Ustrobiński może być “czarnym koniem” eurowyborów. Ma wsparcie samego Ferenca.

– Chciałbym, żebyśmy w Parlamencie Europejskim mieli europosła z Rzeszowa – mówi nam Tadeusz Ferenc.

Marek Ustrobiński spełnia ten warunek. Jest jedynym kandydatem KE ze stolicy Podkarpacia. Ferenc wierzy, że Ustrobiński dostanie się do europarlamentu i nie jest skazany na pożarcie. – Marek to fachowiec, ma zacięcie do walki o unijne środki, ma tego zęba – uważa Tadeusz Ferenc.

Człowiek chętny do roboty

Ustrobińskiego widzi też w przyszłości na stanowisku prezydenta, gdy sam skończy misję w ratuszu. Na takie eurowsparcie Ferenca nie mogą liczyć inni kandydaci Koalicji Europejskiej, choć Ferenc w ostatnich dniach ocieplał kampanię Elżbiety Łukacijewskiej z Platformy Obywatelskiej (ona startuje z 10. miejsca) podczas wizyt w Rzeszowie byłego prezydenta RP Bronisława Komorowskiego, a w poniedziałek Elżbiety Bieńkowskiej

– Myślę, że Markowi uda się dostać do PE – przewiduje Tadeusz Ferenc. Dlatego zaczął się rozglądać za osobą, która zastąpi Ustrobińskiego, gdyby ten zdobył mandat europosła. Jak udało nam się dowiedzieć, Ferenc takiego człowieka już znalazł. – To wójt jednej z naszych sąsiednich gmin. Człowiek chętny do roboty, bardzo inteligentny – mówi Tadeusz Ferenc.

Nazwiska nie chce jednak zdradzać, wiadomo, że wytypowany przez Ferenca wójt przyjął nową propozycję pracy. Gdyby ten scenariusz miał być zrealizowany, ów kandydat musiałby zrezygnować ze stanowiska wójta.

Próbujemy się dowiedzieć, który z wójtów “leży” Tadeuszowi Ferencowi. Wybór wydaje się dość oczywisty. To Adam Dziedzic, wójt Świlczy. To jedyny wójt, z którym Ferenc nie jest skonfliktowany na skutek ratuszowej polityki poszerzenia miasta o gminne tereny. Pozostali wójtowie w znacznej mierze są też związani z PiS.  

– Nie zaprzeczam, nie potwierdzam – mówi Adam Dziedzic, gdy go zapytaliśmy, czy dostał propozycję zostania wiceprezydentem Rzeszowa. Z gminy Świlcza w 2017 roku do miasta zostało włączone sołectwo Bzianka. Adam Dziedzic był zwolennikiem tego planu.

Dwie pieczenie na jednym ogniu

Tymczasem nawet najbliżsi współpracownicy Tadeusza Ferenca nie wiedzą, że znalazł on już ewentualnego następcę Marka Ustrobińskiego.

– Wójt? Sprytne. Ferenc w ten sposób chce zapewne upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Dla wójta bycie wiceprezydentem stolicy województwa to ogromny awans, a przy okazji Ferenc ułatwi sobie drogę sięgania po kolejne gminne tereny – mówi nam osoba z otoczenia Tadeusza Ferenca.

Jeszcze od innego rozmówcy słyszymy, że typowanie Adama Dziedzica na następcę Marka Ustrobińskiego może być przestrzelone. W tym kontekście pada też nazwisko bezpartyjnego Lesława Kuźniara, wójta Trzebowniska. Tereny tej gminy, a szczególnie lotnisko w Jasionce, od dawna bardzo interesują Tadeusza Ferenca. 

We wtorek chcieliśmy porozmawiać z Lesławem Kuźniarem. Był nieosiągalny, przebywa na zagranicznym wyjeździe. 

– Ale Tadeusz Ferenc jest tak nieprzewidywalny, że stanowisko wiceprezydenta mógł zaproponować nawet komuś, kogo popiera PiS. Dla Ferenca ważniejszy jest interes miasta, a nie legitymacja partyjna – mówi nasz rozmówca z ratusza.

“Testowanie” Marka Ustrobińskiego 

W kontekście eurowyborów padają też głosy, że wystawiając do walki Marka Ustrobińskiego, Tadeusz Ferenc chce przetestować jego “potencjał wybieralności”. Nawet jeżeli Ustrobiński nie dostanie się do PE, to dla Ferenca będzie ważna liczba głosów, jaką Ustrobiński otrzyma.

– Jeśli będzie zadowalająca, Ferenc jesienią mógłby chcieć zrezygnować ze stanowiska prezydenta, by fotel po nim objął właśnie Ustrobiński – słyszymy rozważania w środowisku Tadeusza Ferenca. On sam zapewnia, że startu w wyborach parlamentarnych w tej chwili nie bierze pod uwagę. 

– Interesuje mnie, co się dzieje w mieście. Nie spuszczam z tonu – mówi nam prezydent Ferenc. 

marcin.kobialka@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: