Zdjęcie: Sebastian Fiedorek / Rzeszów News. Podziemna trasa turystyczna
Reklama

Okrągła kładka, Podziemna Trasa, fontanna multimedialna, piękny deptak. Wszystko to ładnie brzmi i dobrze wygląda w folderach turystycznych. My sprawdziliśmy, co turysta w rzeczywistości zobaczy w Rzeszowie.

Mamy wakacje, a to oznacza tylko jedno – sezon turystyczny jest w pełni. Dlatego postanowiłam sprawdzić, jak wygląda kilka rzeszowskich atrakcji w samym centrum miasta, bez których wizyta w Rzeszowie nie może się obejść.

Na początek poszłam na popularną okrągłą kładkę, która powstała w 2012 roku nad skrzyżowaniem ulic Piłsudskiego i Grunwaldzkiej. Na stronie ratusza czytamy, że to “oryginalne przejście – jedyne w Europie. (…) Ze względu na kształt i wykorzystane materiały budowlane, została uznana za najciekawszą budowlę w tej kategorii. Szczególnie efektownie wygląda nocą”.

I z tym opisem nietrudno się zgodzić, bo kładka, jakby na to nie patrzeć, robi wrażenie. Pod kątem turystycznym jest o tyle ciekawa, że rzeczywiście można sobie tam usiąść, poczytać o historii miasta. Są też drzewka w donicach, czyli jest też zielono, pomimo, że pod kładką znajduje się jedna z głównych ruchliwych ulic Rzeszowa. Generalnie, miejsca zachęca do zrobienia wycieczkowego selfie.

Niemniej jednak, biorąc pod uwagę, że kładka jest oczkiem w głowie Tadeusza Ferenca, prezydenta Rzeszowa, to nie do przyjęcia dla mnie jest to, że elementy drewniane kładki są w stanie, jakim są, tym bardziej, że kupę kasy wydano na nie, bo drzewo sprowadzono aż z Kamerunu. Przebarwienia, brakujące elementy, rozwarstwienia, malunki… Szczegóły TUTAJ.

Zdjęcie: Kamil Pudełko / Rzeszów News

Oczywiście, miasto będzie to poprawiać, ale, mimo wszystko, wydawało mi się, że jeśli coś jest wizytówką miasta, to jest oczywiste, że dbamy o to szczególnie, tym bardziej, że kładka pojawia się też nierzadko na okładkach przewodników o Rzeszowie.

Z “aureoli Tadeusza Ferenca”, jak mawiają ci nieco bardziej złośliwi, widać też pomnik Walk Rewolucyjnych. Można mówić o nim co się chce, ale on jest symbolem Rzeszowa i tego żadna ustawa tzw. dekomunizacyjna nie zmieni, więc cieszmy się nim, póki jest, bo być może za niedługo go zabraknie.

Atelier i kebab “za pan brat” na jednej ulicy

Schodząc z kładki idę w stronę ul. Grunwaldzkiej. Na rogu tej ulicy widzę Aparat Caffe – społeczną instytucję kultury fotograficznej, która dysponuje największą w Polsce i stale powiększającą się kolekcją eksponatów muzealnych związanych z fotografią.

Zbiór ten liczy blisko 3,5 tys. analogowych aparatów i akcesoriów fotograficznych, klisz, szklanych negatywów zdjęć i tematycznych wydawnictw. To tam co jakiś czas też odbywają się warsztaty fotograficzne, czy spotkania kulturalne. To tam ogłoszono m.in., że w Rzeszowie w połowie sierpnia odbędzie się festiwal poświęcony wybitnemu reżyserowi Hollywood o rodowodzie rzeszowskim Fredowi Zinnemannowi.

Aparat Caffe podoba mi się jako obiekt, bo wnętrze jest niezwykle klimatyczne i jako ludzie, którzy mają chęci i siły tworzyć niekomercyjne i piękne rzeczy z pasją.

W sąsiedztwie atelier mamy najbardziej popularny kebab w Rzeszowie – Darę. Ruch u nich jest tak duży, że pokusili się nawet o stworzenie ogródka letniego. Nie będę z tym dyskutować, bo to efekt przyzwyczajeń, czasem prostoty, być może to także efekt zabiegania i specyfiki naszych czasów, że właśnie wolimy spędzać czas przy kebabie, albo piwie, niż teatrze, czy oglądając ambitne kino. Już się z tym pogodziłam, że Dara przyciąga więcej ludzi, niż pobliskie Aparat Caffe.

Niemniej jednak, Dara Kebab w jakiś sposób, czy tego chcemy, czy nie, stał się nieoficjalną wizytówką naszego miasta, bo podczas pobytu w Rzeszowie zainteresował się nim nawet sam Tomasz Szafrański, reżyser „Rock’n’Roll Eddie”.

Remont deptaka, samochody… Jak tu spacerować?

Idąc ul. Grunwaldzką dochodzę do skrzyżowania z ul. Kościuszki. Na pierwszym planie widzę samochody, a dalej rozkopaną ulicę. O ile to drugie jest zrozumiałe, tak samochody na deptaku, które wypaczają sens jego istnienia, niekoniecznie.

Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News

Dlaczego? Bo zniechęcają do dalszego spacerowania, tym bardziej, jeśli przed nami jest plac budowy.

Zdjęcie / Joanna Gościńska / Rzeszów News

O ul. Kościuszki, która jest remontowana, trudno pisać, bo wiadomo, jak wygląda i trudno się dziwić. Niemniej jednak nieciekawe warunki spacerowania i tak nie zniechęcają mieszkańców Rzeszowa, aby w słoneczne niedziele stać w “kilometrowych” kolejkach po lody, czy pączki właśnie na ul. Kościuszki.

Będąc na ul. Kościuszki ma się wybór – pójść w stronę Rynku lub ul. 3 Maja. W pierwszej kolejności wybrałam deptak. To, co przyciąga uwagę, to ogródki, które wyrosły przed lokalami gastronomicznymi na ul. 3 Maja. Mają one swój klimat i do tego są ładne. Uroku dodają im donice z kwiatami, dzięki czemu betonowa rzeczywistość deptaka jest bardziej żywa i przyjazna.

Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News

Świetnym pomysłem jednego z lokali jest wyciągnięta szyba w witrynie, która stanowi scenę na weekendowe występy artystów. Piękna pogoda, dobra muzyka, fajne miejsce, smaczne jedzenie i nasi bliscy – czego można chcieć więcej w niedzielne, słoneczne popołudnie w mieście?

Co do artystów, którzy pojawiają się na ul. 3 Maja, to prym wiedzie oczywiście Tadeusz Nalepa. W jego ślady ostatnio poszedł pewien młody mężczyzna z gitarą, który bardziej przypomina Organka z wyglądu. Ma gitarę, mikrofon i wzmacniacz, czyli daje nawet radę. Tacy uliczni grajkowie na deptaku mają swój urok, no chyba, że to są panie, które zawodzą religijne pieśni…

Galeria Fotografii to pomyłka

Gdy człowiek poje i popije, to czasem ma ochotę na odrobiny kultury. Na deptaku mamy dwie galerię i jedno muzeum. Pierwsza z nich to Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa. Dobrze, że przed wejściem mają plenerową wystawę, bo z ulicy ta instytucja nie rzuca się w oczy.

Jak sama nazwa wskazuje, galeria zajmuje się fotografią, a więc rzemiosłem artystycznym i w domyśle kreatywnym. Dlatego jeszcze w poniedziałek na ul. 3 Maja stała wystawa ze zdjęciami z ubiegłorocznej edycji Europejskiego Stadionu Kultury, choć dyrektor Galerii obiecywał ją usunąć.

Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News

No ale, powiedzmy, że się czepiam, więc próbuję zaglądnąć do galerii. Otwieram drzwi, a tu mnie wita podejrzanie wyglądający korytarz. Dobrze, że są na ścianach jakieś informacje, że tu jest galeria. Idę za wskazanymi strzałkami. Drewniane schody, korytarz taki jakiś mało przyjazny i jest Galeria. Po takiej “wędrówce” nawet do niej nie zaglądam, bo aż się boję, co mnie może spotkać za wielkimi starymi drzwiami.

Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News

Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa to nieporozumienie. Co z tego, że znajduje się przy deptaku, przez który codziennie przechodzi tysiące ludzi, skoro jest tak ukryta, że mało kto wie, że ona istnieje. Sama, jak pierwszy się do nie wybierałam, to się chwilę głowiłam, nad tym, gdzie ona dokładnie jest, nim odkryłam, że znajduje się w zakamarkach jednej z kamienic. I forma tworzenia ekspozycji – czy one są na miarę stolicy innowacji?

Ekspozycje nie z Bostonu, nie z Szanghaju

Prezydent Tadeusz Ferenc cały czas mówi o podglądaniu innych, bo można od nich czerpać garściami. Dlaczego nikt się wybierze się do galerii np.  w Warszawie, aby zobaczyć jak to się dziś robi? Nikt nie oczekuje, że pomysły na prowadzenie galerii przyjadą z Szanghaju czy Bostonu, wystarczy, że będą na miarę XXI wieku.

I jeszcze jedno, jak to możliwe, że Galerii Fotografii Miasta Rzeszowa nie ma w mediach społecznościowych? Jeśli dyrektor tej instytucji uważa, że wydrukowanie kilku plakatów spowoduje, że kreowaną przez niego instytucją zainteresuje się więcej osób, to ja chyba nie mam więcej pytań.

Na szczęście Biuro Wystaw Artystycznych w Rzeszowie ma trochę więcej chęci i działa aktywnie na Facebooku, chwaląc się tym, co dzieje się w Rzeszowie.

Kolejną atrakcją deptaka jest zabytkowy kościół pod wezwaniem św. Krzyża. Jest on rzeczywiście piękny i dostępny dla zwiedzających bez większych problemów. Kościół i klasztor wybudowano w latach 1644-1649 według projektu Tylmana z Gameren. Jest jednonawową świątynią z dwiema wieżami w fasadzie oraz kaplicą od strony północnej. Wystrój późnobarokowy z dekoracjami stiukowymi Jana Ch. Falconiego z końca XVII w. W prezbiterium, przy wejściu do zakrystii, znajduje się mauzoleum rodu Lubomirskich.

Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News

W budynku klasztornym znajduje się obecnie Muzeum Okręgowe posiadające bogate zbiory z zakresu sztuki, historii, etnografii i archeologii, eksponowane w formie stałych ekspozycji. Na jego ścianach widać duży bilbord z nową wystawą, na drzwiach plakaty o wydarzeniach, które się odbywają w muzeum.

Najbliższe wydarzenie, które odbędzie się w muzeum to otwarte warsztaty “Niech święci garnki lepią… Garncarstwo w pradziejach”, gdzie będzie można stworzyć własne naczynia. To ciekawa propozycja na najbliższe niedzielne popołudnie. Warsztaty rozpoczną się o godz. 14:00.

Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News

Czarne gumy na deptaku 

Ciekawa propozycja Muzeum Okręgowego kontrastuje z pustymi witrynami Galerii R_Z, która jest wiecznie zamknięta. Prowadzi ją Związek Polskich Artystów Plastyków oddział w Rzeszowie, który wydaje mi się, że chyba kreatywnie osoby zrzesza. A może dziś się maluje bez wyobraźni? Naprawdę szkoda, że w Galerii R_Z dzieję się coś tylko czasami…

Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News

Idąc deptakiem nie można zwrócić uwagę także na “okno czasu”, które powstało po modernizacji ul. 3 Maja, gdzie mamy historię nawierzchni ulicy. To był “strzał w dziesiątkę” – ludzie chętnie zaglądają do betonowej gabloty.

Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News

Sam deptak, którym po wykonaniu remontu lubi się chwalić Tadeusz Ferenc, wygląda całkiem nieźle pod kątem zieleni. Urządzona zieleń przed I Liceum Ogólnokształcącym, lipy, zarówno te w ziemi, jak i w donicach, powodują, że na deptaku rzeczywiście jest żywo, zielono i kolorowo.

Gorzej z nawierzchnią. Te czarne plamy po gumach do żucia rzucają się w oczy. Do tego przez środek deptaka jeszcze w minioną niedzielę i poniedziałek ciągnęła się duża czerwona plama, która na myśl przewodziła nieco mord rytualny. O jakości nawierzchni ul. 3 Maja nie ma sensu już się więcej rozpisywać, bo już na te temat niejednokrotnie, wszystko zostało już napisane.

Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News

Na deptaku mamy klimat

Niemniej jednak, nasz deptak zwłaszcza wieczorową porą ma klimat. Podświetlane drzewka, światło z latarnii, knajpki i trochę zieleni robi swoje. Na brzydką nawierzchnię być może zwrócą uwagę tylko panie na wysokich obcasach, które siłą rzeczy muszą patrzeć pod nogi.

Idąc dalej dochodzimy tą trasą do fontanny multimedialnej, kolejnego “oczka w głowie” Tadeusza Ferenca, która została oddana do użytku w 2013 roku.

Na stronie ratusza czytamy, że “główną atrakcją kompleksu fontann są tańczące w rytm muzyki strumienie wody oraz ekran wodny, na którym wyświetlane są prezentacje filmowe i laserowe”. I dalej: “amfiteatr, fontanna i Aleja Lubomirskich z podświetlonymi zabytkowymi drzewami, to atrakcyjne miejsce: zabawy dla najmłodszych, spotkań dla młodzieży oraz wypoczynku dla mieszkańców i turystów”.

I co do tego pełna zgoda, jak jest ciepło, to przy fontannie bawi się mnóstwo dzieciaków, które radośnie pluskają się w wodzie, ale, niestety, uwagę przykuwa, po pierwsze wydeptana ścieżka na wzniesieniu. Raz wygląda ona nieestetycznie, a dwa, nosi się z niej kurz i pył, który w połączeniu z woda robi błotniste plamy tuż pod nogami osób siedzących na ławeczkach amfiteatru.

Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News

Ławeczki przy fontannie zniszczone

A jeśli mowa o ławeczkach, no cóż, kolejny drewniany element, który nie wytrzymał próby czas… Powycierane, spłowiałe, a na dodatek brakuje, gdzie nie gdzie elementów w siedziskach. No cóż, szkoda, że takie detale zostały zaniedbane… 

Zdjęcie: Joanna Gościńska / Rzeszów News

Jak już jesteśmy w tych rejonach, to warto dodać, że nieopodal mamy Aleję Pod Kasztanami, gdzie znajdują się wille secesyjne. Ta alejka, choć niewielka ma swój urok, podobnie jak Aleja Lubomirskich, gdzie z pewnością, zwłaszcza wieczorem, można sobie zrobić ładne zdjęcie z wakacji.

Gdy jesteśmy przy fontannie, widzimy też Zamek Lubomirskich. Fajna sprawa, bo zamki z zasady robią wrażenie i ludzie lubią je zwiedzać. Niestety, w Rzeszowie, nie jest to miejsce do końca turystyczne, bo znajduje się w nim siedziba Sądu Okręgowego, a co za tym idzie, jego zwiedzanie jest nieco utrudnione.

W Trasie Turystycznej pachnie PRL-em

Gdy zobaczyliśmy już tę część deptaku, warto wrócić do Rynku. Jest urokliwy i ma swój klimat. Mieszkańcy, co widać szczególnie w letnie wieczory, lubią tu przychodzić. Czasem mam wrażenie, że ogródków jest za dużo, na Rynku robi się ciasno. Brakuje performanców artystycznych, takich jak chociażby mieliśmy okazję oglądać dwa lata temu. Mowa tu o “Wyprawie na Żmirłacza” w wykonaniu Teatru O.de.la. To było genialne i przyciągnęło uwagę wielu osób.

Wypada też zajrzeć pod powierzchnię Rynku. To tam znajdują się Rzeszowskie Piwnice. Ta atrakcja turystyczna jest naprawdę świetna i robi wrażenie, ale dopiero wtedy, gdy przechodzimy przez bramkę u samego wejścia do podziemi.

Wcześniej wita nas nieciekawy hol. Po prawie stronie stoi gablota z nagrodami dla miasta Rzeszowa. Forma ich ekspozycji na myśl przywodzi, że to nie jest nic ważnego, a stoi tu, bo nie ma gdzie. A przecież to ważne, że Rzeszów jest doceniany. Dlaczego nie chcemy tego pokazać w sposób bardziej ciekawy? Dalej znajduje się ławka i automat na wodę. Widok ten przypomina trochę ten z dawnych dworców. Mam wątpliwości, czy aby o taki efekt chodziło.

Zdjęcie: Sebastian Fiedorek / Rzeszów News

Dalej klimat rodem z PRL kontynuują stoły i krzesła, które przypominają nieco bar mleczny, do których w młodości chodzili moi rodzice. Mam też poważne wątpliwości, czy wejście jednej z głównych atrakcji miasta, powinno tak wyglądać. 

Zdjęcie: Sebastian Fiedorek / Rzeszów News

 

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

27 KOMENTARZE

  1. No tak podobno osrany przez gołębie ale ich ( gołębi) tam nie płoszą dziwne nie ?
    krukowate w parkach mają straszyć w sierpniu na stadionie troche postraszyli a tu w newralgicznym miejscu – atrakcyjnym czy nie zależy co komu sie podoba nie –
    nawet go nie umyli w ; Purze cy Ludwikiem nawet nie spryskali. To faktycznie nieudolnośc urzędników a nawet go nie spryskali Panią Walewską ; O !
    Bo już był larum że u Marszałka cuchnie i w Urz.Wojewódzkim i nic brak reakcji – czekają tylko na co ?

    • Czyli tak źle niema podobnie jak w Brukseli czy we Wiedniu no a kebaby to też tam są czyli i u nas jest zachód co ?
      Wygląda że w tych aspektach idziemy w jednej linii.

  2. Pani redaktor ma rację, w Rzeszowie nie ma co pokazać gościom. Wstyd. Pełno bloków a w centrum jedyny wyróżniający nas obiekt (sławetny pomnik) zaniedbany i śmierdzący!!!

  3. Zrób jak ja i sprzedaj auto. Na Kwiatkowskiego 3 linie mpk i autobusy co chwila a obok ścieżka rowerowa poprowadzona przy żwirowni. Ale najpewniej jesteś wieśniakiem ze Strzyżowa który tu nie mieszka tylko co rano dojeżdza śmierdzącym golfikiem czy innym pasatem i korkuje miasto. Mieszkańcy Rzeszowa mają wszędzie blisko to wybierają rower albo mpek. A cebula ze Strzyżowa niech się wypowiada w portalu strzyżowskim. A nie ma, ha ha h

    • Biedne, zakompleksione dziecko, którego wiejskie pochodzenie tak bardzo uwiera, że choćby na torturach, to i tak do niego się nie przyzna.
      Pochodzenie 90% mieszkańców Rzeszowa najlepiej było widać na przełomie lat 70/80.
      W piątek wieczorem rzeszowskie blokowiska były całe czarne, nie świeciło się praktycznie w żadnym mieszkaniu. To samo było w sobotę.
      A w niedzielę zaczynała się wędrówka ludów. Z torbami, workami, byli i zmotoryzowani którzy przywozili całe wory ziemniaków z rodzinnych pól.

      • Należy dodac że w latach 50-tych świnie trzymano w wannach w blokach przy ul.Dąbrowskiego
        To byl taki folklor Rzeszowski ; O !

    • Bo “dziennikarze” odeszli z GW Rzeszów i założyli własny portal. No to jest to co jest. Krytyka że remontują ulice że okrągła kładka wymaga napraw a miała być wieczna? O ludzie przecież nawet wieżę Aiflla co roku malują.

  4. Rzeszów najbardziej atrakcyjny jest dla deweloperów, pchają się wszędzie, budują, gdzie tylko sobie zamarzą. Zgodę maja in blanco, byle tylko budowali, ale jak później wyjechać z tych budynków? Chyba kolejna stacja wypożyczania rowerów pomoże, bo Rzeszowski Inteligentny System Transportowy niestety nie poszerzy sam ulic i nie zmieni układu komunikacyjnego…brawo Prezydent, o 4-tej od Kwiatkowskiego i po 19 z powrotem da się dojechać…tylko kto za wyjątkiem Tadeusza o tych godzinach tamtędy jeździ?

  5. A jeszcze mamy takie piękne dworce, Mpk na Bardowskiego, PKP i Pks koło Supersamu gdzie pełno szukajacych szefa kloszardów.
    A i kopiec Konfederatów Barskich wart zwiedzenia.

    • Trafna uwaga Ci ” Kloszardzi” przy tym Samie to sobie przypominam są tam cały czas od momentu jak powstał chyba koniec lat 60tych dawniej jeszcze Cyganki były- ” czyściły portfele” opowiadając o przyszłości
      Co do Kopca to faktycznie nic sie nie zmnieniło od czasu jak tam byłem ostatnio chyba w 1964 roku
      I tak to jest w mieście imitacji

  6. Ha, ha, uśmiałam się, pani Joanno. Troszkę niestety przez łzy, bo też mnie to boli, że są zaniedbania w naszym mieście.

    I w zasadzie tak sobie myślę, że gdyby “panie, które zawodzą religijne pieśni” czasami zaprezentowały piękną arię z podkładem (takie wykonania słyszałam w Krakowie), to mogłoby to być naprawdę ciekawe. 😉 Nie brakuje nam zdolnych wokalnie osób.

  7. W Rzeszowie nigdy nie było i nie będzie prawie nic do zwiedzania.To miasto przyciągać może jedynie studentów i młodych bo daje jakies szanse wieksze niz we wsiach i miasteczkach podkarpacia. Kto jest naprawde zdolny i ma wiecej kasy i ambicji jedzie studiowac do Krakowa albo i dalej.Przeciez nie przyjedzie nikt z Polski A studiowac na peryferie takze jedyni turysci w Rzeszowie to miłosnicy galerii,giełdy i studenci i to sie nigdy nie zmieni zeby piramidy wybudować.Rzeszow jest atrakcyjny jedynie dla osob z zaproszeniem pipidówek podkarpacia nikogo nie obrażając.

    • Bardzo proste i wyjątkowo celne opisanie rzeszowskich atrakcji turystycznych.
      Z jedną małą uwagą – że ambitniejsi i zdolniejsi mieszkańcy podkarpackich “pipidówek” też uciekają daleko od tego miasta.

    • No mogło by sie zmienić jak by ten gród z przed 6000 lat na Lisiej górze zrewitalizowali no fosa już jest tylko co dalej no jak widać dalej to Pikuś bo ratusz nie zainteresowany i nic nie “Kapnie”
      O i temat z głowy tak że diagnoza bardzo trafna

  8. Apropo miejsca w trasie podziemnej, robilem przez kilka lat imprezy w Estrada caffe ktora tam byla i rozmawialem z wlascicielem, kiedy wlasnie sie przygotowywali do wyprowadzki… zarzad budynkow zamiast obnizyc im czynsz , pojsc na jakas ugode, zeby to miejsce dalej funkcjonowalo i dalej bylo wizytowka naszego miasta, woleli wypier…lic ich z lokalu i postawic w jego miejscu to co tam jest teraz..czyli chyba retrospekcje salonu rodem z Twin peaks..

  9. Jeszcze w tamtym roku w Trasie znajdowała się urocza kawiarnia… Piękne stoły, loże, kwiaty, zapach kawy, a wieczorami romantyczna salsa. Dlaczego miasto odpuściło sobie utrzymanie tego miejsca w tak fajnym klimacie? Nie rozumiem! Fakt, sama trasa jest miejscem wartym odwiedzenia, ale wejscie do niej wygląda jak wejście do stodoły, która ktoś chce zapchac meblami zdartymi ze strychu babci Janci. Ehhhh

    • Miasto sobie odpuściło bo to są skostniali ludzie na tych taboretach nie są w stanie tego pojąć ; co i jak zrobić aby to było tak jak to funkcjonuje w szerokim świecie byłem i żyłem w 9 krajach świata i wiem co pisze
      Oni sie po prostu nie nadają do kierowania tym całym “Interesem” jakim jest Nasze miasto oni sie już wypalili został popiół który trzeba zamieść i to szybko – bo jak widać nic sie nie zmnienia jest tylko pudrowanie i
      bredzenie.

  10. Niestety to wszystko prawda, ale jak się podświetli jeszcze kilka drzewek to będzie cacy, nikt nie zauważy tego syfu i fuszerek.

  11. Zamość jest też poważnie zadłużony bo odbudował zabytkowa część miasta odrestaurował mury obronne kosztem inwestycji pro-rozwojowych.A co do władz Rzeszowa to są bardzo blisko Lublina i łodzi bo zadłużenie na 1 mieszkańca jest ponad 3500 zł Lublin ma 3900 zł i bardzo szybko rośnie.Dobrze że nie wybudowano mostu na 1000 metrów na Wisłoku który ma 40 metrów za 500 mln zł,bo była by totalna wpadka albo bankructwo.

  12. Temat już często poruszany. Rzeszów niestety nie ma nic do zaoferowania dla turystów, tak samo dla mieszkańców. Fontanna multimedialna jest flagową atrakcją Naszego miasta ale powiedzmy sobie szczerze, fontanna ma być najważniejszą atrakcją miasta wojewódzkiego ?. Mieszkańcom po prostu już się znudziła no bo ile można oglądać ten sam pokaz… w każdej możliwej konfiguracji. Jeśli chodzi o turystów to o ile w promieniu 100km ludzie chętnie na pokaz przyjadą i przy okazji zwiedzą rynek tak ciężko oczekiwać by tą jedną ‘atrakcją’ zachęcić ludzi z innych części kraju do zwiedzania Rzeszowa. Ostatnio często odwiedzam Wrocław (rodzina) oraz trójmiasto (sprawy zawodowe) i niestety nikt z osób które w tych miastach poznałem nigdy w Rzeszowie nie były, jesli już to przejazdem w trasie nad Soline.. .
    Brakuje tu aquaparku bo chyba to jedyna duża atrakcja będąca realną inwestycją (niestety w ostatnim czasie Pan prezydent dał do zrozumienia że Rzeszowa nie stać na takie rzeczy, zresztą mamy przecież wyremontowany zatłoczony basen pod chmurką) bo o ogrodzie zoologicznym czy parkach rozrywki można pomarzyć.
    Od tego na pewno są tęgie głowy i inwestorzy.

    • Mógł być aqapark ale niestety mamy radnego z Pis pana Kultysa. Wszyscy powinni pisowi w wyborach na jesień podziękować za piękny aqapark.

      • Chyba nie jesteś zorientowana, to nie radni PIS decydują co kiedy i za ile i czy powstanie miejski Aquapark zadaszony z podgrzewana wodą a może nawet termalna bo większość należy do klubu prezydenta.

        • Miejski aqapark? Aqaark to koszt cirka 150-200 mln! Miasto nigdy nie wyda na taką atrakcję tyle. Co innego prywatni inwestorzy. A ten był swego czasu z Niemiec ale mu pis zablokował budowę aqaparku.

Comments are closed.