Ferenc na spotkaniu z deweloperami: “Prowadzę bezwzględną politykę: budować!”

0
Reklama

Betonozę wymyśliły media. Rzeszów jest zieleńszy niż tego wymaga polskie prawo – usłyszeliśmy na spotkaniu władz Rzeszowa z deweloperami. A protesty mieszkańców? – Niezadowolonych jest niewielu – odpowiada Tadeusz Ferenc.

 

W czwartek w ratuszu do jednego stołu zasiedli prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc, wiceprezydenci Marek Ustrobiński i Andrzej Gutkowski, prezesi rzeszowskich spółdzielni mieszkaniowych, prezesi firm deweloperskich (m.in. Apklan i Wikana), miejscy radni, a także architekci i urzędnicy Zarządu Zieleni Miejskiej.

Prezydent Ferenc kierunek dyskusji ustalił już na wstępie. – To spotkanie z tymi, którzy budują miasto, którzy budują piękne i niedrogie mieszkania. Dzięki nim miasto się rozrasta. Dzięki nim przybywa mieszkańców. Od stycznia Rzeszów powiększy się, będzie gdzie budować – mówił. 

Do Rzeszowa od stycznia 2021 roku zostanie przyłączony Pogwizdów Nowy z gminy Głogów Młp., trwa jeszcze walka o przyłączenie Malawy z gminy Krasne. Poszerzenie Rzeszowa dla Ferenca jest priorytetem. W mieście brakuje już terenów pod inwestycje mieszkaniowe. W pierwszym półroczu 2020 r. w Rzeszowie oddano do użytku ponad 1000 mieszkań.  

– Chciałbym wyrazić ogromną wdzięczność deweloperom. Budowa to nie taka łatwa sprawa. Stoi za nią szereg kłopotów z miastem, z jej przeciwnikami. Deweloperzy pokonują te trudności. Przybywa nowych obiektów, nietypowych, zachwycających. Niezadowolonych z niej jest niewielu – przekonywał Tadeusz Ferenc. 

Nie słuchać małej grupki protestujących

Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News

Aby słowa prezydenta nabrały mocy, Marcin Stopa, sekretarz miasta, odczytał list, który ratusz otrzymał na dwa dni przed spotkaniem. Jego autorem jest mieszkaniec Rzeszowa, który sprzeciwia się protestującym mniejszościom. Pełną treść listu możecie przeczytać TUTAJ.

Marcin Stopa zaznaczył, że miasto otrzymuje wiele takich listów, i że – wbrew temu, co piszą media – zadowolonych z rozwoju Rzeszowa jest znacznie więcej niż tych niezadowolonych. – Jest wiele osób, które chcą, aby miasto się rozwijało, i aby powstawały kolejne budynki – skomentował list prezydent Ferenc. 

Wtórował mu Tomasz Fijołek, dyrektor biura Unii Metropolii Polskich, która zrzesza 12 największych polskich miast, w tym Rzeszów. – Głos mniejszości nie może nam przesłaniać rozwoju kolejnych osiedli. Ważny jest dialog między deweloperami a miastem – przekonywał Fijołek.

Klimat spotkania miał pokazać, że za protestami przeciwko deweloperskim inwestycjom stoi garstka ludzi, co stoi jednak w sprzeczności z rzeczywistością. Od co najmniej dwóch lat w Rzeszowie niemal każda inwestycja jest oprotestowywana. Ostatnio najwięcej się mówi o inwestycji “Krakovska” na ul. Krakowskiej, gdzie mają powstać dwa wieżowce i biurowiec. 

Postępu nie da się zatrzymać. Co z zielenią?

Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News. Przemawia Andrzej Skotnicki

Podczas spotkania Tadeusz Ferenc wielokrotnie podkreślał, że deweloperzy w znaczący sposób przyczynili się do rozbudowy miasta. 

– Nie jest łatwo podjąć decyzję, gdy się nie wie, czy towar się sprzeda, gdy się po drodze napotyka wiele kłopotów, a te zaczynają się już od załatwiania spraw w Urzędzie Miasta. Będziemy robić wszystko, by jak najszybciej załatwiać sprawy, by decyzje zapadały w pierwszym dniu terminu, a nie w ostatnim – zagwarantował prezydent. 

– Mówi się i pisze o zjawisku “betonozy” w polskich miastach. Czy to zjawisko jest realne dla Rzeszowa? – pytał jeden z mieszkańców, biorących udział w spotkaniu. 

Odpowiedział mu Andrzej Skotnicki, dyrektor miejskiego Wydziału Architektury. – “Betonozę” wymyśliły media, aby chwytliwie przyciągnąć czytelników. Nie bawmy się pojęciami – radził. – Inwestycje budowlane muszą mieć przynajmniej 25 procent powierzchni przeznaczonej pod biologicznie czynną zieleń.

Skotnicki przekonywał, że w Rzeszowie, poza Śródmieściem, terenów zielonych jest znacznie więcej niż tego wymaga polskie prawo. – Śródmieścia nie można rozszerzyć tak, by w nim było więcej zieleni, ze względu na starą zabudowę. Ale planujemy zielone dachy i zielone przystanki – deklarowała z kolei Katarzyna Styczyńska z Zarządu Zieleni Miejskiej. 

Głos znów zabrał Tadeusz Ferenc. – Mówi się, że miasto się betonuje. A jak mają deweloperzy budować? Bez materiałów budowlanych? Są chętni, to trzeba budować. Albo będziemy wioską, albo metropolią. Jako prezydent prowadzę bezwzględną politykę: budować!

W obronie polityki prezydenta stanął radny Rozwoju Rzeszowa Mirosław Kwaśniak. – Jeszcze się taki nie narodził, co by wszystkim dogodził. Nowa inwestycja zawsze narusza czyjeś interesy, ale trzeba je godzić. Postęp rodzi się na sprzecznościach – twierdził.

Zdaniem architekta Macieja Łobosa z rzeszowskiej pracowni MWM Architekci, stan zieleni miejskiej w Śródmieściu można poprawić przez zmniejszenie miejsc parkingowych. 

– Jeśli centrum Rzeszowa ma być zielone i przyjazne, to zmniejszmy wskaźnik miejsc parkingowych do 0,5. Wtedy ludzie przestaną się przemieszczać z jednego końca miasta na drugi samochodami, przestaną być potrzebne gigantyczne betonowe parkingi – dowodził Łobos. 

Bez planu 85 miliardów straty

Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News. Przemawia Marek Ustrobiński

Podczas spotkania zwrócono też uwagę na to, że Rzeszów nie ma planu zagospodarowania przestrzennego. – Cały czas dyskutujemy o tym, czy plany są pomocne, czy też są hamulcem rozwoju miasta – mówił Marek Ustrobiński, wiceprezydent Rzeszowa, odpowiedzialny za inwestycje.

Na początku br. Rada Miasta Rzeszowa podjęła uchwałę o przystąpieniu do opracowania studium kierunku uwarunkowań Rzeszowa. Studium ma być podstawą planu zagospodarowania przestrzennego całego miasta, czyli dokumentu, w którym będą precyzyjne zapisy, co i gdzie można budować. 

Obowiązujące studium pochodzi z 2000 roku. Aktualnie tylko 17 proc. powierzchni miasta jest objęte planami. – Prowadzimy procedurę sporządzania studium. Jesteśmy na etapie zbierania wniosków, w lipcu spotykaliśmy się z mieszkańcami w Urban Labie, głównie z działkowcami – stwierdził Marek Ustrobiński. 

Do uchwalenia planu przestrzennego miasto podchodzi jak pies do jeża. Deweloperzy korzystają z formalnej furtki, jaką są warunki zabudowy, tzw. wuzetki. To uproszczona procedura uzyskania pozwolenia na budowę. O konieczności sporządzenia planu przekonywał Maciej Łobos.

– Jeżeli deweloper postawi mieszkania na głębokich przedmieściach, to potem miasto musi zbudować drogi, zapewnić mieszkańcom i tak dalej. Dochodzi do zjawiska sprywatyzowania zysków i upublicznienia kosztów. Eksperci wyliczają, że brak planów zagospodarowania przestrzennego powoduje w całym kraju straty rzędu 85 mld zł rocznie – wyjaśniał. 

Maciej Łobos zwrócił uwagę, że polskie prawo nie wymaga planu przestrzennego, ale też nie zakazuje go. – Plan pokazuje, ile przestrzeni jest dla ludzi, jak budowa zmienia klimat. Szkoda, że go nie sporządzamy – zakończył architekt. 

Zdjęcie: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News. Przemawia Maciej Łobos

marcin.czarnik@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: