Reklama

„Czegoś takiego nie było nawet w zamierzchłych czasach komuny” – mówi Kazimierz Greń, członek zarządu PZPN i Podkarpackiego Związku Piłki Nożnej.

Greń udzielił pierwszego wywiadu serwisowi futbolplus.pl po wtorkowej decyzji Komisji Dyscyplinarnej Polskiego Związku Piłki Nożnej, która ukarała Grenia 10-letnią dyskwalifikacją za nielegalny handel biletami w Dublinie podczas marcowego meczu Polski z Irlandią.

Kazimierz Greń karę nazywa „rozbojem w biały dzień” i mówi, że „czegoś takiego nie było nawet w zamierzchłych czasach komuny”. Greń skarży się komisja wymierzyła mu karę zaocznie, a jego na posiedzeniu nie było.

„Na pewno nie odpuszczę tej sprawy i będę walczył o swoje racje. Oddam sprawę do sądu powszechnego. Będę skarżyć PZPN, że łamiąc przepisy pozbawia mnie środków do życia” – zapowiada prezes Podkarpackiego ZPN.

Greń zagrożeniem dla Bońka?

Greń mówi, że w całej sprawie chodziło o to, by „zastraszyć innych, żeby nie przeciwstawiali się prezesowi Bońkowi” (prezesowi PZPN – red.). „Ja jestem dla niego największym zagrożeniem i postanowił mnie odciąć, wykluczyć ze struktur, żeby miał ze mną spokój” – mówi Greń i zapowiada, że Zbigniew Boniek „spokoju mieć nie będzie”.

Kazimierz Greń powiedział, że od decyzji Komisji Dyscyplinarnej PZPN będzie się odwoływał. Twierdzi, że Komisja nie ma „żadnych dowodów” na jego winę, oprócz oświadczenia irlandzkiego dziennikarza, który opisał aferą biletową. Greń przekonuje w wywiadzie, że dziennikarz przedstawił „jakieś zapiski na świstku papieru”.

Innym dowodem, który przesądził o winie Kazimierza Grenia, jest e-mail od kibica z Niemiec, który do PZPN napisał, że od Grenia kupił cztery bilety po ok. 100 euro każdy. Greń żali się, że Komisja nie pozwoliła jego pełnomocnikowi zrobić kopii e-maila.

Potraktowali go jak gwałciciela?

Kazimierz Greń tłumaczy również, dlaczego jego pełnomocnik nie zgodził się na udostępnienie sądowych akt. Twierdzi, że sąd w Dublinie posiedzenie w tej sprawie przełożył na 1 lipca, a sam się nie zgodził, by mieć „argument przed sądem powszechnym”.

Szef Podkarpackiego ZPN skarży się, że przeciwko niemu uruchomiono „medialną machinę”, „rozjechano go w prasie”. „Przysolili mi dziesięć lat, jakbym był jakimś złoczyńcą i gwałcił małe dziewczynki w bramie” – mówi Greń.

Dziennikarz TVN sprawcą pobicia?

Kazimierz Greń opowiada również o incydencie w siedzibie Podkarpackiego ZPN, do której przyjechał dziennikarz TVN, by porozmawiać z Greniem o karze, jaką dostał. Grenia podobno w Związku nie było, a jego pracownicy mieli zabronić TVN filmowania.

„Wywołała się awantura. Delikwent pobił dwie osoby. Była obdukcja, będzie sprawa karna. Zbigniew Boniek ma media za sobą. Szukają winy tylko w jego przeciwnikach. On jest czysty, nieskalany, nietykalny” – mówi Greń.

Cały wywiad z Greniem dostępny jest TUTAJ. A TUTAJ materiał wideo z awantury w siedzibie Podkarpackiego PZPN.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: