„Miłość i gniew” w „Siemaszce”. Lustro, w którym mogą się przeglądać współczesne związki [FOTO]

0
Reklama

Miłość – temat, który artyści odmieniają przez wszystkie przypadki od wieków. I choć czasy się zmieniają i ludzie, to ona wciąż z nam robi to samo. Dowód? „Miłość i gniew” Johna Osborne’a w rzeszowskiej „Siemaszce” w reżyserii Jana Nowary.

 

W liście do Koryntian czytamy: „Miłość cierpliwa jest, łaskawa jest. (…) Nie unosi się gniewem. (…) Wszystko znosi”. U Johna Osborne’a miłość jest niecierpliwa, złośliwa, unosi się gniewem i znosi wszystko do pewnego momentu.

O jaką miłość chodzi? Dwójki młodych ludzi – państwa Porterów. Jimmego, który jest dzieckiem klasy robotniczej, wyższe wykształcenie zyskuje dzięki przemianom społecznym, które wówczas zachodziły w Anglii. Nie potrafi odnaleźć się w rzeczywistości, której przyszło mu żyć, a co za tym idzie – nie może znaleźć stałej pracy na miarę swoich wyobrażeń i możliwości, więc prowadzi z przyjacielem Cliffem sklep ze słodyczami.

I Alison – pięknej, delikatnej kobiety, która wyszła za maż za Jimmego, pomimo sprzeciwu rodziców, co w konsekwencji równało się z niełatwym startem we wspólne życie. Alison pochodzi z klasy, którą Jimmy nienawidzi, uważając ją za źródło wszelkiego zła na świecie. Jimmy przy różnych okazjach lubi także wypominać, z jakiej warstwy społecznej wywodzi się Alison.

Na deskach Teatru im. W. Siemaszkowej w Rzeszowie spotkaliśmy ich premierowo w piątek i sobotę dzięki Janowi Nowarze, reżyserowi spektaklu i dyrektorowi teatru. Spotkaliśmy ich w momencie, kiedy eskalacja uczuć była tak wielka, iż wystarczyła tylko kropla, aby czara goryczy się przelała.

Tą kroplą stała się przyjaciółka Alison – Helena, która dowiedziawszy się, że Alison jest brzemienna wyrwała ją z rąk męża i później… zajęła jej miejsce. W tej sztuce jest jeszcze jedna bardzo ważna postać, której nie widzimy, ale to ona wywołuje lęk przed przyszłością, a jej utrata – prowadzi do najciemniejszych zakamarków rozpaczy i paradoksalnie łączy.

Dlaczego? Bo miłość okazuje się silniejsza, ponieważ jak czytamy w liście do Koryntian ona „(…) nigdy nie ustaje,  [nie jest] jak proroctwa, które się skończą, albo jak dar języków, który zniknie, lub jak wiedza, której zabraknie”.

„Miłość i gniewa” Johna Osborne w reżyserii Jana Nowary porusza i skłania do refleksji nad istotą związku oraz pokazuje, że niedźwiedź, który jest potężny i groźny może prowadzić wspólne życie z delikatną wiewiórką.  „Miłość i gniew” to też swego rodzaju lustro, w którym możemy zobaczyć nie tylko siebie, ale także i nasz związek i naszą miłość. Świadczy to o uniwersalności dramatu, który napisany w latach 50. XX wieku jest wciąż aktualny do dziś.

Na uwagę zasługuje także scenografia – kolejny spektakl Nowary, kolejny raz Dużą Scenę zaaranżowano na kameralną – którą przygotowała Magdalena Gajewska. Przychodząc na spektakl wchodzimy do pokoju Porterów – szafa, dwa fotele, stół, krzesła… Scenografia jest jasna, ale nieoczywista, intymna, ale otwarta z dwóch stron na widza, którego przyciąga z zaciekawieniem.

W sztuce Osborne’a w reżyserii Jana Nowary wystąpili gościnnie Karol Kadłubiec – Jimmy Porter, Monika Kulczyk – Alison Porter, Paulina Komenda – Helena Charles, Michał Chołka – Clif Lewis oraz Józef Hamkało, który wciela się w postać Pułkownika Redferna. Plastykę ruchu scenicznego opracował Tomasz Dajewski.

„Miłość i gniew” o godz. 19:00 możemy zobaczyć w niedzielę (29 kwietnia) oraz w piątek, sobotę, niedzielę (4, 5, 6 maja). Bilety w cenie 40 zł można kupić w kasie teatru.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

ZOSTAW ODPOWIEDŹ