Reklama

Rodzice chorych dzieci na grypę w Rzeszowie mają kłopoty z dostaniem się do lekarza. W Szpitalu Wojewódzkim nr 2 dyżuruje w nocy tylko jeden pediatra.

Jak bardzo trudno dostać się pediatry doświadczyła tego w poniedziałek wieczorem pani Agnieszka, Czytelniczka Rzeszów News. O godz. 19:00 przyjechała z córeczką do szpitala przy ul. Lwowskiej. Dziewczynka miała gorączkę, kaszel i duszności.

SW nr 2 to jedna z trzech placówek, które w powiecie rzeszowskim mają świadczyć nocną opiekę medyczną. Dwie pozostałe to przychodnie w Dynowie i Sokołowie Małopolskim. To oznacza, że w samym Rzeszowie tylko szpital „na górce” w nocnych godzinach przyjmuje pacjentów. Jest jeszcze przychodnia „Medyk”, która na rzecz szpitala świadczy taką opiekę.

Wstydź się Rzeszowie

Od początku roku w Rzeszowie są ogromne kolejki do lekarzy rodzinnych. Nie rzadko na wizytę trzeba czekać nawet tydzień.

Na Podkarpaciu na grypę zachorowało już ponad 8,6 tys. osób, z czego 94 na wirusa AH1N1, czyli tzw. świńską grypę. Pacjenci praktycznie szturmują Szpital Wojewódzki nr 2. Mimo, że nocną opiekę medyczną świadczy od godz. 18:00, to pacjenci w kolejkach ustawiają się już o godz. 15:00.

Pani Agnieszka mówi, że to wstyd, że w Rzeszowie w szczycie zachorowań, szczególnie dzieci, dyżur w szpitalu ma tylko jeden pediatra. O tym, co ją i jej córeczkę spotkało najpierw pisała na Facebooku.

„Czekamy, bo nie ma innego wyjścia a przed nami 26 innych dzieci. Średnio wizyta trwa 20 minut. Wejdziemy zatem za jakieś 520 minut, czyli 9 godzin! Rzeszów – kto za to odpowiada? Kimkolwiek jest powinien wstydzić sie teraz i to bardzo. Czy opłacam zdrowotne? Tak. Czy płacę podatki? Tak. Czy chciałabym rozwiązać umowę z nierzetelnym dostawcą usług, za które de facto już zapłaciłam z góry? Tak! Czy mam prawo do reklamacji? Nie. Zatem wstydź się moje miasto” – napisała pani Agnieszka.

Zabierali dzieci z gorączką

Po kilku godzinach czekania ostatecznie zrezygnowała z próby dostania się z córeczką do lekarza.

– O 22:00 do gabinetu lekarza weszła matka z dzieckiem o numerze 14. One czekały od ok. 17:00. Proste wyliczenie – zostało mi ok. 230-250 minut czekania, czyli prawie kolejne 4 godziny – do 2:00 w nocy! Od 19:00 dałoby to 7 godzin. Wróciłam do domu, podałam córce lek na zbicie gorączki – opowiada nam pani Agnieszka.

Inni rodzice zaczęli wydzwaniać do innych szpitali, do „Medyka” z pytaniami, gdzie lekarz ich jak najszybciej przyjmie. Wszystkich odsyłano do szpitala na Lwowskiej, czyli tam, skąd rodzice… dzwonili.

– Patrzyłam, jak rodzice rezygnują, zabierają dzieci do domu! Z gorączką, na rękach. Lubię swoje miasto, lubię tu żyć. Jestem jednak zdania, że aby żyło się tu jeszcze lepiej trzeba głośno mówić nie tylko o wygranych rankingach na najbardziej zielone czy najbardziej oświetlone miasto. Wystarczyłby jeszcze jeden lekarz pediatra, na kilka godzin – uważa pani Agnieszka.

Szpital: Wszystkim pomagamy

Małgorzata Przysada, zastępca dyrektora Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie, nie ukrywa, że są problemy z dostaniem się w godzinach wieczornych i nocnych do pediatry. Przysada przekonuje, że szpital realizuje kontrakt, który zawarł z NFZ.

O kolejkach mówi tak: – Mamy obowiązek przyjąć każdego pacjenta, nawet ze Szczecina. Mimo, że w powiecie rzeszowskim nie tylko my świadczymy nocną opiekę, to jednak pacjenci przyjeżdżają do nas. I to nie tylko z naszego powiatu, ale również z jarosławskiego, czy przeworskiego. Przyjmujemy dzieci z ogromnego obszaru.

– Rodzice nie mogą się z dziećmi dostać do lekarzy rodzinnych. Nikomu nie odmawiamy pomocy – mówi Małgorzata Przysada.

Do szpitala w nocy zgłaszają się także pacjenci, którzy mają kilkudniowe dolegliwości. – Pełnimy rolę pierwszego kontaktu. Liczba lekarzy jest ograniczona – tłumaczy Przysada, twierdząc jednocześnie, że w kontrakcie z NFZ nie ma wymogu, by podczas nocnego dyżuru był dostępny pediatra. Jest zapis, że ma być lekarz.

W Pro-Familii już ok. 100 pacjentów

Jak bardzo rodzicom w Rzeszowie brakuje dostępu do pediatrów świadczy chociażby pierwszy miesiąc funkcjonowania oddziału pediatrycznego w rzeszowskim Szpitalu Specjalistycznym Pro-Familia,  który w ramach kontraktu z NFZ przyjął już blisko 100 pacjentów.

– Mamy szczyt zachorowań na infekcję górnych dróg oddechowych. Dzieciom dokuczają także zakażenia układu pokarmowego. Problemy ze zdrowiem mają zarówno młodsze dzieci, jak i nastolatki – wyjaśnia lek. med. Grzegorz Siteń, kierownik Oddziału Pediatrycznego w Pro-Familii.

– Wielu pacjentów, z powodu braku miejsc, zostało skierowanych do nas z innych rzeszowskich szpitali. To pokazuje, że nowy oddział dla dzieci był w naszym mieście bardzo potrzebny – uważa doktor Siteń.

W Pro-Familii oddział pediatryczny ma 14 miejsc dla chorych dzieci. Siedem łóżek przeznaczonych jest dla najmłodszych pacjentów do 3. roku życia, a druga połowa dla starszych. Każda sala ma odrębną łazienkę.

– Zajmujemy się leczeniem większości chorób i dolegliwości wieku dziecięcego. Ponadto naszym pacjentom zapewniamy specjalistyczne leczenie i diagnostykę chorób układu moczowego.  Oddział działa cała dobę, a nad pacjentami czuwają lekarze i pielęgniarki – zapewnia Grzegorz Siteń.

KRZYSZTOF WÓJCIK, MARCIN KOBIAŁKA

redakcja@rzeszow-news.pl

Przeczytaj również: Jak przygotować się na emeryturę? Kupić mieszkanie pod inwestycję

blokNG

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

11 KOMENTARZE

  1. Masz rację z tym narodem! Dzisiaj potwierdził to minister Kowalczyk z PiS mówiąc, że obietnice wyborcze PiS zostały… źle zrozumiane!!!

  2. Ja też nie zawsze chodzę do swojego pediatry w Rzeszowie jest ich wystarczająca ilość, to nie jest konieczność że akurat do swojego trzeba.

  3. Dla mnie szpital to po prostu ostateczność. Moja córka w niedziele w nocy dostała wysokiej gorączki, gorączka spadała ale do 38,5. Do tego miała katar i kaszel. Nie przyszło mi do głowy, żeby jechać z nią na górkę. Przetrwałyśmy noc i rano do naszej przychodni- nawet nie było naszej pani doktor ale przyjęła nas inna. Dostałyśmy leki i już jest wporządku. Nie wiem jak można skazywać dziecko na kilkugodzinne czekanie jeśli nic aż tak strasznego się nie dzieje- dziecko nie słabnie, nie ma drgawek, gorączka mimo podania leków nie spada. Przypomnijcie sobie ile razy wy byliście chorzy. Ja byłam dzieckiem strasznie chorowitym, gorączki 40-41 to u mnie nie była rzadkość tak samo kaszel i jakoś nikt z tego powodu nie latał ze mną po szpitalach.

  4. Połowa?, 70-80% siedzi tam niepotrzebnie. Matki są tak tępe i nadgorliwe, że jak lekarz nie powie, że można dziecku podać coś w domu bez łażenia po lekarzach to tego nie zrobią. Nasz naród jest już taki głupi, że strach myśleć co będzie dalej

  5. a co pogotowie zrobi? przewiezie do szpitala i na koniec kolejki. Nic to nie przyszpiesza- jesli jest stan zagrożenia życia to Zespoły Ratownictwa Medycznego działaja sprawnie wraz z szpitalami. Gonić lekarzy POZ, nocną pomoc z Medyka rózniez o to jest tragedia.

  6. Po godz. 22… “Wróciłam do domu, podałam córce lek na zbicie gorączki” Widzę, że wizyty w szpitalu jak podróże. Też uczą. Ciekaw jestem czy to doswiadczenie na tyle skutecznie nalało oleju do głowy pani Agnieszce, że przypomniała sobie postępowanie w takim przypadku? Ciekaw też jestem czy iście uzdrowiskowa atmosfera w szpitalu była wystarczającym antidotum na duszności jakie miało dziecko? Proponuje lepiej słuchać lekarza rodzinnego a nie latać po redakcjach. Co z pani za matka skoro dziecko z gorączką, kaszlem i dusznościami wystawia przez ponad 3 godziny na groźniejsze powikłania. Wieczorem podać lek przeciwgorączkowy a rano iśc do lekarza rodznnego, który przyjmuje na godziny a jak patrzę na wcześniejsze komentarze to poparcia pani nie zdobyła! I bardzo dobrze!

  7. W większości to matki które tam najczęściej przyłażą same są winne sobie tych ogromnych kolejek! Mierzą w domu dziecku temperaturę i jak tylko jest podniesiona to od razu jadą na Lwowską. Nie pomyślą żeby dać w domu coś na zbicie gorączki tylko od razu do szpitala. Co więcej zabierają przy okazji swoje drugie i trzecie dziecko i wchodzą do gabinetu “załatwiając” od razu pół rodziny. Śmiem twierdzić że pewnie połowa tych matek które czekają tam w kolejkach przyszła niepotrzebnie.. Połowa tych biednych dzieciaków siedzi tam w kolejce zupełnie niepotrzebnie i zarażają się nawzajem, wracają do domu w gorszym stanie niż przed wyjazdem. Najlepiej jest narzekać jak to jest źle zamiast trochę pomyśleć..

  8. A tak Pani która tak szczegółowo opisała sytuację nie mogła wcześniej udać się do przychodni do lekarza rodzinnego? Jak wszyscy tak uderzają do szpitala to po co są przychodnie i lekarze rodzinni…

Comments are closed.