Platforma Obywatelska rozwinęła w Rzeszowie rolkę z „tłustymi kotami z PiS”

Zarobili 350 mln zł na państwowych posadach, a ich kompetencją często jest wyłącznie legitymacja partyjna PiS lub znajomość z politykami obozu władzy.

 

Zdjęcia: Sebastian Stankiewicz / Rzeszów News

W czwartek (3 sierpnia), po godz. 15:00, na rzeszowskim Rynku działacze podkarpackiej Platformy Obywatelskiej rozwinęli 50-metrową rolkę z „tłustymi kotami z PiS”. Określenie „tłuste koty” nie jest przypadkowe. W 2021 roku użył go sam Jarosław Kaczyński, prezes PiS, gdy narzekał, że w spółkach Skarbu Państwa panoszą się działacze jego partii. 

Tropem Kaczyńskiego poszli politycy PO, którzy stworzyli listę 91 nazwisk polityków obozu władzy i działaczy sympatyzujących z PiS, a którzy na państwowych posadach zarabiają gigantyczne pieniądze. Najbardziej znanym nazwiskiem na tej liście jest Daniel Obajtek, prezes Orlenu, który zarobił ponad 7,2 mln zł.

Na liście jest także Sylwia Sobolewska, żona Krzysztofa Sobolewskiego, rzeszowskiego posła PiS i sekretarza generalnego partii Kaczyńskiego. Sobolewska swego czasu pracowała jednocześnie na trzech państwowych posadach. Z listy „tłustych kotów z PiS” wynika, że życiowa partnerka Sobolewskiego zarobiła blisko 800 tysięcy złotych.

10 zł od każdego podatnika

91 osób powiązanych z PiS zarobiło 350 mln zł. Zdzisław Gawlik, lider podkarpackiej PO, mówi, że rolka mogłaby być dłuższa, bo ludzi powiązanych z obozem władzy, a którzy tuczą się na państwowych posadach, jest znacznie więcej. – Chcieliśmy, żeby te nazwiska i liczby były łatwe do odczytania. Z faktami się nie dyskutuje – mówił na Rynku Gawlik.

Był jeszcze jeden powód, dlaczego rolka „tłustych kotów z PiS” nie może być dłuższa. – Rzeszowski Rynek dłuższej nie pomieści – tłumaczył szef podkarpackiej PO. – To są pieniądze Polaków. Każdy z nas wyłożył 10 zł, by ci ludzie mogli zarabiać takie pieniądze, tylko dlatego, że mają legitymację PiS lub znajomości z osobami przynależącymi do PiS. 

Advertisement

Politycy PiS odpowiadają, że ludzie obecnej opozycji także są poupychani na etatach w spółkach podległych samorządom i też zgarniają gigantyczne pensje. Wspomniany Zdzisław Gawlik od lipca 2021 roku jest prezesem warszawskiego Miejskiego Przedsiębiorstwa Oczyszczania. W ubiegłym roku Gawlik zarobił ponad 400 tys. złotych. 

Nie wiedza, nie kompetencje   

Tomasz Cyran, członek podkarpackiej Platformy Obywatelskiej, jest oburzony tym, co się dzieje w spółkach Skarbu Państwa i instytucjach publicznych kontrolowanych przez PiS. – Gigantyczne zarobki tych ludzi często nie są odzwierciedleniem ich kompetencji, przejrzystości w konkursach, ich wiedzy, doświadczenia życiowego – mówił Cyran. 

Zwrócił uwagę, że ludzie na państwowych posadach odwdzięczają się partii i część swoich wynagrodzeń oddają na kampanię wyborczą PiS. W tym akurat nie ma nic nadzwyczajnego. Tę samą metodę niegdyś stosowało choćby PSL, gdy rządziło z PO. Opozycja twierdzi, że PiS omija regulacje prawne dotyczące tego, ile można zarabiać na państwowych etatach. 

Obok rolki „tłustych kotów z PiS” przeszła m.in. Barbara Kabara-Dziadosz, która jest przedsiębiorczynią. Politycy PO pozwolili jej zabrać głos. – Jestem przerażona tym, co się dzieje w kraju. Rząd nie ma swoich pieniędzy, ma pieniądze obywateli. Marzę, by żyć w państwie bogatych obywateli, a nie oligarchii – powiedziała Kabara-Dziadosz.

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama