Zdjęcie: Namysław Tomaka / Rzeszów News
Reklama

„Jestem załamana, że w pogotowiu ratunkowym pracują tacy ludzie” – napisała w liście do Rzeszów News pani Aneta, która w piątek w Rzeszowie pomagała w ratowaniu starszego mężczyzny.

Pani Aneta (nazwisko do wiadomości do redakcji), około godz. 8:20, idąc do pracy, na ulicy Lisa Kuli niedaleko przystanku autobusowego po drugiej stronie Galerii Graffica zobaczyła starszego mężczyznę w wieku ok. 80-85 lat, który dziwnie się zachowywał. Nasza Czytelniczka postanowiła go zapytać, czy się dobrze czuje.

„Nie mógł powiedzieć słowa, dziwnie oddychał, łapał się za klatkę piersiową, więc postanowiłam zadzwonić na pogotowie. Zadzwoniłam, mówiąc, że szłam do pracy i widzę, że starszy pan potrzebuje pomocy. Mówię, że dziwnie oddycha, że łapie się za klatkę piersiową, idzie, nie idzie! Więc pani się mnie pyta, gdzie się znajduję. I tu się zaczyna problem. Mówię, że na Lisa Kuli rondo na przystanku. Pogotowie przyjeżdża, wypada wielce pani z karetki i drze się na mnie, że nie wyszłam na rondo i nie macham do nic, a oni krążą” – opisuje pani Aneta.  

„Po pierwsze, dopiero wyjechali na rondo, po drugie musiałam trzymać pana, który źle się czuł i obserwować go. Ludzie stali i patrzyli, jak pani z pogotowia na mnie się wydziera, nikt mi nie pomógł. Mówię do pani z pogotowia, że dobrze opisałam miejsce, gdzie będę czekać i nic jej nie poradzę, że niezrozumiała. Z nerwów trochę jej nagadałam. 

Z tego wszystkiego wpadłam do pracy w stresie, ręce mi się trzęsły, płakałam, dziewczyny wystraszyłam i wiele dzieci (pracuję w przedszkolu). Nie panowałam nad sobą, na pasy weszłam nie rozglądając się. Jestem załamana, że w pogotowiu pracują tacy ludzie, jak ta pani. Pierwsze, o co zapytać, jak się czuję pan, a ona się wydziera. Masakra, trzęsę się do tej pory” – kończy list pani Aneta.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

Comments are closed.