Zdjęcie: Piotr Woroniec jr / Rzeszów News

Związek Nauczycielstwa Polskiego w piątek po południu ogłosił, że w poniedziałek 8 kwietnia rozpoczyna się strajk w szkołach. Władze Rzeszowa apelują do dyrektorów naszych placówek, by zadbali o opiekę nad uczniami.

W piątek po południu w ratuszu odbyło się już drugie w tym tygodniu spotkanie władz miasta z dyrektorami szkół i przedszkoli, by omówić scenariusz wydarzeń, jakie mogą mieć miejsce od poniedziałku, gdy nauczyciele zaczną strajkować.

Spotkanie zorganizowano kilka godzin po tym, jak w Warszawie przedstawiciele rządu złożyli oświatowym związkom zawodowym nową propozycję podwyżek. Rząd postawił jednak warunek: podwyższenie tygodniowego pensum z obecnych 18 godzin do 22-24 godzin (dwa warianty). W skrócie – nauczyciele więcej zarobią, jeśli dłużej popracują. 

Związek Nauczycielstwa Polskiego, Forum Związków Zawodowych i oświatowa „Solidarność” zgodnie powiedziały „nie”. Dwa pierwsze związki chcą obecnie 30-procentowego podwyższenia wynagrodzenia nauczycieli. W ciągu dnia pojawiały się informacje, że rząd będzie chciał jeszcze przez weekend negocjować ze związkowcami. 

Ratusz: opieka nie dla wszystkich

Gdy w ratuszu kończyło się spotkanie władz miasta z dyrektorami szkół, po godz. 16:00 ZNP opublikował na Facebooku informacje, że porozumienia nie ma i w szkołach od poniedziałku rozpoczyna się strajk. Sławomir Broniarz, prezes ZNP, twierdzi, że propozycja rządu o zwiększeniu pensum oznacza znaczącą m.in. redukcję etatów nauczycielskich. 

https://www.facebook.com/znpedupl/posts/2346345305410797

Do ratusza docierały informacje, że rząd usiądzie jeszcze do rozmów ze związkowcami po godz. 18:00 i spróbuje się dogadać. – Liczę, że to spotkanie da rozwiązanie i w poniedziałek uczniowie przyjdą normalnie do szkoły – mówił nam jeszcze przed komunikatem ZNP Stanisław Sienko, wiceprezydent Rzeszowa, odpowiedzialny w mieście za edukację. 

Podczas piątkowego spotkania apelował do dyrektorów, by w poniedziałek „w miarę możliwości” zapewnili uczniom opiekę. – Rano rozmawiałem z komendantami policji i straży miejskiej, by funkcjonariusze zwracali uwagę na te miejsca, gdzie młodzież najczęściej przebywa. Część uczniów na pewno nie przyjdzie do szkoły – mówił wiceprezydent Sienko. 

– Mamy bardzo mądrych dyrektorów, na spotkaniach z rodzicami poinformowali ich, że będą się musieli zaopiekować dziećmi z tych szkół, w których opieki nie da się zapewnić. Przedszkola mają wszystkie strajkować, strajk ma być w ponad 90 proc. szkół podstawowych – wyjaśniał nam Stanisław Sienko. 

Władze miasta, podczas piątkowego spotkania, chciały się dowiedzieć od dyrektorów, czy od środowego pierwszego spotkania coś się zmieniło. Już wtedy dyrektorzy mówili, że jeżeli dojdzie do strajku, to nie ma szans, by rozpoczynające się w środę 10 kwietnia i trwające do piątku egzaminy gimnazjalne zostały przeprowadzone – nie będzie kim obsadzić komisji.

Namawianie do łamania prawa

Danuta Stępień, dyrektor IV Liceum Ogólnokształcącego, mówiła, że zmieniło się i to dużo, gdy nauczyciele usłyszeli w piątek rządowe propozycje podwyżek. – Ta propozycja nas zabolała. Zwiększenie pensum do 22-24 godzin wiąże się z tym, że inni nauczyciele będą zwalniani. Ja w szkole nie mam emerytów. Średnia wieku to 40 lat – podkreślała Stępień. 

Przewiduje ona, że przy propozycji rządu, gdyby miała ona zostać przyjęta, to pracę w IV LO straciłoby od 10 do 20 procent nauczycieli. – Będziemy w okresie naboru. Zatrudniać nowych nauczycieli, czy nie? Stworzyliśmy większą liczbę oddziałów. Będę się bała zatrudniać nowych nauczycieli – mówiła Danuta Stępień. 

Gdy przypomniała słowa wicepremier Beaty Szydło, że nauczyciele będą się wykruszali, bo będą przechodzili na emerytury i zrobią miejsce młodszym, pozostali dyrektorzy rzeszowskich szkół i przedszkoli tylko się śmiali. – Sytuacja jest trudna, beznadziejna i patowa – uważa Zbigniew Bury, dyrektor Wydziału Edukacji w Urzędzie Miasta w Rzeszowie.

Jeśli przez weekend nic się nie zmieni, w Rzeszowie do strajku od poniedziałku przystąpi 69 szkół i przedszkoli, w tym 64 miejskich. – Ale tak naprawdę dopiero w poniedziałek rano poznamy skalę strajku. Nauczyciele mają weekend, aby przemyśleć swoją decyzję – tłumaczy dyrektor Bury. Sam krytycznie patrzy na to, co wyprawia rząd.

– Brak odpowiedzialności za podejmowane decyzje jest najgorszy. Rząd zrzuca winę na związki, związki na rząd, a szary obywatel uderza w samorząd, który nie jest stroną w tym sporze. W jaki sposób prezydent ma zorganizować opiekę? Walczymy o to, by prawo było prawem, a z drugiej strony namawiamy do jawnego łamania prawa – nie ukrywa Bury. 

On też nie ma wątpliwości, że piątkowa propozycja rządu, w jaki sposób nauczycielom można podnieś pensje, skończyłaby się zwolnieniami w oświacie. – Ma pan dziś 10 godzin a ja panu proponuje 15, to połowa osoby przestaje pracować. 30 proc. nauczycieli trzeba zwolnić. Co będzie w 2024 r.? Jaka będzie inflacja? Co z gospodarką? – pyta Zbigniew Bury.

Obalanie mitu nauczyciela 

Grażyna Lachcik, dyrektor Szkoły Podstawowej nr 18, mówi, że jeżeli w poniedziałek rozpocznie się strajk i przeciągnie się na dni egzaminów gimnazjalnych, to nie ma szans, by zostały one przeprowadzone. W SP nr 18 do pisania egzaminów ma przystąpić 114 osób. Na piątkowe egzaminy z języka angielskiego w szkole potrzeba aż 9 komisji. 

– Egzamin z angielskiego wymaga komfortowych warunków. Nie można go przeprowadzać w sali gimnastycznej, gdzie jest 100 miejsc – mówi nam Grażyna Lachcik. Uczniowie „18” są w stresie, mają śledzić bieżące komunikaty szkoły, wiedzą, że jeżeli rząd zerwie negocjacje ze związkowcami, o pisaniu egzaminów w przyszłym tygodniu nie ma co myśleć.

– Kolejny termin to czerwiec – tłumaczy dyrektor Lachcik. Boi się natomiast reakcji uczniów, gdy we wtorek, po dwóch dniach strajku, okaże się, że w środę nauczyciele przyjdą do pracy i trzeba będzie pisać egzamin. Grażyna Lachcik chwali uczniów i ich rodziców, że nie panikują. – Są rozgoryczenia, ale czekają w spokoju. Nie ma awantur – dodaje. 

Dyrektor Lachcik uważa, że nawet jeżeli egzaminy gimnazjalne odbędą się w terminie, a rząd dogada się ze związkowcami, to całe zamieszanie w oświacie może się negatywnie odbić na wynikach egzaminów gimnazjalnych. Rodziców martwi nie tylko to, co może być teraz, ale co się będzie działo po rekrutacji uczniów do szkół średnich. 

Grażyna Lachcik widzi jeden pozytyw tego sporu. – Opinia publiczna jest za nauczycielami, 5-10 lat temu tak nie było. Obala się mit, że nauczyciele pracują tylko 18 godzin tygodniowo – podkreśla.

AKTUALIZACJA: Sobota, 6 kwietnia. Związek Nauczycielstwa Polskiego poinformował, że rząd zaprosił związkowców na rozmowy „ostatniej szansy” na niedzielę na godz. 19:00. ZNP podało na Twitterze, że rozmowy odbędą się „pod ogromną presją czasu”. 

marcin.kobialka@rzeszow-news.pl

NAPISZ KOMENTARZ:
Reklama