Zdjęcie: Maciej Brzana / Rzeszów News
Reklama

Zarząd Transportu Miejskiego w Rzeszowie nie mówi “nie” biletom 20- i 40-minutowych, ale pyta: kto za to zapłaci?

Podkarpackie Stowarzyszenie Miłośników Komunikacji w środę przedstawiło swój pomysł na bilety w miejskiej komunikacji. Wśród propozycji znalazły się m.in. te, które dotyczyły wprowadzenia biletów 20- i 40-minutowych. 

Propozycja PSMK to alternatywa i sprzeciw wobec planowanych przez Zarząd Transportu Miejskiego w Rzeszowie podwyżek cen biletów. Te są nieuniknione, bo projekt uchwały o podwyżkach znalazł się już w porządku obrad Rady Miasta Rzeszowa zaplanowanych na 18 czerwca. Podwyżki mogą wejść w życie już w sierpniu. 

ZTM propozycjom PSMK nie mówi stanowczego “nie”, ale jest zawiedziony, że stowarzyszenie swoimi pomysłami podzieliło się na ostatnią chwilę. – Trzeba być odpowiedzialnym, a nie składać pomysłów, kiedy ruszyła już cała procedura – mówi Anna Kowalska, szefowa ZTM. – Nie możemy realizować pomysłów na ostatnią chwilę, bo zarówno my, jak i radni jesteśmy odpowiedzialni za budżet miasta – dodaje. 

Co do wprowadzenia biletów 20- i 40-minutowych, Anna Kowalska podchodzi sceptycznie. Twierdzi, że nie sprawdziłyby się one w Rzeszowie. – Mieszkańcy, szczególnie ci starsi, są przyzwyczajeni do tego, że jadą z punktu A do punktu B, bez przesiadek i patrzenia na zegarek, czy zdążą dojechać w określonym czasie, czy nie – twierdzi szefowa ZTM.

– Jest jeszcze druga strona medalu – bilet minutowy to taki rodzaj biletu, do którego tak naprawdę trzeba dopłacać najwięcej. Cen za bilety nie obniża też drukowanie nowych rodzajów biletów. To działa trochę tak: im więcej rodzajów biletów, tym większe koszty ich utrzymania – dodaje. 

Anna Kowalska przyznaje jednocześnie, że mieszkańcy Rzeszowa oraz przyjezdni kupują bardzo dużo biletów jednoprzejazdowych. – W ub. r. łącznie sprzedaliśmy ich 7,3 mln, co stanowi połowę rocznego przychodu z biletów. Dla przykładu, 60-minutowych sprzedaliśmy 500 tys., a miesięcznych – 150 tys. – mówi Anna Kowalska. 

ZTM powtarza, że musi dokładnie liczyć koszty utrzymania miejskiej komunikacji. – Ceny wozokilometra rosną, bo rosną ceny oleju napędowego, paliwa, gazu, nie mówiąc już o prądzie. Kierowcy też muszą dostać podwyżkę, bo za chwilę nie będzie komu jeździć. Lublin i Białystok mają już problemy. Kierowców szukają nawet wśród obywateli Ukrainy – słyszymy w ZTM. 

Cena wozokilometra wzrosła z 7,64 zł netto do 7,94 zł (netto). Anna Kowalska przekonuje, że po podwyżkach ceny biletów jednorazowych i tak będą jedne z niższych w Polsce. – Bilet, po podwyżce, będzie kosztował 3,60 zł, a w Warszawie kosztuje 7 zł, Poznaniu – 4,60 zł, Lublinie – 4,20 zł, Katowicach – 3,80 zł. Taniej jest w Opolu – 3,50 zł i Kielcach – 3 zł, ale te miasta także planują podwyżki – mówi Anna Kowalska. 

W tym roku miasto Rzeszów za komunikację publiczną zapłaci 90 mln zł. 40 procent tej kwoty ma stanowić przychód z zakupionych biletów. 

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: