Zdjęcie: Urszula Chrobak / Rzeszów News
Reklama

 

Ratusz zadowolony, że rząd PiS zgodził się na przyłączenie Bzianki do Rzeszowa, ale nikt z tego powodu nie zamierza strzelać korków od szampana. Władze Rzeszowa liczyły na dużo więcej.

W czwartek w ratuszu prezydent Tadeusz Ferenc spotkał się z wójtem Świlczy Adamem Dziedzicem. To rzadki widok, bo dotychczas Ferenc z wójtami i burmistrzami podrzeszowskich gmin był na wojennej ścieżce.

Gminni samorządowcy protestują, gdy słyszą, że prezydent Rzeszowa chce włączać ościenne tereny do granic miasta. W tej wojnie górą w ostatnich latach byli wójtowie, bo od 2010 r. stolicy Podkarpacia nie udało się pozyskać nowych terenów, mimo licznych zabiegów ratusza.

Tym razem Rzeszów ma powody do zadowolenia, ale bardzo umiarkowane. Bo z 12 podrzeszowskich sołectw, które miasto chciało przyłączyć, Rada Ministrów w ubiegły wtorek zgodziła się na przyłączenie do Rzeszowa tylko Bzianki z gminy Świlcza.

Mieszkańcy tego sołectwa w konsultacjach społecznych zgodzili się na włączenie ich do Rzeszowa, pozytywna opinia była także Rady Gminy, potem wojewody, MSWiA, a na końcu rządu.

Nie ma przegranych, ani wygranych

Bzianka częścią Rzeszowa stanie się od 1 stycznia 2017 r. To stosunkowo niewielki teren – ponad 400 ha i 577 mieszkańców. Po połączeniu stolica Podkarpacia będzie miała 120 km kw. powierzchni i około 188 tys. mieszkańców.

– Przyłączenie Bzianki do Rzeszowa to forma kompromisu. W całej tej rozgrywce nie ma ani przegranych, ani wygranych. To dzisiaj przede wszystkim komfort dla społeczeństwa, którego nie możemy zapewnić i którego w pewnym czasie nie zrobiliśmy – mówił w ratuszu Adam Dziedzic, wójt Świlczy.

– Jesteśmy zadowoleni, że prezydent Rzeszowa wykazał się również wielkim zrozumieniem w stosunku do naszych wcześniejszych planów związanych z rozwojem Bzianki – dodawał Dziedzic.

– Jesteśmy zadowoleni z decyzji Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji, ale chcemy więcej – mówił prezydent Tadeusz Ferenc. – Tym bardziej, że Opole dostało bardzo dużo – dodawał lekko rozczarowany tym, jak rząd PiS potraktował Rzeszów.

Szczególnie, że Ferenc z rządem Beaty Szydło chce żyć, jak najlepiej, choć ostatnio na tej linii pojawiła się poważna rysa, gdy wyszło na jaw, że rząd zamierza z Rzeszowa przenieść do Jasła siedzibę oddziału Zakładu Gazownictwa.

Ratusz tradycyjnie obiecuje, że zainwestuje miliony złotych w tereny, które przyłącza do miasta.  – Jechałem ostatnio na lotnisko w Jasionce i zauważyłem straszne nierówności na drodze. Tam powinien być dwujezdniowy dojazd – rzucił przykładem Tadeusz Ferenc.

Na początek Rzeszów zamierza w Bziankę wpompować ok. 20 mln zł. Konkretów jednak brak. – Po wakacjach, we wrześniu, spotkam się z mieszkańcami i będę ich pytał, czego potrzebują – zapowiada Ferenc.

Mieszkańców Bzianki od przyszłego roku czeka wymiana dokumentów. Od stycznia ratusz na terenie osiedla uruchomi specjalne punkty, w których za darmo będzie można wyrobić dokumenty

– Pomożemy wszystkim nowym mieszkańcom w całej procedurze – zapewnia Marcin Stopa, sekretarz miasta Rzeszowa.

Czekanie na wyniki referendum

Ratusz liczy, że od stycznia 2017 r. uda się przyłączyć do Rzeszowa jeszcze całą gminę Krasne, bo oprócz sołectw, to właśnie po tę gminę władze Rzeszowa wyciągają ręce.

Konsultacje społeczne okazały się dla ratusza niekorzystne, negatywną opinię wydali wojewoda podkarpacki i MSWiA, a więc rząd PiS na włączenie gminy Krasne do Rzeszowa też nie wyraził zgody.

Szansą, że w tej sprawie coś jeszcze może się zmienić jest wrześniowe referendum (termin nieznany) w gminie. Jego inicjatorzy uważają, że wyniki konsultacji nie mówią całej prawdy o tym, czy mieszkańcy chcą należeć do Rzeszowa, dlatego ostateczną opinię mieszkańców poznamy w referendum.

Jeżeli większość będzie „za”, ratusz liczy, że w ostatnich miesiącach roku uda się jeszcze przekonać rząd, by zwołał nadzwyczajne posiedzenie, na którym zapadłaby decyzja o przyłączeniu gminy Krasne do Rzeszowa.

Ratusz kilka miesięcy temu zadeklarował, że w gminne tereny w ciągu pięciu lat zainwestuje 100 mln zł.

JOANNA GOŚCIŃSKA

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

1 KOMENTARZ

  1. Pan Ferenc dalej żyje marzeniami. To głównie starsi ludzie sprzeciwiają się przyłączeniu do Rzeszowa, którzy zdają sobie sprawę, że wzrośnie w ten sposób podatek od nieruchomości, a tereny wokół ich gospodarstw zostaną zajęte przez deweloperów, którzy tylko czekają na zwolnienie rynku i wybudowanie pod miastem dużych osiedli. I p. Ferenc chyba czeka, że albo ci ludzie się zniechęcą do głosowania, może zniedołężnieją, albo – co jeszcze bardziej smutne – umrą. Ale jest coraz więcej młodych ludzi, którzy również nie chcą miasta u siebie na wsi. Polityk dużo obiecuje, ale kto pokryje jego obietnice, zwłaszcza, że sam już jest wiekowy.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ