Zdjęcie: Youtube.com / Clínica Universidad de Navarra
Reklama

Robot da Vinci miał stanąć w Szpitalu Miejskim nr 1 w Rzeszowie, ale wszystko wskazuje na to, że pozyska go jednak Szpital Wojewódzki nr 2. Dlaczego? Bo okazuje się, że w placówce przy ul. Lwowskiej będzie można wykorzystać cały jego potencjał.

Robot operacyjny da Vinci to gorący temat, o którym po raz pierwszy w ratuszu zaczęto mówić w lipcu ub. r. Pierwotnie planowano, aby stanął on w Szpitalu Miejskim nr 1 przy ul. Rycerskiej, ale plany mogą ulec zmianie, ponieważ prezydent Tadeusz Ferenc obecnie prowadzi w tej sprawie rozmowy z marszałkiem podkarpackim Władysławem Ortylem. Ortyl uważa, że Da Vinci powinien być w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2 przy ul. Lwowskiej.

– Nie upieramy się, aby robot stanął w Szpitalu Miejskim. Prezydentowi zależy na tym, by on w ogóle znalazł się w Rzeszowie – tłumaczy Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydenta.

– Na pewno nie chcemy, aby nasz oddział urologii stracił na wartości. Powinien się on dalej rozwijać, tym bardziej, że właśnie są w nim remontowane sale operacyjne. W Szpitalu Wojewódzkim nr 2 z kolei chcą zrobić nowy oddział. Nie będziemy się wykłócać, gdzie ma stanąć ostatecznie robot – dodaje.

A co to oznacza w praktyce dla Szpitala Miejskiego?

– Jeśli robot stanie w Szpitalu Wojewódzkim nr 2 to pewnie trzech naszych urologów, którzy obecnie się szkolą w zakresie obsługi da Vinci, zmieni prace. Nie będzie to dla mnie zdziwieniem, co więcej, rozumiem ich – mówi Grzegorz Materna, dyrektor Szpitala Miejskiego.

Obecnie na oddziale pracuje pięciu specjalistów, ale dyrektora Maternę nie martwi to, że ponad połowa zespołu przeniesie się do innego szpitala. Twierdzi, że na Podkarpaciu są jeszcze inni urolodzy.

– Zespół operacyjny, który szkoli się w Leverkusen, będzie pracował tam, gdzie będzie robot. Specjaliści z niemieckiej kliniki deklarują również, że niezależnie od ostatecznej lokalizacji da Vinci w Rzeszowie, będą wspierać naszych lekarzy i w sytuacjach niespodziewanych dzięki łączą teleinformatycznym będą oni przejmować stery robota – tłumaczy z kolei Janusz Solarz, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego nr 2.

Solarz również podkreśla, że pojawienie się robota da Vinci w Rzeszowie to ogromny wydatek i dlatego trzeba dobrze przemyśleć jego lokalizację.

– Nasz szpital jest wieloprofilowy, podobnie jak klinika w Leverkusen. Oczywiście, wiodącym kierunkiem w jakim wykorzystuje się da Vinci jest urologia, ale oprócz tego ma on również zastosowanie w kardiologii, ginekologii, zabiegach dziecięcych – wyjaśnia Solarz, który liczy się również z tym, że w jego szpitalu też powinien  pojawić się oddział urologii, gdyby da Vinci miał ostatecznie stanąć w placówce przy ul. Lwowskiej.

– To zbyt drogie urządzenie, aby używać go w ograniczonym zakresie. Trzeba dobrze przemyśleć, który szpital z punktu widzenia całego regionu jest właściwszy na ulokowanie tak wysokiej klasy robota – dodaje.

Dla Rzeszowa pozyskanie robota da Vinci jest istotną kwestią, ponieważ stolica Podkarpacia byłaby drugim miastem w Polsce, tuż po Wrocławiu, w którym znajdowałby się robot tej klasy. Jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem da Vinci w jednym z rzeszowskich szpitali pojawi się początkiem przyszłego roku.

Obecnie trwają również rozmowy z Narodowym Funduszem Zdrowia. – Czekamy na  rekomendacje Agencji Oceny Technologii – wyjaśnia dyrektor Materna.

Przypomnijmy: średni koszt wykonywania takiego zabiegu to 15 tys. zł. To cena jednorazowego sprzętu, którego używa się podczas operacji. Minimalna liczba wykonywanych zabiegów w ciągu roku powinna wynosić co najmniej 150.

Cena zakupu robota da Vinci waha się między 1,5 a 2 mln euro. Ostateczna wartość zależy od oprogramowania i rodzaju wykonywanych zabiegów. Jego producentem oraz dostawcą jest amerykańskie przedsiębiorstwo Intuitive Surgical.

Da Vinci wyróżnia to, że operacje przy jego pomocy są mało inwazyjne, a to z kolei wiąże się z szybszą rekonwalescencją pacjenta i jego komfortem. Po zabiegu nie musi on być cewnikowany. Dodatkowo operacja wykonana przy użyciu tego systemu chirurgicznego gwarantuje nawet 90 procent skuteczności.

Lekarze przeprowadzający zabieg mogą znajdować się poza salą, w której pacjent jest operowany. Siedzą za specjalną konsolą, która umożliwia wykonanie zabiegu. Szczegółowo o zastosowaniu robota da Vinci pisaliśmy TUTAJ

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: