Zdjęcie: Namysław Tomaka / Rzeszów News
Reklama

Oba samorządy – miejski i podkarpacki – doszły do porozumienia w sprawie robota chirurgicznego da Vinci. Jeśli urządzenie pojawi się w Rzeszowie, to stanie w Klinicznym Szpitalu Wojewódzkim nr 2.

Robot da Vinci na Podkarpaciu ma się pojawić w drugiej połowie 2018 r. na sali operacyjnej Szpitala Wojewódzkiego nr 2 przy ul. Lwowskiej. Lekarze przeprowadzający zabieg przy jego pomocy mogą znajdować się poza salą, w której pacjent jest operowany. Siedzą za specjalną konsolą, która umożliwia wykonanie operacji.

– Chcemy kupić robota da Vinci, który wprowadza w XXI wiek, jeżeli chodzi o poziom medycyny. Chcemy, aby nasze województwo nie pozostawało w tzw. ogonie, jeżeli chodzi o innowacje – mówił we wtorek Władysław Ortyl, marszałek podkarpacki.

– Jesteśmy innowacyjnym województwem. Innowacje nie mogą się sprowadzać tylko do tego, co dzieje się w przemyśle, ale powinny dotyczyć wszelkich sfer naszego życia – dodawał.

Aby robot mógł się znaleźć w Rzeszowie konieczna jest – jak podkreślał marszałek – dobra współpraca z kliniką w Leverkusen, deklaracja pracy w rzeszowskiej placówce dr. Pawła Wisza oraz deklaracja Narodowego Funduszu Zdrowia na finansowanie zabiegów wykonywanych za pomocą robota da Vinci.

– Planować i przygotowywać się do tego trzeba już, aby nasze plany w przyszłym roku mogły stać się realne. Czeka nas intensywny rok pracy – podkreślał Władysław Ortyl.

Gotowość do przyjęcia tak znakomitego urządzenia do swojej placówki wyraził również Janusz Solarz, dyrektor Szpitala Wojewódzkiego nr 2. – Chcemy zmodernizować osiem sal operacyjnych za ponad 39 mln zł. Już się do tego przygotowujemy – mamy całą dokumentację oraz pozwolenie na budowę. Chcemy też naszą działalność poszerzyć o urologię – mówił Solarz.

Rzeszów ma być innowatorem

Stanisław Sienko, wiceprezydent Rzeszowa, również stwierdził, że Szpital Wojewódzki  nr 2 jest najlepszym miejscem na ulokowanie robota, choć początkowo plan zakładał, że da Vinci stanie w Szpitalu Miejskim przy ul. Rycerskiej.

– Deklarujemy pełną współpracę z marszałkiem, jeżeli chodzi o cały oddział urologiczny. To urządzenie jest bardzo potrzebne dla naszego regionu – mówił Sienko.

– Mamy to szczęście, że dr Wisz jest mieszkańcem naszego miasta – gdyby go nie było, robot nie mógłby stanąć w Rzeszowie. Liczymy na to, że Rzeszów oraz całe województwo będzie tym innowatorem, gdzie robot da Vinci będzie pracował na rzecz naszych mieszkańców – dodawał wiceprezydent Rzeszowa.

Na razie nie podjęto wiążącej decyzji, jak miałaby wyglądać współpraca obu szpitali i na jakich zasadach lekarze i pielęgniarki ze Szpitala Miejskiego mieliby przejść do Szpitala Wojewódzkiego nr 2.

– Prowadzimy rozmowy. Robot ma się pojawić w Rzeszowie dopiero w 2018 roku, dlatego nie podjęliśmy jeszcze konkretnej decyzji. Jeśli zespół, któremu będzie przewodniczył dr Wisz, będzie chciał przejść do Szpitala Wojewódzkiego nr 2, to jesteśmy za tym i popieramy, by tu też powstał oddział urologii – tłumaczył Sienko.

– Na pewno nie można mówić, że to koniec urologii w Rzeszowie. Ona tak, czy inaczej będzie tylko w nowym wymiarze – uspokajał Władysław Ortyl.

Da Vinci to kaganek oświaty

Jego zdaniem, przeniesienie urologii do Szpitala Wojewódzkiego nr 2 również nie jest zagrożeniem dla funkcjonowania Szpitala Miejskiego, chociaż sam podkreśla, że to jeden z najbardziej dochodowych oddziałów w placówce przy ul. Rycerskiej.

– Taka zmiana to polepszenie jakość leczenia i innowacja, która niesie po prostu kaganek oświaty. Nie róbmy dramatu. Mamy w Szpitalu Miejskim urologię zostawić w takim stanie, jaki jest teraz i wprowadzić trzecią urologię w Rzeszowie w Szpitalu Wojewódzkim? – pytał retorycznie Ortyl.

– To bezzasadne, bo wszystkie trzy będą miały problemy. To, co teraz robimy, to działanie z pewnym rozmysłem, w pełnym porozumieniu i z pełną troską, aby nie robić sobie kłopotów – dodawał.

Dr Paweł Wisz, urolog, który miałby dowodzić pierwszymi operacjami z wykorzystaniem robota da Vinci w Rzeszowie, obecnie pracuje w klinice w Leverkusen z wysokiej klasy specjalistą w operacjach robotycznych – prof. Jürgenem Zumbe.

Dr Wisz podkreślał, jak ważne jest posiadanie robota operacyjnego takiej klasy, jak da Vinci. Z badań amerykańskiej firmy Intuitive Surgical, która jest producentem oraz dostawcą robota, wynika, że w krajach, w których jest da Vinci, aż 80 proc. operacji wykonuje się z jego użyciem.

– Polska jest jedynym krajem Unii Europejskiej, w którym zabiegi tym robotem nie są refundowane. Miejmy nadzieję, że w tym roku się to zmieni – mówi dr Paweł Wisz.

W samych Niemczech jest 86 robotów da Vinci, w Czechach 11. Urządzenia znajdują się również w takich krajach, jak Bułgaria i Słowacja.

Wrócą do Rzeszowa, ale…

Okazuje się, że w ściąganiu da Vinci do Rzeszowa i w ogóle do Polski, kluczową rolę będzie odgrywał Narodowy Fundusz Zdrowia, gdzie obecnie trwa oczekiwanie na rekomendację Agencji Oceny Technologii.

– Firma, która sprzedaje robota wycofała się z Polski, ponieważ operacje nie są refundowane przez NFZ i wciąż stoi na stanowisku, że jeśli się to nie zmieni, to kolejnego robota nie sprzeda – podkreśla dr Wisz.

– Gdy NFZ da „zielone światło” wówczas firma zbuduje dla Rzeszowa odpowiednią strukturę robota oraz zapewni cały serwis. Firma deklaruje w umowie zakupu da Vinci, że jeśli cokolwiek by się z nim stało, to oni naprawią go w przeciągu 24 godzin – dodaje dr Paweł Wisz.

Zwraca on również uwagę na to, że w operacjach przy użyciu robota nie bierze udział tylko sam operator, ale i cały zespół.

– Na sukces takiej operacji składa się cały zespół – począwszy od pielęgniarek przez instrumentariuszki, asystę, anestezjologa po lekarza operującego. Cały zespół trzeba przeszkolić, aby pacjentowi pomóc. Każdy odpowiada za jedną konkretną rzecz i musi ją wykonać perfekcyjnie  – podkreśla dr Wisz.

– Ośrodek, który posiada takiego robota, ma zawsze jeden stały zespół operacyjny. Jedna osoba powinna robić około 100-150 zabiegów rocznie, aby robić to na odpowiednim poziomie. To nie chodzi o to, aby na oddziale było 10 specjalistów i każdy z nich rocznie wykonywał tylko 10 operacji – dodaje.

Szkolenie nie jest krótkie

Szkolenia w zakresie obsługi robota są bardzo złożoną procedurą. Dr Wisz szkolił się trzy lata. Najpierw zaczynał od przyglądania się operacjom, aby zobaczyć, jak da Vinci w ogóle pracuje, ponieważ to zupełnie inna technika operowania niż te, które są stosowane w przypadku operacji otwartych czy laparoskopowych.

Następnie dr Wisz przygotowywał się  w ośrodku, który prowadził szkolenia na symulatorach, gdzie siedząc za konsoletą uczył się wykonywać poszczególne etapy operacji. Jego postępy w nauce oceniał komputer, który wskazywał ilość błędów.

Po takim kilkudniowym szkoleniu na symulatorze, dr Wisz dostał wynik końcowy. Wówczas dowiedział się, czy ma w ogóle predyspozycje do operacji wykonywania operacji robotycznej.

Ostatnim etapem szkolenia był trening na pacjencie na sali operacyjnej. Pod okiem doświadczonego operatora wówczas dr Wisz wykonywał pewien etap operacji i później go wielokrotnie powtarzał, aż opanował go do perfekcji, by móc przejść do kolejnego etapu.

– Szkolenie operatorów jest procesem długotrwałym. To oczywiście zależy też od zdolności lekarzy. Np. wyszkolenie asysty to około pól roku codziennych operacji – tłumaczy dr Wisz.

Pacjent szybciej wróci do zdrowia

Sam zakup robota da Vinci waha się między 1,5 mln a 2 mln euro. Do tego dochodzą koszty montażu oraz cena narzędzi, które zużywa się przy każdym zabiegu – około 1,5 tys. euro. Do tego dochodzą jeszcze koszty serwisu – ok. 150 tys. zł rocznie.

Dr Paweł Wisz, mimo wszystko, przekonuje, że operacje wykonywane robotem da Vinci i tak są lepsze, bezpieczniejsze, skuteczniejsze i wcale nie takie drogie w porównaniu z innymi metodami leczenia.

– Obecnie pacjent z rakiem prostaty ma do wyboru operację bądź naświetlania. Są to terapie alternatywne. Kosz operacji to około 8 tys. zł. Naświetlania to już koszty sięgające kilkunastu tysięcy złotych. Pacjent musi być też poddany jeszcze hormonoterapii, która może trwać od roku do 3 lat i ona również kosztuje kilkanaście tysięcy złotych  – wylicza dr Wisz.

– Jeśli refundacja operacji wykonanych robotem da Vinci będzie na poziomie 20-25  tys. zł, to i tak w budżecie państwa zostanie tyle samo pieniędzy. Operacje robotyczne nie będą droższe, a pacjent szybciej wróci do zdrowia – zapewnia dr Paweł Wisz.

W Polsce jedynym szpitalem, który ma robota da Vinci, jest Wojewódzki Szpital Specjalistyczny we Wrocławiu. Używają go chirurdzy, urolodzy i ginekolodzy w przyszpitalnym Ośrodku Chirurgii Robotowej. Na całym świecie robotów jest już ponad 3600. 

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: