Zdjęcie: Maciej / Czytelnik Rzeszów News
Reklama

Po próbach wdrażania różnych pomysłów przyszedł czas rozejrzeć się za firmą, która przez najbliższe dwa lata będzie wywozić odpady z Rzeszowa. Tym razem ma być bez „śmieciowego Armagedonu”, ale czy bez kolejnych podwyżek?

W tym roku kończy się umowa miasta z Miejskim Przedsiębiorstwem Gospodarki Komunalnej. Podpisana ją tylko na rok i to z dużym opóźnieniem. Miasto próbowało uniknąć podwyżek za wywóz śmieci. To po części się udało. Po części, bo jednak podwyżki ostatecznie wprowadzono (zgoda radnych), ale starano się, by były jak najmniej dotkliwe. 

Ratusz trzy razy ogłaszał przetarg na wybór firmy, która będzie odbierała śmieci od mieszkańców. Od lat robi to MPGK. Najpierw miejska spółka chciała 49 mln zł, potem zeszła 46 mln zł, a na końcu do 42 mln zł.

Chęć niepodnoszenia opłat za wywóz śmieci wyzwoliła po drodze w miejskich urzędnikach kreatywność. I tak wymyślono ograniczenie kursów śmieciarek. Efekt był dramatyczny. Rzeszów ogarnął „śmieciowy Armagedon”, a za „drugi Neapol” w maju zapłacił stanowiskiem ówczesny prezes MPGK – Juliusz Sieczkowski. Na stanowisku zastąpił go Andrzej Klucha z Biłgoraja i teraz on na głowie ma śmieciowe rozterki Rzeszowa.

Ostatecznie finał pomysłu z ograniczeniem kursu śmieciarek był taki, że od 5 lipca wrócił stary harmonogram wywozu odpadów – śmieciarki kursują częściej. Dzięki temu śmieci masowo nie zalegają już w pergolach i nikt nie obawia się już plagi szczurów, a przynajmniej ten temat w ostatnich tygodniach nie dominuje w mediach.

Zdarzają się pojedyncze sygnały o zapchanych pergolach, jak np. na ulicy Krakowskiej, o czym w sobotę poinformował nas Czytelnik Rzeszów News. “Tak jest cały czas. Kiedyś śmieci wywozili raz w tygodniu, teraz chyba raz na 2 tygodnie” – twierdzi Czytelnik RzN.

Podział na strefy do kosza 

Już po uspokojeniu całej sytuacji pojawił się także pomysł, aby podzielić Rzeszów na dwa sektory: północny i południowy. Miasto początkowo uznało, że w ten sposób uda się zwiększyć konkurencyjność na rynku i obniżyć cenę za usługi w kolejnym przetargu. W ratuszu liczono, że łatwiej znaleźć firmy, które do sprzątania będą miały mniejszy obszar. Teraz jest tylko MPGK i obsługuje całe miasto. Na rynku śmieciowym to monopolista.  

Sektorowy pomysł spalił jednak na panewce i przygotowaną na lipcową sesję Rady Miasta Rzeszowa uchwałę zdjęto z porządku obrad. – Przeanalizowaliśmy wszystkie plusy i minusy tego rozwiązania. Skorzystaliśmy także z doświadczenia innych miast, które taki podział wprowadziły i uznaliśmy, że to jednak nie będzie dobre rozwiązanie – wyjaśnia Andrzej Gutkowski, wiceprezydent Rzeszowa.

Chodzi o to, że miasto nie może różnicować cen za odbiór odpadów w różnych częściach Rzeszowa, więc każdy musi płacić te same stawki w zależności od tego, czy segreguje śmieci, czy nie. W przypadku wyboru dwóch firm do obsługi wywozu odpadów, mogłoby się okazać, że jedna świadczy lepiej usługi, druga gorzej, a wszyscy płacą tyle samo.

Harmonogramu nie zmienią 

Gdy zakończył się czas testów różnych pomysłów, miasto we wtorek rozpoczęło poszukiwania firmy, która w latach 2020-2021 będzie odbierać śmieci z terenu Rzeszowa. Ratusz w budżecie zarezerwował na to 42 mln zł, czyli tyle, ile w tym roku na roczną umowę. Czy nowy kontrakt oznacza kolejne podwyżki?

– Trudno dziś powiedzieć, bo zmienia się ustawa o utrzymaniu czystości. Nie wiemy, jaką cenę PGE za utylizację odpadów zaproponuje wyłonionej w przetargu firmie. Rosną też ceny z tytułu składowania odpadów. To wszystko będzie decydowało o tym, czy będą podwyżki, czy nie. Oczywiście zrobimy wszystko, aby ich uniknąć – deklaruje Andrzej Gutkowski.

Jedyne, co może zapewnić na dziś ratusz, to to, że w przyszłym roku nie będzie eksperymentowania z harmonogramem wywozu śmieci. – Od przyszłego roku na pewno go nie zmienimy. Harmonogram będzie taki, jak ten, który obowiązuje od lipca tego roku. Nie będziemy tu nic kombinować – zapewnia wiceprezydent Gutkowski.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: