Reklama

Nie milkną echa tragicznego w skutkach policyjnego pościgu za 33-letnim mężczyzną, który zmarł w rzeszowskim szpitalu. Prokuratura bada, czy 33-latek był pod wpływem dopalaczy.

„Ktoś mnie nafaszerował dopalaczami. Wezwiecie policję, czy mam sam zadzwonić?” – tak miał krzyczeć 33-letni mieszkaniec podrzeszowskiej Palikówki podczas pobytu na stacji paliw przy ul. Krakowskiej w Rzeszowie.

To wtedy zaczął się dramat mężczyzny, do którego doszło w nocy ok. godz. 1:40 z 28 na 29 lipca. 33-latek wsiadł za kierownicę nissana i pojechał do Komendy Miejskiej Policji przy ul. Jagiellońskiej. Jak już informowaliśmy, mężczyzna powiedział coś niewyraźnego do dyżurnego, wyszedł z komendy i gwałtownie odjechał.

Zaczął się policyjny pościg. Policja twierdzi, że mężczyzna przejechał przez Rzeszów, Trzebownisko, Łąkę, Strażów, Palikówkę. Po drodze, na ul. Marszałkowskiej, doszło do próby zatrzymania nissana, ale kierowca znów gwałtownie ruszył. Policjanci w trakcie pościgu użyli broni. Pociski przebiły opony w trzech kołach.

Rodzina obwinia policję

Kierowca nissana zatrzymał się dopiero w Czarnej Łańcuckiej, ale potem uciekał pieszo. Policjanci zatrzymali mężczyznę, przewieźli go do Wojewódzkiego Szpitala Specjalistycznego przy ul. Szopena, gdzie 33-latek nagle stracił przytomność i zmarł.

Przedstawiciele policji twierdzą, że mężczyzna w trakcie interwencji był agresywny, pobudzony, funkcjonariusze musieli użyć siły, aby go obezwładnić. Wyjaśnianiem okoliczności całego zdarzenia zajęła się Prokuratura Rejonowa w Rzeszowie.

Pod adresem policji padają zarzuty od rodziny mężczyzny, że do śmierci 33-latka przyczyniły się działania funkcjonariuszy. Rodzina twierdzi, że mężczyzna został brutalnie zatrzymany przez policjantów, którzy mieli go bić. O tym mają świadczyć ślady od uderzeń na nogach oraz obrażenia głowy, a także liczne zasinienia.

– Ta sprawa śmierdzi na kilometr. Zeznania mieszkańców w żadnym stopniu nie pokrywają się z wersji policji – to najczęściej powtarzane opinie na temat całej sprawy.

Brał narkotyki?

Przyczyny śmierci 33-latka nadal są nieznane. Prokuratura czeka na szczegółowe wyniki sekcji zwłok. – Brane są pod uwagę wszelkie sugestie kierowane przez rodzinę – powiedziała Dorota Sokołowska-Mach, zastępca prokuratora rejonowego w Rzeszowie.

Prokuratura przesłuchuje świadków, zleciła pobranie w trakcie sekcji zwłok krwi, płynu z gałki ocznej i moczu.

– Na podstawie tych płynów zostanie ustalone, czy pokrzywdzony w dniu zdarzenia był pod wpływem środków odurzających, substancji psychotropowych, czy tzw. dopalaczy – dodała Sokołowska-Mach.

Policja utrzymuje, że 33-latek zachowywał się nienaturalnie, do komendy przy ul. Jagiellońskiej przyszedł w rozpiętej koszuli.

Prokuratura w ramach swojego postępowania sprawdza, czy policjanci nie przekroczyli swoich uprawnień. Ich pracę analizuje także Biuro Spraw Wewnętrznych, czyli tzw. policja w policji.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: