Zdjęcie: Maciej Brzana / Rzeszów News
Reklama

Jak na razie próżno szukać zawodnika lub zawodniczki w wadze przystającej do ustępującego prezydenta – pisze w Emisji Weekendowej Łukasz Sikora. 

Mieszkańcy stolicy Podkarpacia mają ostatnio powód do pogłębionych rozważań na temat przyszłości swojego miasta, a to w związku z decyzją prezydenta Rzeszowa o starcie w wyborach parlamentarnych. Jak już wiadomo, Tadeusz Ferenc został numerem jeden na liście Koalicji Obywatelskiej, zawiązanej przez Platformę Obywatelską, Nowoczesną, Partię Zielonych oraz samorządowców.

„Jedynka” na sejmowej liście okręgu nr 23 nie oznacza oczywiście automatycznej wygranej, ale elekcyjna praktyka ostatnich lat pokazuje jednak, że niemal zawsze jest to karta biorąca. Można zatem z dużą dozą prawdopodobieństwa przypuszczać, że szef rzeszowskiego ratusza do Sejmu się dostanie. No a co z Rzeszowem?

Sytuacja z pozoru jest prosta, bo oczywiście ktoś miastem zarządzać musi. W sytuacji objęcia przez Ferenca mandatu posła nieuchronny scenariusz dla Rzeszowa to rządowy komisarz, powołany na krótki okres, aby przygotować samorząd do kolejnych wyborów na główny fotel w zabytkowym gmachu na Rynku.

Tym komisarzem niemal na pewno zostanie osoba związana z PiS-em, a personalna giełda powoli się rozkręca, chociaż akurat nie te personalia będą finalnie najważniejsze. O wiele bowiem istotniejsze z punktu widzenia mieszkańców będzie to, na kogo będą mogli zagłosować w wyborach na nowego burgmajstra. A tutaj jak na razie próżno szukać zawodnika lub zawodniczki w wadze przystającej do ustępującego prezydenta.

Pomijając domysły co do genezy decyzji Tadeusza Ferenca o starcie do Sejmu (on sam zechce zapewne zabrać w tej kwestii głos), należy powiedzieć jedno – jego niemal dwie dekady na stanowisku prezydenta Rzeszowa odmieniły gród nad Wisłokiem w sposób bezdyskusyjny. Z zaścianka na rubieży stolica Podkarpacia stała się miastem, które regularnie wygrywa albo zajmuje czołowe miejsca w rankingach bezpieczeństwa, komfortu życia, estetyki miasta, poziomu inwestycji, a nawet zarobków.

Oczywiście, nie brakowało także słów krytyki, jednak w całościowym zestawieniu trudno nie zauważyć, że każde swoje wybory samorządowe Ferenc wygrywał w I turze, wręcz gromiąc swoich konkurentów. I właśnie z tą żyjącą legendą poważanego i rozpoznawalnego gospodarza będą się musieli zmierzyć przyszli kandydaci lub kandydatki na schedę po obecnym prezydencie.

W związku z powyższym zdaje się jednak, że jeszcze nie wszystko zostało „na mieście” powiedziane. Nie spodziewam się bowiem, że „jedynka” KO ot tak, pozostawi uwielbiane przez siebie miejsce i po prostu odda lejce w ręce kogokolwiek. Nie znaczy to oczywiście, że osoba z oficjalnym poparciem prawdopodobnego posła-in-spe będzie miała rzeszowską wygraną w kieszeni.

Pewne natomiast jest, że opinia Ferenca nie pozostanie obojętna dla wielu mieszkańców miasta jeszcze przez lata.

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: