Fot. Bartosz Frydrych / Rzeszów News
Reklama

– Zapłakanie się w kącie, tudzież w niepublicznych mediach, może być jedynie przyczynkiem do uzyskania tytułu klasowej beksy. Z bezterminową datą ważności – pisze w najnowszej Emisji Weekendowej Łukasz Sikora. 

Grzegorz Schetyna stwierdził po przegranych przez Koalicję Europejską wyborach do PE, że jedyny koalicyjny mandat z Podkarpacia, który wywalczyła Elżbieta Łukacijewska, zdobyty został dzięki społeczności napływowej zamieszkującej gminę Cisna, z której to europosłanka pochodzi. Wyjaśnił, że to mieszkający w tej bieszczadzkiej gminie eks-dolnoślązacy, tudzież inni interiorowi repatrianci załatwili Łukacijewskiej kolejną, trzecią już kadencję w PE.

Bieszczadzka riposta była łagodna acz stanowcza, łącznie ze zwróceniem Schetynie uwagi na jakość i intensywność pracy w kampanii oraz niekoniecznie trafny dobór składu osobowego, czy też miejsc na liście.

Ktoś powie, a cóż tu rozpatrywać, skoro PiS nie po raz pierwszy pozamiatał na Podkarpaciu, wykręcając rekordowe 65-procentowe poparcie, w dodatku przy dwukrotnie wyższej frekwencji, aniżeli przed pięcioma laty?

Faktem jest, że dla ludzi popierających prezesa Kaczyńskiego nie ma większego znaczenia, czy ktoś napływowy, czy nie, i to zarówno po stronie wybierających, jak i wybieranych (vide przykład Józefiny Hrynkiewicz z wyborów parlamentarnych 2015).

Dla opozycji z kolei wprost przeciwnie, bo kontr-pisowym spadochroniarzom w naszym regionie wiedzie się raczej średnio, o czym zresztą nie pierwszy raz przekonuje właśnie przykład Elżbiety Łukacijewskiej, która niegdyś musiała się mierzyć (zwycięsko) z Marianem Krzaklewskim, a w dopiero co zakończonej kampanii z dość anonimowym w tej okolicy Czesławem Siekierskim.

Gdyby spróbować podsumować te napływowo-miejscowe dumania różnych polityków i efekty z nich wynikające, dla mnie jeden wniosek jest fundamentalny: straszenie PiS-em odbiło się opozycji totalną czkawką.

Do powyższego doszło jeszcze smętne pojękiwanie, że kampanię wsparła machina propagandy z publicznych mediów, pieniężne rozdawnictwo Morawieckiego, a być może nawet sprzyjająca faza księżyca. I o ile dwa pierwsze argumenty są bezwarunkowo prawdziwe, to zapłakanie się w kącie, tudzież w niepublicznych mediach, może być jedynie przyczynkiem do uzyskania tytułu klasowej beksy. Z bezterminową datą ważności.

Tymczasem lud PiS-u świętuje na całego, a i elektoratowi Łukacijewskiej pogrozić też potrafi, jak np. entuzjastyczny forumowicz z portalu DoRzeczy: „Bardzo często do tej Cisnej nie tylko biegałem, ale i tam swoje pieniądze wydawałem. Ani grosza złamanego ode mnie i od moich licznych dzieci te …uje antypolskie żydoszczyny popierające już więcej nie zobaczą. W Bystrym czy w Ustrzykach je teraz wydam. Żeby im Arabów i Negrów tam jeszcze posłali z tej Unii (…)”

Pytanie otwarte do opozycji: naprawdę TAKIEGO przeciwnika nie da się pokonać, tylko łkać po kątach?

Reklama
UDOSTĘPNIJ
Poprzedni artykułKierowcy MPK wpychają się na lewy pas. Jazda “na cwaniaka” czy konieczność?
Następny artykułRusza rekrutacja kandydatów na studia w WSPiA!
O autorze: od 1999 roku w mediach, m.in. jako wicenaczelny Super Nowości, dyrektor oddziału Dziennika Polskiego oraz członek Rady Programowej TVP w Rzeszowie, a także jako współzałożyciel i zastępca naczelnego White Eagle, największego polonijnego magazynu w USA. Nauczyciel akademicki w Wydziale Dziennikarstwa rzeszowskiej WSIiZ. Od 2009 roku w branży lotniczej.

NAPISZ KOMENTARZ: