Fot. Tomasz Modras / Rzeszów News. Na zdjęciu Tadeusz Ferenc
Reklama

– Kolejny raz władze Rzeszowa udowadniają, że nie rozumieją roli terenów zielonych w mieście – twierdzi część rzeszowskich radnych, którzy znów sprzeciwili się zabudowie terenów zielonych zielone między ul. Ziemowit i ul. Łukasiewicza na os. Zalesie. 

Zgodnie z zapowiedziami na wtorkową sesję Rady Miasta ponownie wrócił temat os. Zalesie. Radni PO oraz PiS są w tej sprawie nieugięci – nie chcą, by ponad dwuhektarowy teren  między ul. Zimowit a ul. Łukasiewicza został zabudowany. Dołączyło do nich dwóch radnych proprezydenckiego  Rozwoju Rzeszowa – Witold Walawender i Mirosław Kwaśniak. „Za” przyjęciem uchwały, która dopuściłaby zamianę terenu zielonego na działkę budowlaną, na której powstałaby głównie zabudowa jednorodzinna był Waldemar Wywrocki (Rozwój Rzeszowa).

Przypomnijmy, że jest to już druga z serii uchwała, którą ratusz chce w tej sprawie przeforsować. Tym razem  w projekcie uchwały został wyrzucony zapis o możliwości zabudowy wielorodzinnej. Genezę całego sporu opisywaliśmy TUTAJ.

Na wtorkowej sesji, podobnie jak miesiąc temu, znów pojawili się mieszkańcy os. Zalesie.

Andrzej Dec (PO), przewodniczący Rady Miasta, twierdzi, że choć z uchwały usunięto zapis o możliwości zabudowy wielorodzinnej, to nie ma też gwarancji, że bloki tam ostatecznie nie powstaną.

 –. Nie może być tak, że ktoś kupuje działki, mając świadomość, że są to tereny zielone, i oczekuje, że zostanie zmieniony plan, bo chce budować mieszkania – dodaje Dec.

Marcin Fijołek, szef opozycyjnego klubu PiS, stwierdził z kolei, że to dobry moment, aby w końcu zacząć myśleć o interesie miasta i jego mieszkańców, a nie deweloperów.

– Kolejny raz władze Rzeszowa udowadniają, że nie rozumieją roli terenów zielonych w mieście, które spełniają podstawową  funkcję dla mieszkańców – są miejscem rekreacji i wypoczynku  – argumentował Fijołek.

– Trendem światowym jest to, że duże miasta odzyskują tereny zielone. A my co robimy? Chcemy je zabudować. Prezydent zawsze mówi, jak jest problem, że ludzie protestują, a miasto musi się rozwijać. A przecież miasto to właśnie ludzie – przekonywał szef klubu PiS w Radzie Miasta, za co od mieszkańców os. Zalesie otrzymał gromkie brawa.

Jolanta Kaźmierczak (PO) również wtórowała swoim przedmówcom, jasno sprzeciwiając się temu, aby działać na korzyść dewelopera, który chce zabudowywać os. Zalesie.   – Nasz sprzeciw to sygnał dla inwestorów, że nie będziemy robić tak, aby inwestor na zmianach pozyskał korzyści finansowe. Tym bardziej, jeśli wcześniej teren był zapisany z przeznaczeniem na zielony –  twierdzi szefowa PO w Radzie Miasta.

– Pokażmy, że Rzeszów to miasto innowacyjne, nowoczesne, ale również przyjazne dla mieszkańców  – dodaje. 

Danuta Solarz (PiS) zaapelowała również,  by ratusz uwzględnił protesty mieszkańców.  

– Tereny zielone są równie ważne w mieście, jak budowa dróg i mostów – twierdzi Solarz.

Nagonkę na „złych” deweloperów, którzy są rzekomo winni temu, że teren zielony na os. Zalesie chcą zabudować, złagodził nieco Konrad Fijołek z Rozwoju Rzeszowa.

– Pamiętajcie, że deweloper to nie diabeł.  Mamy dziś do czynienia ze zjawiskiem, którego przyczyną nie jesteśmy ani my, ani prezydent, a gospodarka. Ktoś miał swój teren, odzyskał go, bo miasto nie wywiązało się z planów. I teraz ten ktoś ma prawo sprzedać teren deweloperowi – tłumaczył wiceprzewodniczący Rady Miasta.  

Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, zarzucił gównie radnym PiS, że ich wypowiedzi są  „pod publiczkę”, a nie myślą o  przyszłości.

– Ci sami radni, którzy dbają teraz o interesy mieszkańców, wcześniej mówili, żeby nie dawać pieniędzy z rządowych programów dla Rzeszowa, tylko gdzie indziej, bo stolica Podkarpacia za dużo z nich korzysta. Tak wygląda właśnie ich dbanie o interesy miasta – mówi Tadeusz Ferenc.

Podczas sesji głos w imieniu mieszkańców os. Zalesie zabrał Paweł Macek, który zaapelował do Ferenca.

– Panie prezydencie, nie idź pan tą drogą, która jest wbrew oczekiwaniom lokalnej społeczności. Wszyscy wiemy, że formalnie teren ten ma być zielony, a deweloperowi można powiedzieć teraz: „widziały gały, co brały”. Nie może nas pan stawiać pod ścianą i zmuszać do zmian. Proszę, aby zaniechać kolejnych inicjatyw przedstawiania tych samych zmian na kolejnych sesjach, bo nie ma naszej zgody na taką zabudowę  – mówił z ratuszowej mównicy Paweł Macek.  

Zwrócił się on również z prośbą do Andrzeja Deca,  aby pokazać, w jaki sposób głosowali radni.

– Aby wiedzieć, kto w przyszłorocznych wyborach będzie zasługiwał na reelekcje – dodał na koniec Paweł Macek. 

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

Comments are closed.