Zdjęcie: Pixabay
Reklama

Ratusz zamierza kupić drona jeszcze w lutym. Czeka na oferty dostawców. Sprzęt do badania dymu z kominów wykorzysta straż miejska.

– Zapytanie ofertowe zostało ogłoszone. Prezydent Rzeszowa Tadeusz Ferenc zdecydował, że urządzenie kupimy przed końcem lutego – zapowiada Artur Gernand z biura prasowego Urzędu Miasta w Rzeszowie.

Dron do badania dymu z kominów może kosztować miasto nawet 100 tys. zł. Oficjalnej sumy, którą ratusz jest skłonny wydać na tego typu sprzęt, urzędnicy jednak nie wskazują. – Nie chcemy niczego sugerować dostawcom – słyszymy w magistracie. 

Urządzenie trafi do straży miejskiej. Mają je obsługiwać wykwalifikowani strażnicy. – Wytypujemy strażników, którzy przejdą szkolenia potrzebne do obsługi drona. Tak aby tuż po jego kupnie można rozpocząć pracę – tłumaczy Gernand. 

Walka ze smogiem

To nie pierwsza inicjatywa miasta w walce o czystsze powietrze w stolicy Podkarpacia. Ratusz planuje ogłosić trzeci nabór wniosków na dofinansowanie wymiany pieców, tzw. kopciuchów. Konkretne daty na razie nie są znane.

Programu współfinansuje Unia Europejska. Dotychczas w ramach wsparcia wymiany źródeł ciepła na terenie Rzeszowa i okolicznych gmin odbyły się dwa nabory. W pierwszym zatwierdzono 132 wnioski indywidualne, a w drugim – 24. W obu naborach przyznano też pieniądze 36 wspólnotom mieszkaniowym. Program oferuje dotację w wysokości 70 proc. kosztów wymiany. 

Kary za palenie odpadami

W mroźne i bezwietrzne dni Rzeszów boryka się ze smogiem. Do ratusza coraz częściej dzwonią sfrustrowani mieszkańcy.

– Jest sporo zgłoszeń, w których wskazywane są konkretne domy, gdzie mogą być spalane niedozwolone substancje, głównie odpady – mówi Artur Gernand. – Straż miejska zjawia się na miejscu, może pobrać próbki z paleniska, a gdy podejrzenia się potwierdzą, ukarać taką osobę mandatem lub przekazać sprawę do sądu – dodaje. 

W ostatnich dniach straż miejska ukarała mandatem rodzinę, która spalała w piecu odpady, m.in. meble. 

– Ocena tego, co znajdowało się w żarze, była niemożliwa. W kotłowni, poza drewnem i węglem, znajdowały się jednak odpady. Funkcjonariusze więc, ponieważ zachodziło podejrzenie co do spalania niedozwolonych substancji, pobrali próbki popiołu – relacjonuje Marek Kruk, zastępca komendanta Straży Miejskiej w Rzeszowie.

Wyniki badań potwierdziły podejrzenia strażników. – Właściciel posesji, który zapoznał się z analizą, nie miał żadnych zastrzeżeń. Przyjął 300-złotowy mandat – twierdzi Kruk.

Aktualnie strażnicy pracują nad kolejną sprawą. Tym razem przekażą ją sądowi. – Mężczyzna nie poczuwa się do odpowiedzialności. Upiera się, że nie spalał odpadów – twierdzi Marek Kruk. 

To nie pierwszy taki przypadek. W styczniu na wniosek straży miejskiej sąd ukarał innego „palacza” odpadami grzywną w wysokości 1000 zł. Najwyższy wymiar kary za tego typu przewinienie to 5000 zł. 

(cm)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: