„Niech jadą!” – burza w Sejmie po wypowiedzi podkarpackiej posłanki PiS o lekarzach

36
Fot. Piotr Woroniec / Rzeszów News. Na zdjęciu Józefa Hrynkiewicz
Reklama

„Skandaliczne słowa” – tak Platforma Obywatelska komentuje słowa podkarpackiej posłanki PiS Józefy Hrynkiewicz, która podczas czwartkowej dyskusji w Sejmie o proteście głodowym młodych lekarzy, powiedziała, że jak im się nie podoba w Polsce, niech wyjadą za granicę.

O posłance Hrynkiewicz mówi cała Polska. W czwartek w Sejmie dyskutowano m.in. o trwającym od 2 października w Warszawie proteście głodowym ok. 20 lekarzy rezydentów, którzy postulują zwiększenie pieniędzy na służbę zdrowia.

Głos w sejmowej dyskusji, której w loży dla gości przysłuchiwali się młodzi lekarze, zabrała m.in. posłanka Platformy Obywatelskiej Lidia Gądek. Przypomniała słowa obecnego ministra zdrowia Konstantego Radziwiłła, który w 2015 r. pytany, ile powinni zarabiać lekarze rezydenci odpowiedział, że minimum dwie średnie krajowe. Młodzi lekarze zarabiają obecnie ponad 2 tys. zł. 

– Ci młodzie ludzie w każdej chwili mogą wyjechać, bo są świetnie wykształceni, znają języki, ale chcą pracować dla nas… – zaczęła Gądek.

I w tym momencie przerwała, wskazując jednocześnie palcem na ławy sejmowe, gdy jeden z posłów rzucił tekstem: „Niech jadą”. Szybko się okazało, kto. 

„Antynobel z dziedziny medycyny”

Gądek nie wytrzymała: – Słuchajcie, to do was powiedziała posłanka PiS-u: „Niech jadą”, „Niech jadą”. Zamiast wam podziękować, pochylić czoła za to, co robicie dla całej ochrony w Polsce, to słyszymy: „Niech jadą” – mówiła do lekarzy Lidia Gądek.

Jak się okazało słowa „Niech jadą” wypowiedziała podkarpacka posłanka PiS Józefa Hrynkiewicz. Wywołało to burzę w Sejmie. Platforma Obywatelska słowa Hrynkiewicz określiła „skandalicznymi”. Na Twitterze został utworzony hashtag #NiechJadą”. 

„#NiechJadą? Młodzi, wykształceni lekarze? Niewiarygodne. PiS, skoro to jest wasza jedyna rada na protest medyków, to sami wyjedźcie” – zaproponował Grzegorz Schetyna, lider PO. 

„To program PiS dla służby zdrowia. Wypychanie młodych lekarzy za granicę” – napisał z kolei Krzysztof Brejza, poseł PO. „Antynobla z dziedziny medycyny otrzymuje dziś posłanka Józefa #NiechJadą” Hrynkiewicz z PiS” – skomentował Jakub Stefaniak, rzecznik PSL. 

Słowa Józefy Hrynkiewicz komentują również dziennikarze. „Kiedyś było „Lekarze w kamasze”, teraz „Niech jadą” – tyle czasu musi upłynąć, by nie zmieniło się nic. A gdzie władza bliżej ludzi?” – zapytała Agnieszka Gozdyra, dziennikarka Polsat News. 

Głodówka lekarzom nie przystoi?

Józefa Hrynkiewicz potem ze swoich słów tłumaczyła się przed kamerą TVN24. „Nikogo nigdy nie zachęcałam do wyjazdu” – przekonywała. „Boję się tylko tego szantażu, który nieustannie jest prezentowany, nie przez lekarzy, tylko przez polityków. Nie chcę rozmowy pod presją szantażu, że lekarze wyjadą” – mówiła posłanka PiS.

Stwierdziła, że jest za tym, by „lekarze, murarze, czy dziennikarze pracowali tam, gdzie chcą”. A o swoich słowach „Niech jadą” powiedziała, że padły z jej ust w „pewnym rozgoryczeniu, żalu”. Hrynkiewicz skrytykowała młodych lekarzy za formę protestów, czyli głodówkę. Według posłanki takie formy protestu „przystoją do walki o wolność, niepodległość”.

„Ludzie o to walczyli, o wolność sumienia. Natomiast to jest walka o pieniądze. Te pieniądze, w miarę możliwości, jakie ma Polska, jakie ma budżet, jakie wypracowuje gospodarka, idą do systemu ochrony zdrowia. Jest ich wielokrotnie za mało” – mówiła Józefa Hrynkiewicz.

Hrynkiewicz w Sejmie jest już drugą kadencję. Zarówno w 2011 roku, jak i w 2015 r. startowała z pierwszego miejsca listy PiS w okręgu rzeszowskim. Józefa Hrynkiewicz jest profesorem nauk humanistycznych.

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

36 KOMENTARZE

  1. Mówi o walce o wolność i ,eże ta lekarzy niegodna.

    Sama walczy godnie i skutecznie o glodową pensje 280.000 rocznie. : )

    Ma tupet ta pani NIECH JADĄ .

  2. „Jestem lekarzem z 15 letnim stażem zaczynałem od 1400 na rękę 2 dzieci , 3 etaty i dyżury,nie płakałem tylko zap… na doświadczenie,teraz zarabiam dobrze, jestem w- ce szefem dużego oddziału, te szczylki to dla mnie wstyd,3 lata opier… się na stażach za 6 tys,granda”

    „To wyłącznie propaganda dla tiwiu, rezydencie chcesz zarobić: dam Ci dyżury, idź do POZ tam nie ma nikogo…. aaaa zapomniałem dla Ciebie 4 dyżury w m-cu to za dużo,spoks, rozumiem,ale pamiętaj medycyny nie nauczysz się na materacu w holu, a ludzie płaca za wiedzę, pamiętaj”

    „Nie popieram petycji o podwyżki dla Was tylko z tego względu ze nie jest to moment aby walczyć o kasę bezpośrednio dla Was. Stad mój tweet z wczoraj. Mocny ale oddaje to co myśli cześć starszych kolegów, którzy wypruwali żyły żeby uzyskać specjalizacje. Życzę Wam chłodnych głów”

    • będąc żywo zainteresowanym protestem rezydentów i wspierając go z całym przekonaniem, postanowiłem podzielić się pewnymi spostrzeżeniami. Będzie to tekst nietypowy, bo pisany przez męża rezydentki. Nie jestem lekarzem, ale sytuacja młodych medyków dotyka mnie osobiście. I to mocno.

      Dlaczego teraz? Czara goryczy przelała się podczas czytania skrajnie negatywnych, internetowych komentarzy i, co gorsza, podczas wsłuchiwania się w równie negatywnie nacechowany dyskurs publiczny.

      Pewne słowa muszą zostać wypowiedziane.

      Dla czystości rozumowania i czystości wywodu skupmy się w niniejszej wypowiedzi stricte na lekarzach rezydentach.

      Rozpocznijmy od studium przypadku.

      Wirtualnego, ale niekoniecznie rzadko spotykanego (gwoli ścisłości, wszelka zbieżność imion i sytuacji jest przypadkowa, a niniejszy opis nie tyczy się mojej żony).

      Kasia kończy liceum, ma 19 lat. Od zawsze marzyła o zostaniu lekarzem. Jest rok 2000. Niestety rozszerzona matura z fizyki, chemii i biologii przynosi jej nieco mniej punktów, niż potrzebuje, żeby zrealizować swoje marzenie.
      Nie załamuje się, za rok próbuje ponownie. Sukces. W roku 2001-szym rozpoczyna studia. Ponieważ są bardzo, bardzo wymagające, a liceum nie przygotowało jej do aż tak dużego wysiłku – oblewa rok. Studia kończy w 2008-mym. Ma 27 lat.
      Rozpoczyna staż podyplomowy. Zarabia 1631.71 zł netto, ale na szczęście w Warszawie mieszkają jej rodzice, także ma gdzie spać. Po skończeniu stażu zdaje LEK i, co nietypowe dla lekarzy, za pierwszym razem dostaje się na wymarzoną specjalizację – hematologię! W roku 2009, w wieku 28 lat rozpoczyna rezydenturę. Dyżuruje 5-6 razy w miesiącu (po 24 godziny), rzadko wychodzi z pracy przed 18, a twarze pacjentów śnią się jej w nocy w przerwach między nerwowym przewracaniem się z boku na bok.
      W międzyczasie, jakimś zupełnym cudem (bo nie ma zazwyczaj na to czasu), poznaje Tomka. Biorą ślub. W 3 roku rezydentury (rok 2012), w wieku 31 lat zachodzi w pierwszą ciążę. Ponieważ na hematologii nie mogą pracować ciężarne kobiety (z uwagi na zagrożenie dla płodu), jest zmuszona do pójścia na L4. Po L4 bierze rok macierzyńskiego – chciałaby szybciej wrócić do pracy, ale jej mąż pracuje jako magazynier i zarabia 50% więcej, więc byłoby to nielogiczne z punktu widzenia dobra jej rodziny.
      Wraca do pracy w roku 2014, w wieku 33 lat. Pracuje rok, do 2015. Mało śpi, rzadko widzi dziecko, jeszcze rzadziej męża.
      Ma 34 lata, właściwie jeśli chciałaby mieć drugie dziecko, to jest to niemal ostatni moment. Wspólnie z mężem podejmują decyzję i Kasia zachodzi w ciążę. Jest rok 2015.
      W 2017 roku, w wieku 36 lat Kasia wraca do szpitala. Pracuje, już bez przerw, do 39 roku życia. Starsze dziecko zastanawia się, czy w tym tygodniu zobaczy swoją mamę.
      Jest rok 2020. Kwiecień. Na jej konto wpływa wynagrodzenie w wysokości 2776.58 zł. I tak ma szczęście. Jej specjalizacja jest deficytowa. Średnia krajowa właśnie przekroczyła 5000zł.

      Kim jest lekarz rezydent?

      Lekarz rezydent ukończył 6 letnie studia medyczne, będące jednymi z najbardziej wymagających merytorycznie kierunków wykładanych na polskich uczelniach. W trakcie tych studiów często uczył się, gdy inni się bawili, a piękne, majowe poranki spędzał w prosektorium. Po skończeniu studiów nastąpił okres przygotowań do LEKu – Lekarskiego Egzaminu Końcowego, którego wynik decyduje o dostaniu się na wymarzoną specjalizację.
      Zazwyczaj młodzi lekarze przystępują do egzaminu minimum 3-krotnie, na początku stażu podyplomowego, w połowie oraz na końcu. Po zdaniu LEKu i ukończeniu stażu podyplomowego lekarz rezydent zostaje pełnoprawnym lekarzem – z tzw. “pełnym prawem wykonywania zawodu” i od tego momentu zaczyna ponosić odpowiedzialność za życie i zdrowie swoich pacjentów – czyli nas.

      Jak się dostać na rezydenturę, czyli studium patologii.

      Po skończeniu stażu zaczyna się nabór na rezydentury. Jest to proces tak nasycony patologiami, że aż ciężko spuentować to w paru zbornych zdaniach. Najważniejszy problem jest następujący – każdy lekarz może złożyć podanie o przyjęcie na specjalizację tylko w jednej dziedzinie, tylko w jednym województwie. Nie ma drugich, czy trzecich wyborów. W związku z tym, gdy np. w Warszawie są 2 miejsca specjalizacyjne na chirurgii naczyniowej, a startuje osób 10, 8 osób zostaje bez rezydentury.
      W tej samej Warszawie na 4 miejsca z chirurgii ogólnej zgłosiły się 2 osoby. Logicznym byłoby stworzenie osobom, które się nie dostały, możliwości podjęcia rezydentury w pokrewnej dziedzinie. ALE NIE. SYSTEM NIE POZWALA. Tym sposobem 8 osób zostaje bez rezydentury, a w szpitalu X brakuje 2 bardzo pilnie potrzebnych lekarzy. Co więcej, w Krakowie mogło się okazać, że na 2 miejsca z chirurgii naczyniowej nie zgłosił się nikt. Czy któryś z 8 chętnych do przeprowadzki może podjąć tę rezydenturę? NIE. SYSTEM NIE POZWALA.

      Dlaczego o tym piszę? Ponieważ system ochrony zdrowia w Polsce jest patologiczny i te patologie objawiają się już na etapie kształcenia lekarzy, której logiczne zorganizowanie jest zadaniem trywialnym.

      Dlatego chwała rezydentom za to, że podjęli rękawice, żeby te patologie zmienić.

      Wracając do głównego wątku. Po dostaniu się na specjalizację i otrzymaniu rezydentury lekarz przez 4-8 lat odbywa specjalizację. W jej trakcie niejednokrotnie pełni zadania specjalisty, bierze więcej odpowiedzialności, niż jest na to gotowy i okupuje to dużym stresem. Często pracuje dużo więcej, niż wynosi ustawowy czas pracy.

      To tyle jeśli chodzi o wstęp, a teraz popatrzmy na konkretne zarzuty, które krążą w “internetach”, a co gorsze, również w dyskursie publicznym.

      Zarzut 1 – “wszyscy lekarze w Polsce zarabiają doskonałe pieniądze, a strajk to przejaw pazerności”

      Zdementujmy tę informacje raz na zawsze. Nieraz słyszy się zawrotne sumy oscylujące w granicach od 5000-6000 tysięcy, do parunastu tysięcy złotych. Zazwyczaj im mniej kto zaznajomiony z tematem (lub im bardziej politycznie ma związane ręce), tym wyższe kwoty podaje. Wśród lekarzy specjalistów prowadzących prywatną działalność oczywiście takie przypadki się zdarzają, ale skupmy się na lekarzach rezydentach (na podstawie aktualnego rozporządzenia MZ).
      Prawdziwe sumy to:
      2007 zł brutto (1464.97 zł netto) dla lekarza stażysty,
      3170 zł brutto (2275.20 zł netto) dla lekarzy specjalizacji niedeficytowej przez pierwsze 2 lata trwania rezydentury,
      3458 zł brutto (2475.36 zł netto) dla lekarzy specjalizacji niedeficytowej przez kolejne lata trwania rezydentury (2-6 lat, łącznie 4-8 lat),
      3602 zł brutto (2576.43 zł netto) dla lekarzy specjalizacji deficytowej przez pierwsze 2 lata trwania rezydentury,
      3890 zł brutto (2776.58 zł netto) dla lekarzy specjalizacji deficytowej przez kolejne lata trwania rezydentury (2-6 lat, łącznie 4-8 lat).

      Aktualna wartość średniej pensji wynosi 4220.69 zł (na podstawie aktualnych danych GUS).

      Popatrzmy więc na te kwoty ponownie. Lekarz rezydent specjalizacji niedeficytowej zarabia, po 6 latach studiów, roku stażu i 5 latach pracy i odbywania specjalizacji 81,93% średniej krajowej z II kw. 2017 i 61,21% (!) średniego wynagrodzenia w Warszawie (patrz załączona tabela).

      Czy to są doskonałe zarobki i chęć zmiany sytuacji to pazerność – pozostawiam Waszej opinii.

      I jeszcze jedna rzecz. Skoro już udowodniliśmy sobie, że kwoty nie są oszałamiające i w związku z tym nie powinno dziwić, że budzą zażenowanie, warto odnotować kolejną sprawę. Podniesienie płac jest tylko jednym z wielu postulatów (zgłaszanych przez Porozumienie Rezydentów), które mogą uzdrowić polską ochronę zdrowia. Życzę kolejnym ministrom zdrowia tylu racjonalnych pomysłów, ile dotychczas już wypracowało porozumienie rezydentów.

      Zarzut 2 – “a bo inni mają gorzej”

      Tutaj będzie krótko. Czy uważasz, że jako kasjerka zarabiasz za mało? Protestuj i walcz. Masz moje pełne wsparcie. Nie odbieraj prawa do protestu młodym lekarzom.
      Uważasz, że jako ekonomista, zbrojarz, asystent projektanta konstrukcji zarabiasz za słabo? Protestuj, walcz, szukaj lepszych ofert. Nie odbieraj prawa do protestu młodym lekarzom.

      Jeśli mój sąsiad kupi sobie Teslę Model S to pogratuluję mu z uśmiechem i zapytam o radę – jak ja mogę taką Teslę kupić. Apeluję. Nie bądźmy tym burakiem co zardzewiałym od zawiści gwoździem rysuje karoserię.

      Uważam, że każdy ma prawo walczyć o poprawę swojego losu. Cieszę się, jeśli zarabiasz lepiej ode mnie. To mnie inspiruje Chcę zarabiać jeszcze lepiej. Idźmy razem do przodu, zamiast ciągnąć się nawzajem na dno.

      Pojawiają się też opinie, że kiedy jeden sektor budżetowy dostaje więcej, to drugi siłą rzeczy będzie pokrzywdzony, bo tort (budżet państwa) jest tylko jeden i w związku z tym z pustego Salomon nie naleje. I tak, i nie.

      Kiedy tort jest jeden i ktoś chce wziąć dokładkę, to komu innemu może zabraknąć, ubolewam nad tym. Uważam natomiast, że każdy powinien mieć prawo protestować, każdy powinien móc publicznie uzasadnić, dlaczego zasługuje na większy kawałek. Pozostali goście powinni to umożliwić, a nawet jak im się nie podoba, to przynajmniej nie przeszkadzać. A wiecie dlaczego? Bo kiedy nikt nie protestuje, to TORT SIĘ KURCZY. Dokładnie tak. Gospodarka rośnie dynamicznie, a pensje stoją w miejscu. Tak samo lekarze, jak i nauczyciele, jak i historycy powinni domagać się przynajmniej tego, żeby tort był równie duży w stosunku do wielkości organizowanego przyjęcia. Bez protestów gwarantuję Wam, że przez kolejne dziesięć lat nic by się nie zmieniło. Po co rząd ma dokładać do interesu „swoją kasę”, skoro nikt słowem nie piśnie, że jest mu źle.

      Zarzut 3 – “a bo studia medyczne są takie strasznie drogie, oddajcie państwową kasę złodzieje”

      Prawo jest równe dla wszystkich. Chcemy płatnych studiów dla WSZYSTKICH? Zwołajmy referendum i głosujmy. Mam stuprocentową pewność, że najgorzej na takim rozwiązaniu wyjdą studenci kierunków humanistycznych i pedagogicznych. Efektem obciążenia kosztami studiów medycznych młody lekarzy będzie tylko jedno – jeszcze szybciej i jeszcze chętniej wyjadą zagranicę, dzięki czemu błyskawicznie będą mogli spłacić swoje uczelniane zadłużenie. Życzę takich samych możliwości absolwentom filologii polskiej i politologii z kredytem liczonym w ciężkich tysiącach złotych.

      Zarzut 4 – “a bo wszyscy lekarze dorabiają drugie albo i trzecie tyle na dodatkowych etatach”

      Pracuję jako asystent projektanta konstrukcji. Też czasami sobie dorabiam. Gdyby moja sytuacja życiowa mnie do tego zmusiła, w nocy szedłbym pracować za barem, albo jeździł taksówką. Albo w weekendy kładłbym ludziom w łazienkach kafelki. I co w związku z tym? I NIC! Uczciwe i godne wynagrodzenie powinno przysługiwać każdemu człowiekowi za etat. Każdy może pracować po 16 godzin, tylko że to jest sytuacja jednoznacznie PATOLOGICZNA. Godna płaca, za godną pracę, w godnych godzinach. Howgh.

      Zarzut 5 – “a bo później będziesz zarabiać krocie”

      To zależy. W niektórych specjalnościach możesz prowadzić prywatną działalność i wtedy jest lepiej. W niektórych jesteś skazany na państwową posadę, bo musisz mieć dostęp do szpitala (np. lekarz hematolog). I tutaj pierwszy cios w samo środowisko medyczne. Niestety w ochronie zdrowia panuje system feudalny i niejednokrotnie rozwarstwienie zarobków przekracza granice dobrego smaku. Gdyby bardzo zamożny starszy lekarz/lekarka, byli ciut mniej zamożni, a grupa młodych, zaczynających życie lekarzy mogła żyć nieco godniej, to byłaby to sytuacja bardziej uczciwa. Postuluję bardziej egalitarne relacje i mniejsze rozwarstwienie płacowe.

      Zarzut 6 – “a bo lekarze to na tych dyżurach ino śpiom i nic nie robiom”

      Moja żona rzadko kiedy pracuje mniej niż 10, 11 godzin dziennie. Często nie ma kiedy się napić herbaty, jeszcze częściej nie ma kiedy zjeść. Zdarzyło jej się do tych 11 godzin dziennie dołożyć w jednym tygodniu 3 dyżury po 24 godziny. Bo nie było wyjścia. Bo pacjenci zostaliby sami. Na dyżurze często nie zmruży oka. A jak zmruży, to zaraz się zrywa. Nikomu nie życzę tak ciężkiej pracy. Tak dużego stresu. Tak wielkiej odpowiedzialności. Odpowiedzialności za ludzkie życie. Przeżywania w domu po raz drugi i trzeci cierpienia obserwowanego w pracy. Nikomu nie życzę.

      Zarzut 7 – “lekarze protestują teraz, a za poprzedników nie, to protest polityczny”

      Pan Bartosz Arłukowicz, Pani Ewa Kopacz,Pan Konstanty Radziwiłł oraz Pan Donald Tusk i Pani Beata Szydło oraz Pan Jarosław Kaczyński są WSPÓŁODPOWIEDZIALNI za zaistniałą sytuację. Chwała rezydentom, że próbują własnymi, zakrwawionymi z bólu i wysiłku dłońmi zatrzymać ten pędzący ku przepaści pociąg, gołymi dłońmi chwytając się trakcji, chwytając się torów. Bez Waszej siły i determinacji za parę lat obudzilibyśmy się z kompletnym paraliżem systemu ochrony zdrowia w Polsce.

      Zarzut 8 – “lekarzom to się poprzewracało w głowach, trzeba im dokręcić śrubę”

      Popatrzmy prawdzie w oczy. Sytuacja młodych lekarzy jest bardzo zła. System ochrony zdrowia jest już prawie trupem. Czy mamy wybór? Czy możemy zrazić te niedobitki pozostałe na placu boju i wysłać jest wprost w otwarte ramiona brytyjskiej, niemieckiej, czy szwedzkiej ochrony zdrowia? Musimy sobie wreszcie uświadomić, że problemy ochrony zdrowia dotyczą nas wszystkich. I ile by życzeniowo nie myśleć, to na braku odpowiednio wykwalifikowanej kadry najbardziej przejedziemy się my, pacjenci.

      Zarzut 9 – “rezydentura to bardziej takie szkolenie, niż praca, więc nie można im płacić jeszcze gór złota”

      “Szkolenie”, w trakcie którego pracujesz 50, 60 albo i 70 godzin w tygodniu, odpowiadasz za ludzkie zdrowie i życie, a często nie masz nawet kogo zapytać o poradę. “Szkolenie”, w trakcie którego zostaje Ci, z braku laku, tylko “rozpoznanie bojem.” “Szkolenie”, w trakcie którego z pensji 2577.24 zł netto musisz opłacić sobie sam kursy po 2000zł, czy podręczniki w cenie paruset zł/sztuka. “Szkolenie”, w trakcie którego normalnie ludzie w Twoim wieku zakładają rodziny, kupują mieszkania i samochody, a Ty też chciałbyś pozwolić sobie na ten “luksus”.

      Zarzut 10 – “jak się nie podoba, to won z kraju”

      Nie prośmy się o guza, bo się w końcu doczekamy.

      Podsumujmy

      Lekarze to prawdopodobnie najlepiej wykształcona grupa zawodowa w kraju,
      Mają największą odpowiedzialność ze wszystkich zawodów i niewspółmiernie niskie wynagrodzenie,
      Strata młodych lekarzy jest szczególnie bolesna dla ochrony zdrowia i dla nas wszystkich,
      Paręset kilometrów na zachód lub północ lekarze mogą żyć godnie i dostatnio i absolutnie nic ich tu nie trzyma poza miłością do Ojczyzny, do rodziny, do przyjaciół. Ale jak się na da godnie żyć, to ta miłość może nie wystarczyć,
      Sytuację młodych lekarzy da się poprawić.

      I tu rodzi się zasadnicze pytanie, kluczowe dla zrozumienia, dlaczego system działa tak, a nie inaczej.

      Dlaczego żaden rząd nic z tym problemem nie robi?

      W Polsce jest 2.2 lekarza na 1000 mieszkańców, blisko 2 razy mniej niż np. w Niemczech. W związku z tym polskiemu lekarzowi nie można płacić godnie, bo jak się zacznie płacić godnie, to i lekarze zaczną pracować jak cywilizowani ludzie – na 1 etat. Jak zaczną pracować na 1 etat, to drugie tyle miejsc pracy pozostanie nieobsadzonych, kolejki wydłużą się tak, że oplotą 3 razy całą kulę ziemską, na ulice wyjdą pacjenci i poniosą rząd na widłach. Dlatego żadne rząd nie podejmuje się gruntownych reform. As simple as that.
      Ale kiedy się zrozumie całościowy obraz sytuacji, wtedy jasne się staje, że to casus z gatunku: “nie chcem, ale muszem.” Można jeszcze przez jakiś czas utrzymywać status quo, ale utrzymywanie statusu quo będzie z każdym miesiącem coraz trudniejsze i doprowadzi w efekcie końcowym do całkowitego paraliżu ochrony zdrowia. Wtedy PRZEGRAMY WSZYSCY. Politycy, obywatele, lekarze, pacjenci.

      Moje recepty

      Wzrost nakładów na ochronę zdrowia do zalecanego przez WHO minimalnego poziomu 6%, w następnej kolejności do postulowanego przez Porozumienie Rezydentów 6.8%, później do poziomu 8-9%, charakterystycznego dla krajów bardziej zamożnych,
      Zmiana patologicznego trybu rekrutacji na rezydentury,
      Wprowadzenie zakazu pracy powyżej 40 godzin w jednym miejscu pracy (patrz – kodeks pracy) oraz wprowadzenie zakazu pracy w sumarycznym wymiarze większym niż 200 godzin w miesiącu (wypoczęty lekarz, to lepiej leczony pacjent). Praca powyżej 200 godzin w miesiącu powinna być karalna, bo wiąże się z narażeniem na utratę życia lub zdrowia pacjentów,
      Wprowadzenie instytucji lekarza mentora, rzeczywiście szkolącego młodych lekarzy,
      Powiązanie na stałe wynagrodzenia lekarzy ze średnią pensją w gospodarce, wraz z corocznymi aktualizacjami tej kwoty,
      Zwiększenie limitów przyjęć na studia medyczne,
      Otwarcie się na lekarzy z państw mniej zamożnych, chcących podjąć pracę w Polsce,
      Zwiększenie liczby rezydentur,
      Wspieranie zrzeszania się lekarzy w silne związki zawodowe broniące ich praw i obowiązków,
      Całkowite zakazanie pracy w formie wolontariatu lub poniżej kwot ustalonych przez przepisy prawa.

      Wielki szacunek i wielki wsparcie dla głodujących rezydentów. Wasze poświęcenie może być ostatnim ratunkiem dla systemu ochrony zdrowia i dla nas, obywateli i pacjentów.

      Z wyrazami szacunku,
      Konrad Leski

      *Ten tekst pewnie napisałaby moja żona, rezydentka, gdyby nie pracowała 70-80 godzin w tygodniu.

      Porozumienie Rezydentów

      • @Marjan

        Wiem, że to niewiele zmieni, ale muszę to napisać. Mądry i rozsądny tekst. Gdybyśmy mieli w Polsce kulturę dyskusji to może odniósłby skutek. Niestety nie potrafimy myśleć strategicznie więc może sobie Pan dalej pisać do skutku.

        Przy okazji, radzę jednak z małżonką wyjechać. Głosowanie nogami to też sygnał, jeśli rzeczywiście zabraknie lekarzy to wtedy może ktoś się obudzi. Odrobina zdrowego egoizmu też się przyda. Zapewne szanowna małżonka niedługo i tak dowie się o sobie, że należy do kasty oszustów i łapówkarzy. Tak łatwiej, rozpętać nagonkę niż zmierzyć się z problemem.

    • Mam takie ciche marzenie że kiedyś pieniądze które jak tu piszą są na poprawę służby zdrowia trafią do pacjenta a nie lekarza. Do pacjenta który nie będzie musiał dostawać głodowych racji które tu się nazywa szumnie obiadem. Człowiek całe życie płaci te składki które idą na wielotysięczne płace lekarskie a potem nie daj Boże nieszczęście i dostanie 2 kromki chleba i 4 plasterki mortadeli + kubek herbaty albo jak ostatnio dostałem pomidorową. Coś jakby sok z kartonu pomidorowy przelać do talerza…

  3. wszytskim sr***cym teraz na lekarzy, zycze naprawde duzo zdrowia. Jedynie czasem bolesnej obstrukcji leczonej przez niedouczonego lekarza, zarabiajacego 1500 brutto najlepiej – kiedy Ci najlepsi juz dawno pojada zacheceni przez nasz przecudowny rzad.

    • Nie strasz, nie strasz, bo się zes**sz. Tak się składa, że Ci lekarze co najmniej zarabiają leczą najlepiej bo są prawdziwymi entuzjastami tego co robią i nie chcą więcej, bo drugiej du*y nie mają. Wielu patrzy jednak na kasiorę, a nie na pacjenta. Niestety, wiem to z bogatego doświadczenia.

  4. Ale sie pisowskie trolle uruchomily. Moze administrator rzuci okiem na ip bo Doktor i Ziuta to chyba korzystaja z jednego komputera. Moze towarzysz Ziemiec dorabia po godzinach piszac posty, bo co to jest 20tys na miesiac za pol godziny dziennie wciskania ludziom podlej propagandy.

    • Mylisz się dwukrotnie w dwóch pierwszych zdaniach.

      A propos rezydentów – obecnie zarabiają oni od 3170 do 3602 zł brutto za pierwsze dwa lata rezydentury. Po upływie dwóch lat ich wynagrodzenia rosną w widełkach od 3458 do 3890 zł brutto (w zależności od tego, czy specjalizacja w jakiej się kształcą jest deficytowa czy też nie).

      Wspomniane wynagrodzenia nie zmieniały się od 2009 roku. Wówczas to miała miejsce ostatnia podwyżka dla lekarzy rezydentów. Mimo upływu kolejnych lat bez podnoszenia pensji zasadniczej, nie organizowali oni jednak protestów. Zrobili to dopiero teraz, po tym jak Ministerstwo Zdrowia ogłosiło, że zamierza wypłacić podwyżki.

      Kwestią zupełnie naturalną jest dla mnie element negocjacji. Skoro pewne jest już to, że podwyżki będą i – co istotne – będą one co roku (propozycja resortu zdrowia zakłada coroczne podnoszenie pensji rezydentów), to pozostaje dogadanie się co do ich wysokości. Żądanie podwyżek do wysokości podwójnej średniej krajowej (tj. o ponad 120 proc.) jest jednak zupełnie nieracjonalne. Równie dobrze można żądać podwyżki do czterech średnich krajowych. Wyjdzie na to samo.

  5. I dobrze im powiedziała przynajmniej jedna z podkarpacia się nie pierdoli i mówi jak jest i jak większość myśli. Teraz zarabiają średnio 2500 złotych. Przyjechała do nich premier i im mówi że dostaną podwyżki od 90 do 150 złotych w następnym miesiącu i podwojenie do 5200 zł w 2020 roku a oni zerwali rozmowy bo chcą 9 tysięcy!

    Najlepiej robią portale które podają ile tak naprawdę zarabiają w różnych rejonach Polski ci biedni lekarze 🙂 Widział ktoś kiedyś biednego lekarza? No chyba że w tvn-ie hłe hłe

    http://www.echodnia.eu/strefa-biznesu/firma/a/swietokrzyska-lista-plac-bajeczne-zarobki-lekarzy,10312978/

  6. Starszym lekarzom można zabrać z 10% od pensji bo się już dorobili i im tyle na życie nie potrzeba. Z chęcią i solidarnie podzielą się z młodszymi kolegami, którzy już nawet 10 dni pracują i już strajkują.

  7. Ta pani co krzyczala „niech jada” sama zarobiła w 2016 roku 280 tys zl., to tak srednio ponad 23tys na miesiac, za plaszczenie dupska a tu jakas Ziuta mowi ze lekarze maja je**c za pol darmo 🙂 choc wiem ze dla sekty pisowskiej to zaden argument 🙂

    • Ta Pani po pierwszych dziesięciu dniach swej pracy zarabiała 1/3 średniej krajowej. Po latach pracy i zaangażowania doszła do tego co ma obecnie. Doktorzy na stanowisku adiunkta na rzeszowskich uczelniach z 20 letnim doświadczeniem zarabiają w tej chwili mniej niż chcą rezydenci na starcie. Kpina z ludzi i społeczeństwa w wydaniu rezydentów z kilkutygodniowym doświadczeniem.

      • Doktorzy z dwudziestoletnim doświadczeniem nie powinni pracować na stanowisku adiunkta, gdyż mają osiem na zrobienie habilitacji. A jeśli zostali zatrudnieni dopiero niedawno na stanowisku adiunkta i po dwudziestu latach doświadczenia wciąż nie mają dorobku pozwalającego zrobić habilitację, to nie wiem czy w ogóle powinni reprezentować polską naukę…

      • Z 10 dniowym czy 10 letnim tak samo chyba odpowiadaja za twoje zycie i zdrowie. jak mozna porownywac kogos kto trudni sie siedzeniem przy ksiazkach do kogos kto ma w rekach czyjes zycie. klocki w samochodzie tez zmieniasz u bibliotekarza za 20 zl bo mechanik woła 80?

        • Odpowiadać, a ODPOWIEDZIEĆ kiedykolwiek to różnica. Nie wymieniam klocków u głodującego mechanika po 10 dniowym stażu na warsztacie, który narzeka, że mało zarabia. Mam znajomego bibliotekarza fascynata, który pracuje w renomowanym serwisie samochodowym.

  8. Od dziesięciu dni grupa lekarzy rezydentów prowadzi głodówkę w hallu głównym Dziecięcego Szpitala Klinicznego w Warszawie. Domagają się m.in. wzrostu finansowania ochrony zdrowia, poprawy warunków pracy i podwyższenia wynagrodzeń. Odrzucają propozycje strony rządowej i wysuwają kolejne żądania – teraz chcą… debaty telewizyjnej. Internauci postanowili przyjrzeć się, kto bierze udział w proteście. Jeden przypadek jest szczególny.

    Zobaczcie tego lekarza rezydenta. 18.09.2017 protestujący stażysta dostał prawo do wykonywania zawodu, po 12 dniach 01.10. 2017, rozpoczął pracę w szpitalu. Nie przepracował nawet 10 dni JUŻ STRAJKUJE. Dodatkowo, jak widać, lubi protesty pod tęczowymi flagami, protesty w obronie sądów itp., a foto główne na profilu zapewne daje nadzieję na obcą pomoc. A kiedy czas dla pacjentów?

    Zawód lekarza związany jest z pewną postawą moralną. Tu chodzi o młodego człowieka, który zaczął strajkować dziesięć dni po rozpoczęciu stażu – finansowanego, co warte podkreślenia, z pieniędzy publicznych.
    Takie zachowanie stoi w sprzeczności, kłóci się z etosem lekarza.

    Fakty są następujące – polska służba zdrowia jest jedną z najmniej dofinansowanych w Europie. Według Światowej Organizacji Zdrowia minimum wydatków, jakie państwo powinno ponosić na służbę zdrowia to 6,8 procent PKB. W Polsce to dziś 4,7 proc. Efekt jest taki, że wielu dziedzinach ochrony zdrowia występują poważne deficyty finansowe, trzeba czekać w kilkumiesięcznych kolejkach na wizyty u lekarza, a pensje lekarzy rezydentów są niskie.

    A propo rezydentów – obecnie zarabiają oni od 3170 do 3602 zł brutto za pierwsze dwa lata rezydentury. Po upływie dwóch lat ich wynagrodzenia rosną w widełkach od 3458 do 3890 zł brutto (w zależności od tego, czy specjalizacja w jakiej się kształcą jest deficytowa czy też nie).

    Wspomniane wynagrodzenia nie zmieniały się od 2009 roku. Wówczas to miała miejsce ostatnia podwyżka dla lekarzy rezydentów. Mimo upływu kolejnych lat bez podnoszenia pensji zasadniczej, nie organizowali oni jednak protestów. Zrobili to dopiero teraz, po tym jak Ministerstwo Zdrowia ogłosiło, że zamierza wypłacić podwyżki.

    Kwestią zupełnie naturalną jest dla mnie element negocjacji. Skoro pewne jest już to, że podwyżki będą i – co istotne – będą one co roku (propozycja resortu zdrowia zakłada coroczne podnoszenie pensji rezydentów), to pozostaje dogadanie się co do ich wysokości. Żądanie podwyżek do wysokości podwójnej średniej krajowej (tj. o ponad 120 proc.) jest jednak zupełnie nieracjonalne. Równie dobrze można żądać podwyżki do czterech średnich krajowych. Wyjdzie na to samo.

  9. niech jadom a po co nam oni, miliony chcom dostawac a potem braknie na 500 plus, zeby tylko akcyzy nie podniosly bo wiadomo piwko wypic czeba

Comments are closed.