Reklama

Dni marszałka Władysława Ortyla i PiS-owskiego zarządu województwa są policzone? Opozycja szykuje przewrót. Zarząd nie dostał absolutorium za wykonanie ubiegłorocznego budżetu. Za dwa tygodnie okaże się, czy rządy PiS przetrwają dłużej niż rok.

[Not a valid template]

 

To może być kolejna rewolucja polityczna w sejmiku podkarpackim. Od niewiele ponad roku władzą w województwie cieszy się PiS po odwołaniu marszałka Mirosława Karapyty i rozsypaniu się koalicji PO-PSL-SLD.

Ale w ostatnich tygodniach PiS nie ma dobrej prasy, głównie za sprawą skandalu w urzędzie marszałkowskim o nepotyzmie, w który zamieszany jest odwołany Jan Burek ze stanowiska wicemarszałka. Ortyl i PiS do zarządu województwa namaścili Jerzego Cyprysia, radnego Rzeszowa i zastępcę Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Rzeszowie.

Polityczny plan zakładał, że stanowisko wicemarszałka dostanie Tadeusz Pióro, dotychczasowy członek zarządu. Kompetencje by mu się zmieniły. Pióro nadal by nadzorował służbę zdrowia, a Cypryś kulturę i edukację, tak jak Burek.

Radny PiS spóźnił się specjalnie

Te przetasowania personalne najbardziej interesowały dziennikarzy podczas poniedziałkowej sesji sejmiku. Na sali decyzji radnych wyczekiwał Jerzy Cypryś, któremu wydawało się, że za chwilę będzie odbierał klucze do nowego gabinetu, choć twierdził, że na sali jest jako wicedyrektor WUP, a nie jako przyszły członek zarządu.

Wniosek o zmiany w zarządzie złożył marszałek Władysław Ortyl. Wniosek nieoczekiwanie przepadł, bo opozycja nie zgodziła się, by od razu zaklepać Piórze stanowisko wicemarszałka, a Cyprysiowi miejsce w zarządzie.

PiS nie miał wtedy na sali większości, by zmienić porządek obrad. Koniecznie potrzebował co najmniej 17 głosów. Na sali było tylko 14 radnych koalicji PiS i Prawicy Rzeczpospolitej. Na głosowanie spóźniło się dwóch radnych PiS. Jeden – Janusz Ciółkowski – pomylił godziny rozpoczęcia sesji. Drugi – Jarosław Brenkacz – szczerze stwierdził, że spóźnił się specjalnie, bo jest przeciwko odwoływaniu Jana Burka ze stanowiska wicemarszałka. Na sesji nie było też Burka, więc koalicyjna siła PiS została mocno osłabiona.

– Zachowanie radnych jest dla mnie troszeczkę dziwne. Ale taka jest ich decyzja i należy ją uszanować. Będę czekał na dalsze decyzje marszałka. Nie posądzam nikogo o złośliwość – mówił po odrzuceniu wniosku Jerzy Cypryś, którego przez całą sesję śledziły kamery i aparaty. Ortyl nie chciał oceniać zachowania radnych PiS, którzy spóźnili się na sesję.

Ortyl: Ratowaliśmy budżet

Jak się później okazało, to był tylko zwiastun kolejnych niespodziewanych kłopotów PiS. Oprócz personaliów, radni mieli udzielić zarządowi województwa absolutorium za wykonanie ubiegłorocznego budżetu. Marszałek Ortyl, przed głosowaniem, szczegółowo przedstawił radnym sprawozdanie z wykonania budżetu za rok 2013.

Dochody województwa zostały zrealizowane w 94,5 proc. Plan zakładał 1 mld 208 mln zł, wykonano 1 mld 142 mln zł. Nie wykorzystano wszystkich pieniędzy unijnych i dotacji z budżetu państwa Nie udało się także zrealizować wszystkich zaplanowanych w budżecie wydatków – plan wykonano w 90,8 proc. Zadłużenie województwa na grudzień 2013 r. wynosiło 317,5 mln zł.

– Obecny zarząd nad wykonaniem budżetu pracował od końca maja ubiegłego roku. Co wtedy zastaliśmy? Wykonanie dochodów budżetu po pierwszym półroczu wynosiło tylko ok. 36 proc., wydatki jeszcze mniej – 24 proc. Zarząd realizował budżet, który w głównych założeniach został przygotowany przez poprzedników. Zadłużenie było największym problemem, z jakim się spotkaliśmy na starcie. Ratowaliśmy ten budżet – przekonywał Ortyl.

Nie ukrywał jednak, że z niektórymi inwestycjami nadal są problemy. O 33 mln zł niedoszacowano np. budowane w Jasionce Centrum Kongresowo-Wystawiennicze, a inwestycje drogowe o 7 mln zł.

Cargo to pomysł Ferenca

Władysław Stępień z PSL przekonywał, że funduszy unijnych nie wykorzystano w pełni, bo PiS odrzucał projekty opozycji. Sławomir Miklicz, szef klubu PO, wypominał, że zarząd nie wykorzystał 100 mln zł.

– W zeszłym roku była połowa z tego. Pamiętam, jak marszałek Ortyl sam mówił, że to niedopuszczalne i nie udzielać absolutorium poprzedniemu zarządowi. Rozumiem, że dziś pan to podtrzymuje – zwrócił się do Ortyla Miklicz.

SLD też się przyłączyło do chóru krytyków marszałka. – Wypominał pan w zeszłym roku aferę, jaką zakończyła się kadencja. W tym roku również kończy się aferą. Widać brak rozwoju, a cargo [plan połączeń lotniczych z Jasionki do Miami – red.], którym się pan chwalił to inicjatywa prezydenta Rzeszowa – mówiła Anna Kowalska (SLD), w poprzednim zarządzie wicemarszałek podkarpacki.

Zaczną się targi?

Głosowanie nad absolutorium dla zarządu skończyło się dla niego porażką. Co prawda za było 16 radnych, 15 przeciw, ale żeby absolutorium przeszło, zarząd musiał uzyskać co najmniej 17 głosów.  Brak absolutorium oznacza, że za dwa tygodnie będzie głosowanie w sprawie odwołania Władysława Ortyla i reszty zarządu. W tym przypadku opozycja ma trudniejsze zadanie. Z 33-osobowego sejmiku co najmniej 20 radnych musi poprzeć odwołanie zarządu.

Opozycja ma 15 głosów. Może też liczyć na byłego marszałka Mirosława Karapytę, obecnie radnego niezrzeszonego. Bardzo prawdopodobne, że opozycja będzie chciała przeciągnąć na swoją stronę Jana Burka, który nie może PiS-owi wybaczyć, że stracił stanowisko wicemarszałka. To daje 17 głosów. Jeśli policzyć jeszcze głosy tych radnych PiS, którzy w poniedziałek spóźnili się na sesję, co może być sygnałem, że chętnie zmieniliby klub, to wyjdzie na to, że opozycja będzie musiała „wyciągnąć” z koalicji już tylko jednego radnego. – Ta koalicja straciła większość – twierdzi Sławomir Miklicz.

Nawet marszałek Ortyl nie jest przekonany, czy PiS utrzyma się przy władzy. – Proszę czekać, będziemy pracować do ostatniej godziny – mówił do dziennikarzy Ortyl.

Były marszałek Mirosław Karapyta grozi Władysławowi Ortylowi pozwem sądowym. Szczegóły czytaj TUTAJ.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

Comments are closed.