Reklama

Opozycja w sejmiku podkarpackim zapowiada, że poprze wniosek marszałka Władysława Ortyla o odwołanie wicemarszałka Jana Burka. Szefom klubów PO, PSL, SLD nie podoba się jednak, że Ortyl nie powołał zastępcy na miejsce Burka.

[Not a valid template]

 

Ostatnie publikacje prasowe ujawniły powiązania rodzinne i biznesowe w urzędzie marszałkowskim. Paweł Stochmal, wicedyrektor Filharmonii Podkarpackiej w Rzeszowie, i Konrad Łoboda, zastępca dyrektora departamentu społeczeństwa informacyjnego w urzędzie marszałkowskim mieli powiązania z firmami, które pracowały dla urzędu. Stochmal jest prywatnie zięciem Jana Burka. Marszałek Ortyl odwołał Stochmala i Łobodę. Zapowiedział, że Jan Burek zostanie odwołany z funkcji wicemarszałka. Taki wniosek planował złożyć na najbliższej sesji, która odbędzie się 26 maja.

Opozycyjni radni z SLD, PSL i PO nie chcą jednak czekać i postanowili przyspieszyć tę decyzję. Chcą zwołania nadzwyczajnej sesji sejmiku. Jutro złożą wniosek, pod którym powinno widnieć dziewięć podpisów. To 1/4 z 33 radnych.

– Nie możemy przyglądać się biernie temu, co się dzieje, dlatego chcemy zwołać sesję nadzwyczajną – mówił w środę na specjalnej konferencji prasowej Bronisław Tofil, szef klubu SLD. – To da nam możliwość zadania pytań, na które marszałek nie odpowiedziałby podczas zwykłej sesji.

Tofil zapowiedział, że na sesji nadzwyczajnej, oprócz spraw bieżących związanych z powiązaniami finansowo-rodzinnymi wicemarszałka Burka, będzie żądał wyjaśnienia na temat finansowanych z funduszy unijnych Instytutu Pastoralno-Teologicznego w Rzeszowie oraz klasztoru oo. Bernardynów w Leżajsku. – Dodatkowo chciałbym wiedzieć, czy europoseł Tomasz Poręba, który tak ochoczo w zeszłym roku informował Komisję Europejską o tym, co się dzieje w urzędzie, zrobi to dziś – mówił Tofil.

Czy PiS dobrze sprząta?

Przewodniczącemu klubu PO Sławomirowi Mikliczowi wydaje się, że sprawa jest bagatelizowana przez urząd. – Mimo, iż marszałek zareagował natychmiast odwołaniem dyrektorów, kontrolą, a na koniec odwołaniem wicemarszałka Burka, to nam wydaje się, że to za mało – uważa Miklicz. – Obecnie mamy okres negocjacji kontraktu terytorialnego, negocjacji RPO oraz jesteśmy w trakcie działań związanych z tworzeniem projektu ścieżki rowerowe Polski Wschodniej. Wszystkie te priorytetowe dla województwa zagadnienia są zagrożone przez aferę PiS. Klimat, jaki panuje w urzędzie, nie sprzyja negocjacjom – przekonywał szef klubu PO.

Według Miklicza zastanawiające jest również to, że marszałek Ortyl na miejsce Jana Burka  nie powołuje następcy. – Ustawa o samorządzie województwa opisuje pewne kroki w sytuacji, kiedy sejmik nie może powołać zarządu, bo nie ma wniosku o powołanie nowego członka. Sprawa będzie wyjaśniana jeszcze przez prawników – mówił Miklicz.

Według niego ostatni rok rządów PiS w regionie to pasmo porażek. Przypominał również słowa, jakie skierował do marszałka Ortyla, prawie rok temu. – Z przykrością muszę stwierdzić, że 27 maja mija dokładnie rok czasu, gdy życzyłem marszałkowi dużo szczęścia, bo zarząd zbudowany na zdradzie nie może dobrze pracować – dodał radny Miklicz.

Chodziło o to, że Jan Burek do 27 maja był członkiem zarządu w poprzedniej koalicji PO-PSL-SLD. Burek do tamtego czasu był nawet szefem klubu PO. Po aferze korupcyjnej, po której odwołano marszałka Mirosława Karapytę, Burek zdecydował się poprzeć kandydata PiS Władysława Ortyla na nowego marszałka. Za to poparcie Burek otrzymał stanowisko wicemarszałka.

PSL zarzuca marszałkowi Otylowi, że „afera PiS-u” nie powstała za czasów ostatniego zarządu, kiedy marszałkiem województwa był jeszcze Karapyta. – Geneza tej sprawy miała swój początek w latach 2006-2010, kiedy u władzy było również PiS. To w tym czasie wicemarszałkiem był pan Burek i wtedy były zatrudniane inne osoby, o których mówiły media. To wtedy zaczął się mechanizm, który budzi wątpliwości tak dalece, że się niektóre osoby odsuwa od funkcji – przekonywał Mariusz Kawa, przewodniczący klubu PSL. – W polityce jest takie powiedzenie, że „każdy sprząta po sobie”. Teraz PiS ma okazję posprzątać, a my, jako opozycja, mamy możliwość skontrolować, czy dobrze sprząta – dodał Kawa.

Marszałek Ortyl odniósł się do informacji na temat niepełnego składu zarządu. – Według ustawy o samorządzie województwa, na powołanie nowego członka jest miesiąc. Mamy jeszcze chwilę na ewentualne powołanie zastępcy – powiedział marszałek. Nie chciał natomiast komentować zarzutów PSL. – Szczegółowe wiadomości będą przekazane po kontroli – dodał Ortyl.

Ortyl też do odwołania?

Kongres Nowej Prawicy uważa, że konsekwencje powinien ponieść także Władysław Ortyl i powinien być odwołany.

– Politycy  przyzwyczaili  się traktować nas jak idiotów. Po ujawnieniu nieprawidłowości  w  Urzędzie Marszałkowskim Władysław Ortyl tłumaczy się,  że  on  nic  o  tym nie wiedział. W sytuacji, gdy Jan Burek od kilkunastu lat zajmuje najwyższe funkcje kolejno z ramienia PSL, PiS, PO i znowu PiS. Media wielokrotnie opisywały sieć powiązań rodzinnych tego polityka. Nie dokonać odpowiednich czynności sprawdzających mógł chyba tylko ktoś upośledzony umysłowo. Władysław Ortyl na takiego nie wygląda,  wręcz  przeciwnie.  Jest  oczywiste, że wiedział, tylko dla potrzeb politycznych bardzo nie chciał wiedzieć – uważa Damian Małek z Kongresu Nowej Prawicy.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

Comments are closed.