Reklama

Znowu powrócił temat warunków odbywania kąpieli wodnych w naszym mieście. Bez większych kłopotów, w ramach gigantomanii wybudowano ogromny most nad wielką rzeką Wisłok. A nie można wyremontować kilku basenów. Nie da się i już. Jedynie co się udało zrobić, to postawić dach. Nad kortami.

[Not a valid template]

 

Na szczęście mamy blisko na Węgry, do granicy jest niewiele ponad 200 kilometrów. U naszych braci, 1 maja uroczyście otwiera się baseny i kąpieliska zewnętrzne. U nas na tą przyjemność musimy poczekać jeszcze dwa miesiące. Pozostaje nam korzystać 45 minut z basenów osiedlowych z temperaturą wody dla wyczynowców, regulaminowym trzymaniem się torów  i z dziwacznymi okryciami głowy typu czepek.

W „Karpiku” lokalną osobliwością jest sauna, w której wisi karteczka z jedynym takim zakazem na świecie: „zakaz polewania pieca wodą”. Na gulasze w kociołku, zupy rybne, palinki  i rieslingi z wiadomych względów, nie ma co liczyć. A przecież woda zaognia apetyt.

Niektórzy korzystają z basenów i spa w hotelach na terenie miasta i okolic, ale tam gdzie jest naprawdę przyjemnie np. w hotelu Blue Diamond koło lotniska – ceny dla tubylców zrobiono zaporowe.

Gdy już mamy upragnione wakacje, w nieodległej Boguchwale znajdziemy powiew cywilizowanego wodnego odpoczynku. Problem jest jeden, ale znaczący. Małe to niezmiernie. Główna niecka basenowa sprawia wrażenie, że jest niedużo większa niż boisko do badmintona. Podczas weekendu miejsce to przypomina Bombaj w godzinach szczytu.

Niewykluczone, że liczba kąpiących się na metrze kwadratowym jest najwyższa na planecie Ziemia. Pomimo niedogodności, ochłody szuka tam cała miejscowa gmina i połowę Rzeszowa.

Zarządzającym obiektem proponuję, aby wprowadzili selekcję. Co godzinę zmiana wodo-maniaków; albo osiedlami i ulicami wchodzimy do wody, albo pierwszymi literkami nazwisk alfabetycznie, albo jeszcze prościej kolorem włosów. Rudzi krócej, bo jest ich mniej. Czy jakoś tak.

Obecne tereny ROSiRu nadają się wybornie do zrównania z ziemią i postawienia w tym miejscu profesjonalnego parku wodnego. Z solankowymi basenami zewnętrznymi czynnymi cały rok – tak jak zrobiono to we Wrocławiu.  I z profesjonalnym kompleksem saun suchych i parowych – proszę koniecznie odwiedzić termy w Krakowie.

A moda na świątynie zdrowia w kraju się rozpowszechnia, dobrze o tym wiemy. Wystarczy pojechać do Torunia, tam słynny ojciec doktor dyrektor Tadeusz, obok kościoła wymarzył sobie baseny. Czyli coś dla ducha i ciała. Można? Można.

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

4 KOMENTARZE

  1. Intelektualna ruina wynika z tego felietonu, który niestety jest potwierdzeniem jak niski poziom intelektualny jest wśród doktorów Uniwersytetu Rzeszowskiego. Jest też świadectwem dlaczego Uniwersytet Rzeszowski jest ostatni w rankingu uczelni a jego absolwenci należą do grupy najmniej zarabiających pracowników. Jest też świadectwem jak palma bije do głowy człowiekowi który zasłynął poparciem które w wyborach szorowało brzuchem po dnie. Można go skomentować krótko, rób pan byle co ale nie pisz i nie dziel się z nami swoją głupotą!

  2. Przecież był niemiecki inwestor który chciał wybudować aqapark w Rzeszowie. Chciał zainwestować swoje pieniądze. Prezydent oczywiście był na tak. Niestety są u nas radni którzy zrobili wiele żeby nic nie powstało. Jak tak traktuje sie inwestorów z pieniędzmi nie dziwota że miasto które ma długi samo jeszcze bardziej nie chce sie zadłużać. Długi trzeba będzie spłacić i zrobią to podatnicy. Dlatego powinno sie pozwolić działać prywatnemu sektorowi i nie zabijać inicjatywy a miasto aqapark budować jeśli będzie je na to stać a nie teraz. Co do mostu panie Krzysztofie to teren zalewowy statystycznie raz na 20 lat zwykły most zabrałaby woda. Inna lokalizacja to burzenie prywatnych budynków. Oczywiście można było nic nie robić. Całe szczęście to Ferenc wygrał a pan szorował brzuchem doły statystyk w wyborach prezydenckich.

    Myśle że wybił pan sobie z głowy pomysły na kolejne kandydowanie, a jak czytam pana złote myśli to myślę że będzie to dobre dla mojego miasta.

Comments are closed.