Zdjęcie: Archiwum
Reklama

Miejscowy KOD chcąc dopiec PiS-owcom, zrobił bardzo sprytnie, klasyczną polityczną wrzutkę z honorowym obywatelstwem.

Tylko czekać jak radni PiS zgłoszą na honorowego obywatela: Jarosława Kaczyńskiego. Związki są. W końcu nasze miasto ma coś wspólnego z kosmonautyką, a bracia Kaczyńscy w swej młodości coś tam już majstrowali z księżycem.

Nie ma co ukrywać, ale nie od dziś mamy problemy z naszą historią. A to wojenka o skwer Grotowskiego, a to o ulicę Kruczka, czy też most Mazowieckiego. Więc kolejna dyskusja nie powinna zadziwiać, aczkolwiek mieszkańcy woleliby, aby radni bardziej zajmowali się stanem piaskownic, boisk, trzepaków i parkingów na osiedlach. Niźli debatami i sporami o historycznych postaciach, znanych z pierwszych stron gazet.

Na tą okoliczność, pozwolę sobie przytoczyć wynik sondażu sprzed lat dla „Gazety Wyborczej”, TVN i Radia „Zet”. Wynikło z niego, że wcale nie Lech Wałęsa, ale Edward Gierek zrobił najwięcej dla kraju po drugiej wojnie światowej. Czemuż to radni z konotacjami SLD-owskimi nie zgłosili tej kandydatury?

Natomiast walijski miłośnik Polski, Norman Davis napisał: „w stosunku do Solidarności wyraźnie widać fenomen polskiego paradoksu – miłości i jednoczesnej nienawiści do narodowych bohaterów. Doświadczyli tego król Stanisław August, marszałek Piłsudski, generał Sikorski. Im wyżej ktoś wystawał ponad narodową przeciętność, z tym większą siłą starano się ściągnąć go na bruk. A czasami ideał sam sięgał bruku”.

Zresztą nasza żywa legenda ma przechlapane również u:

– Żydów. Za antysemityzm. Podkreślał: „Jestem czysty Polak, tu urodzony”. „Nieczystym”, urodzonym gdzie indziej miał być Tadeusz Mazowiecki, któremu w czasie kampanii prezydenckiej, zasugerował, aby pokazał metrykę chrztu.

– obrońców demokracji. Prezydentura naszego gdańskiego noblisty, była określana powszechnie za największe zagrożenie dla demokracji. Chciał rządzić dyktatorsko siekierką i dekretami. Na szczęście nieskutecznie. Miał za to całkiem realnie rozpętać „wojnę na górze”.

– rodziny  Radia Maryja. Nazwał ich psycholami, a ojca dyrektora zesłańcem belzebuba na ziemi. Choć w 1995 roku to słuchacze tego radia, walczyli zawzięcie, aby to prawicowy Lechu został prezydentem, a nie lewicowy Olek.

– ateistów.  Za obnoszeniem się ze swoją religijnością w miejscach publicznych. Choćby wizerunek Najświętszej Panienki w klapie marynarki i rozpoczęcie swojego wystąpienia Kongresie USA słowami: „Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus”.

– gejów. Za homofonię wyrażoną słowami: „w polskim Sejmie homoseksualiści powinni siedzieć w ostatniej ławie sali plenarnej, a nie gdzieś na przodzie.  A nawet jeszcze za murem”.

– żonki i feministek. Skarżyła się Danuta, że traktował ją egoistycznie i patriarchalnie, jak swoją własność: „On chciałby, żeby w każdym momencie być dla niego, tzn. podawać jedzenie, troszczyć się o niego”.

– wyborców. Obiecał 1 000 000 zł dla każdego. A Kazik Staszewski ironizował  w słynnej piosence: „Wałęsa, dawaj moje sto milionów, Wałęsa, dawaj nasze sto milionów”.

– Kaczyńskiego. Bo został wywalony z roboty (kancelarii Prezydenta) wraz ze swoim bratem. Lecz uprzednio Wałęsa rekomendował braci na wiecach wyborczych.  Z kolei Lech i Jarosław mieli wiedzieć o Jego donosicielskiej przeszłości. Jednak nie specjalnie im to przeszkadzało, w forsowaniu słynnego elektryka na najwyższy urząd w państwie .

A tak naprawdę potrzeba odrobiny czasu do przezwyciężenia wzajemnych animozji. Dziś, prawie nikomu już nie przeszkadza, wjeżdżanie z alei Piłsudskiego na rondo Dmowskiego. Za kilkadziesiąt lat przemieszczenie się z wiaduktu Wałęsy lub Tuska, na ulicę Kaczyńskiego czy też bulwar Walentynowicz, nie będzie budzić większych emocji.

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: