Reklama

Ratusz, po konsultacjach z policją, nie zgadza się na rozegranie kwietniowych derbów piłkarskich Rzeszowa na stadionie Resovii. Policja obawia się, że chuligani wywołają burdy. Klub uważa, że to problem policji. 

– Przy wydawaniu pozwolenia na zorganizowanie imprezy masowej, a taką są derby, będziemy się kierować tylko i wyłącznie opinią policją. Dla nas najważniejsze jest bezpieczeństwo – mówi Maciej Chłodnicki, rzecznik prezydent Rzeszowa

– Jeśli policja stwierdza, że podczas derbów może dojść do ekscesów, to absolutnie nie będziemy jej nakłaniać do tego, żeby zmieniła zdanie. My też innego zdania, niż policja, nie będziemy mieli – dodaje kategorycznie Chłodnicki.

Derby nienawiści

Derby piłkarskie Rzeszowa pomiędzy Resovią, a Stalą Rzeszów zaplanowano na 2 kwietnia. Gospodarzem jest tym razem Resovia. W ostatnich latach każde derby odbywały się na Stadionie Miejskim przy ul. Hetmańskiej, gdzie na co dzień grają piłkarze Stali.

Stadion Resovii przy ul. Wyspiańskiego nie spełnia wymogów bezpieczeństwa w przypadku zakwalifikowania meczów jako imprez masowych, a tak jest w przypadku derbów i zgodę na rozegranie meczu wydaje ratusz. Dla szalikowców Resovii to dyshonor, że ich piłkarze nie mogą grać derbów na swoim stadionie.

Dodatkowo derby przez policję traktowane są jako mecz podwyższonego ryzyka, mimo, że w ostatnich latach nie było poważniejszych starć pomiędzy pseudokibicami obu drużyn. Resovia tym razem chce derby rozegrać na swoim obiekcie.

Policja mówi jednak „nie”. Na derbach kipi nienawiścią, wulgarne przyśpiewki to „standard”, a o prowokacje i konfrontacje fanów Resovii z ochroną nie jest wcale trudno. Poważniejszym bijatykom pseudokibiców policja na szczęście skutecznie zapobiegała.

Według polskich przepisów, impreza masowa zaczyna się od 1000 osób wzwyż. Zdaniem policji tylu kibiców Stali Rzeszów może chcieć obejrzeć derby, a tymczasem sektor dla przyjezdnych kibiców stadionu Resovii jest w stanie przyjąć zaledwie 114 osób.

Policja krzywdzi kibiców?

Policja obawia się zamieszek nie tylko na stadionie, ale również poza nim, gdzie kibiców Stali może być znacznie więcej, w powietrzu wisi starcie z szalikowcami Resovii. Ale to jeden z 11 punktów decyzji, w której policja negatywnie zaopiniowała rozegranie derbów przy ul. Wyspiańskiego. Sam stadion również pozostawia wiele do życzenia.

– Monitoring jest kiepski, nie ma możliwości identyfikacji kibiców, wygrodzenia są słabe, ogrodzenia nie mają odpowiedniej wysokości – wylicza braki na stadionie Resovii Konrad Wolak, wiceszef rzeszowskiej policji, która uważa, że barierki, czy płotki przy Wyspiańskiego są jedną wielką prowizorką, a pokonanie ich nie stanowi żadnego problemu.

Policja w swojej opinii napisała, że istnieje „możliwość konfrontacji siłowej kibiców obu klubów w obrębie stadionu zarówno przed, w trakcie i po zakończonym spotkaniu”. „Istnieje również możliwość wtargnięcia kilkunasto lub kilkudziesięcioosobowej grupy kibiców Stali Rzeszów od strony ul. Kossaków, gdzie pozostaje teren niezabezpieczony żadnymi siłami organizatora” – napisała policja.

Swoją negatywną opinię wydała po dwukrotnej „lustracji” stadionu Resovii. Klub, a dokładnie zarząd sekcji piłki nożnej, w wydanym komunikacie wyraził „ogromną dezaprobatę” dla decyzji policji. Działacze Resovii uważają, jest ona „bezpodstawna i krzywdząca” dla klubu i wszystkich jego sympatyków.

W odpowiedzi na zarzuty policji, Resovia broni się tym, że funkcjonariusze podczas „lustrowania” stadionu „nie przekazali żadnych zastrzeżeń”.

Policja na to szybko odpowiada. – „Lustracja” nie polega na tym, że na miejscu będziemy mówili, co jest złe. Policjanci pojechali na stadion, zrobili m.in. pomiary, wrócili i dopiero wtedy to, co zastali, porównali z obowiązującymi nas przepisami – wyjaśnia Konrad Wolak.

Ferenc będzie przychylny?

Resovia broni się też tym, że ogrodzenia stadionu są zgodne z przepisami PZPN, wygrodzenia w 100 procentach spełniają swoją funkcję, w newralgicznych miejscach jest w stanie zapewnić ochronę.

Działacze klubu uważają, że obawy policji, że kibice mogą wtargnąć na płytę boiska są „iluzoryczne”, a ryzyko starcia szalikowców Resovii z ochroną klub nazywa „przypuszczeniem”. To, że poza stadionem może dojść do zamieszek chuliganów, Resovia ten problem zostawia policji, bo klub nie jest odpowiedzialny za zapewnienie bezpieczeństwa poza murami obiektu.

Resovia podaje też przykład, że policja nie miała nic przeciwko temu, gdy we wrześniu ub. r. na 110-lecie klubu na stadionie przy Wyspiańskiego odbył się mecz z ekstraklasową Lechią Gdańsk. Tamto spotkanie też odbywało się jako impreza masowa.

Resovia zapowiedziała, że mimo negatywnej opinii policji i tak złoży do ratusza wniosek o wydanie zgody na organizację derbów jako imprezy masowej.

„Liczymy na przychylność Pana Prezydenta Tadeusza Ferenca, który wielokrotnie podkreślał ducha sportowej rywalizacji oraz publicznie oświadczał, że leży mu na sercu dobro wszystkich  rzeszowskich klubów, a także mieszkańców miasta” – czytamy w komunikacie zarządu sekcji piłki nożnej Resovii.

Uniknąć tragedii na Śląsku

Na „przychylność” ratusza klub nie ma jednak co liczyć. Policja uważa, że argumenty Resovii to nieudolna próba zamazania fatalnych warunków na stadionie, by przeprowadzić na nim imprezę masową.

– Przywoływanie meczu z Lechią jest nieadekwatne do tego, co jest teraz. Tamto spotkanie nie było meczem podwyższonego ryzyka, nie było przyjezdnych kibiców. To była kompletnie inna sytuacja – twierdzi Konrad Wolak.

I w tym policja ma rację, bo mecz z Lechią miał charakter pikniku rodzinnego. O derbach Rzeszowa nie sposób tak mówić. – To nie jest pierwsza nasza odmowa. Klub wiedział, jakich warunków nie spełnia. Chcemy zapobiec takim sytuacjom, jak rok temu na Śląsku – tłumaczy Wolak.

Chodzi o majowy mecz w Knurowie, gdzie kibole Concordii wtargnęli na murawę i chcieli się bić z kibicami Ruchu Radzionków. Policja nie dopuściła do starcia, ale akcja zakończyła się tragicznie dla jednego z chuliganów Concordii, który został trafiony w szyję pociskiem z broni gładkolufowej, jakiej użyli policjanci, by zaprowadzić porządek.

– To, że w ostatnich latach na derbach było spokojnie, nie znaczy, że mamy teraz odpuścić. Jeśli coś by się stało, to my będzie odpowiadać za niedopełnienie obowiązków – mówi wiceszef rzeszowskiej policji.

Resovii nie stać

Resovia derby chce zagrać u siebie nie dlatego, że jest tak bardzo przywiązana do swojego stadionu. Pustkami świeci klubowa kasa, Resovii najzwyczajniej nie stać na wynajęcie Stadionu Miejskiego. To koszt ok. 5 tys. zł brutto.

– Jeśli doliczymy do tego koszty ochrony, to organizacja derbów wyniesie ok. 15 tys. zł. Jeszcze nigdy się nie zdarzyło, że na derbach zdobyliśmy tyle pieniędzy, by wyjść bez straty. Przyczyny finansowe są jedynym powodem, dla których chcemy, żeby derby odbyły się na naszym stadionie.

– Do Stadionu Miejskiego nic innego nas nie zraża, jak koszty. Nasi piłkarze nawet uzyskiwali tam lepsze wyniki niż u siebie – mówi Aleksander Bentkowski, prezes Resovii.

Przyznaje, że sytuacja klubowej sekcji piłki nożnej jest trudna. – Chcąc zagwarantować wypłatę skromnych wynagrodzeń dla piłkarzy i trenerów musimy szukać oszczędności. Kiedyś wynajęcie stadionu kosztowało 3 tys. zł, teraz 5 tys. zł. To trochę za drogo – uważa Bentkowski.

– Jeśli miasto nie wyrazi zgody na imprezę masową na naszym stadionie, to derby odbędą się z ograniczoną liczbą kibiców – do 1000 osób – zapowiada prezes Resovii. Prawdopodobnie meczu nie obejrzą kibice Stali.

Ratusz żadnych zniżek za wynajęcie Stadionu Miejskiego dawać nie zamierza. –  To są pieniądze publiczne. Nie możemy schodzić poniżej pewnego poziomu, jaki obowiązuje w przetargach – twierdzi Maciej Chłodnicki.

Czwarta liga to wstyd

Miasto nie tylko nie zarobi na derbach, ale pod znakiem zapytania stanęła również gra na stadionie przy Hetmańskiej przez piłkarzy Stali. Ich klub też ledwo wiąże koniec z końcem. Stal zarezerwowała tylko dwa terminy meczów rundy rewanżowej. Kolejne mogą być w Boguchwale, bo taki wariant rozpatrują działacze klubu.

Ratusz zapewnia, że jeżeli Stal zrezygnuje z rozgrywania meczów na Stadionie Miejskim, to miasto na tym nie ucierpi, mimo, że dostało unijną dotację na rozbudowę obiektu w 2012 r. – wybudowano m.in. trybunę wschodnią.

Jednym z warunków otrzymania dotacji było to, że miasto rocznie będzie organizowało na stadionie 30 wydarzeń sportowych i kulturalnych, które ściągną 130 tys. widzów.

– Na mecze piłkarskie przychodzi 200-300 osób. Dopóki będzie taki poziom sportowy [Stal i Resovia grają na czwartym poziomie rozgrywek – red.], to nie ma się co spodziewać cudów. Nie oszukujmy się, na tym poziomie piłka nożna nie zapełni stadionu – mówi Maciej Chłodnicki.

– To wstyd dla miasta, że w Rzeszowie piłka nożna jest na poziomie czwartoligowym, a inne kluby w województwie mają drużyny w wyższych rozgrywkach. To po prostu tragedia. A stadion musi na siebie zarabiać. Nie możemy sobie pozwolić na to, żeby stadion służył tylko do celów sportowych – dodaje rzecznik prezydenta Rzeszowa.

KRZYSZTOF WÓJCIK, MARCIN KOBIAŁKA

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

1 KOMENTARZ

  1. powinni te pseudo kluby zlikwidować i założyć jeden z prawdziwego zdarzenia w którym byliby nowi ludzie i który mógłby w końcu godnie reprezentować cały Rzeszów

Comments are closed.