Zdjęcie: Sebastian Fiedorek / Rzeszów News
Reklama

Ratusz wygrał z Instytutem Pamięci Narodowej bitwę o przyszłość pomnika Wdzięczności Armii Czerwonej w Rzeszowie. Wojewódzki Sąd Administracyjny stanął po stronie miasta. 

– Póki co, pomnika nie rozburzymy – ogłosił we wtorek w ratuszu Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa.

Pomnik Wdzięczności Armii Czerwonej na placu Ofiar Getta w Rzeszowie jest własnością miasta. Stoi tam od 1951 roku. Jest jednym z dwóch pomników w Rzeszowie, które zdaniem IPN powinny zniknąć z przestrzeni publicznej, bo propaguje ustrój totalitarny. Drugi to słynny pomnik Walk Rewolucyjnych.

Miasto: bezsprzeczna wartość historyczna

Prezydent Tadeusz Ferenc od początku mówił, że miasto nie usunie “czerwonego” monumentu z placu Ofiar Getta z uwagi na jego „bezsprzeczną wartość artystyczną”. Podawano też argument, że pomnik jest „zapisem kontynuacji w latach 50. XX wieku osiągnięć sztuki polskiej doby dwudziestolecia międzywojennego”.

Wskazywano, że twórcą monumentu jest ceniony twórca – Bazyli Wojtowicz, uczeń wybitnych polskich rzeźbiarzy: Jana Szczepkowskiego, Henryka Kuny i Tadeusza Beryera.
Ratusz nie chciał także przenoszenia pomnika w inne miejsce, jak w podjętej w lutym 2018 roku uchwale intencyjnej zasugerowali radni Platformy Obywatelskiej.

Po pierwsze, dlatego, że zaproponowano cmentarza Armii Radzieckiej przy ul. Lwowskiej, który nie jest terenem miejskim. Po drugie, taka przeprowadzka wiązałaby się z ekshumacją zwłok. Nie mówiąc już o tym, że operacja kosztowałaby około 3 mln zł.

Ratusz wielokrotnie przypominał także, że wymowa pomnika została zmieniona, gdy zamontowano u jego stóp w 1966 roku tablice, która mówi o tym, że u podstaw pomnika złożono w urnach ziemię z pobojowisk, miejsc straceń i męczeństwa Polaków.

Gdy taka argumentacja nie pomogła, zaczęto odwoływać się także bezpośrednio do tzw. ustawy dekomunizacyjnej, wskazując, że obiekt leży na dawnym cmentarzu żydowskim i jest częścią zabytkowego układu urbanistycznego, a tym samym podpada pod ustawowe wyjątki, więc go burzyć nie należy.

Nic to nie dało. Instytut Pamięci Narodowej twierdził, że monument propaguje ustrój totalitarny i należy go usunąć z przestrzenie publicznej. Dowodem na totalitarną wymowę pomnika – według IPN – była m.in. jego ikonografia, na której widzimy żołnierza na tle sztandaru, czyli „na tle sowieckiego komunizmu”.

IPN: przejaw propagandy Polski Ludowej

W takim tonie została wydana także opinia z 20 sierpnia 2018 roku, o którą zwrócił się Podkarpacki Wojewódzki Nadzór Budowlany w Rzeszowie. To on w imieniu Ewy Leniart (PiS), wojewody podkarpackiego, przeprowadza postępowanie administracyjne zmierzające do usunięcia pomnika.

Ratusz zakwestionował opinię i zwrócił się do IPN o wydanie kolejnej. 2 października 2018 roku przyszło kolejne pismo, tym razem samego prezesa IPN – Jarosława Szarka.

Stanowisko IPN nie różniło się od tego poprzedniego. Prezes IPN stwierdził, że monument „jest przejawem działań propagandowych władz Polski Ludowej”, a to „doskonale wyraża ikonografia pomnika”, bo znajduje się na nim postać żołnierza na tle sztandaru. A to ma nawiązywać do “czerwonego sztandaru”, czyli sowieckiego komunizmu.

W podobnym tonie na temat pomnika wypowiadał się także prof. Piotr Gliński, minister kultury i dziedzictwa narodowego. „Nie sposób pogodzić totalitarnej symboliki pomnika z postulowaną (…) chęcią oddania hołdu wszystkim walczącym o wyzwolenie Państwa Polskiego, w tym również Żołnierzom Ruchu Oporu i Dywersji „Wolność i niezawisłość” – napisał w opinii, która dotarła do ratusza początkiem kwietnia.

Prof. Gliński uznał, że „monumentalne przedstawienie Żołnierzy Armii Czerwonej, z którą walczyli Żołnierze Polskiego Państwa Podziemnego kłóci się z szacunkiem i pamięcią o Polakach poległych w walce o niepodległość”.

Ratusz: pomnik komunizmu nie propaguje

Miasta wciąż nie przekonała taka argumentacja. Zanim jeszcze przyszła opinia prof. Glińskiego, ratusz złożył skargę do Wojewódzkiego Sądy Administracyjnego w Warszawie na postanowienia IPN. Ten, po rozpatrzeniu sprawy w wydanym 2 kwietnia br. wyroku uchylił sporządzone przez IPN opinię, co automatycznie unieważniło także tę, którą wydało MKiDzN.

– Wyrok uchyla pierwsze i drugie postanowienie IPN, a to oznacza, że w tej chwili wydane opinie przez IPN na skutek wyroku nie istnieją – mówi Janina Załuska, dyrektor Biura Obsługi Prawnej w rzeszowskim magistracie. – Decyzja sądu na dziś jest dla nas korzystna, bo uchyla opinie, które stwierdzały, że pomnik propaguje komunizm – dodaje.

W 8-stronicowym uzasadnieniu wyroku sądu czytamy, że opinia IPN z 20 sierpnia 2018 roku „została wydana z naruszeniem prawa”.  WSA stwierdził, że IPN w ogóle nie odniósł się do tego, iż pomnik znajduje się na terenie zabytkowym oraz nie wyjaśnił też, jakie dla całej sprawy ma znaczenie fakt, iż na placu Ofiar Getta do 1942 roku istniał cmentarz żydowski oraz czy aktualnie nie ma przesłanek, aby ten teren traktować, jako miejsce pochówku.

Zdaniem WSA, IPN „niedostatecznie rozważył i ocenił znaczenie dokonanych w 1966 roku zmian” (chodzi o zamontowanie tablicy) i zasugerował, że aspekt propagowania komunizmu powinien być rozpatrywany w czasie teraźniejszym, czyli należy się zastanowić, czy „współcześnie sporny pomnik (…) dalej upamiętnia wydarzenia związane z komunizmem”.

Tym samym sąd uznał, że wydane przez IPN opinie „zostały wydane bez dostatecznego wyjaśnienia wszystkich istotnych okoliczności faktycznych sprawy”.

IPN: wyrok sądu szanujemy, ale…

Rzeszowski IPN sprawę komentuje krótko. – Szanujemy wyroki sądów, ale ich nie komentujemy. Na wniesienie skargi do NSA mamy 30 dni. Czy taka skarga zostanie wniesiona? Musimy się nad tym jeszcze zastanowić – mówi Katarzyna Gajda-Bator, rzecznik rzeszowskiego oddziału IPN i po szerszy komentarz odsyła nas do centrali IPN.

Adam Siwek, dyrektor Biura Upamiętniania Walk i Męczeństwa IPN, podobnie jak Katarzyna Gajda-Bator, nie chce dyskutować z wyrokiem sądu. – Szanujemy w pełni niezawisłość sądu. Możemy mieć tylko zastrzeżenia do argumentów, które zostały użyte – mówi nam Adam Siwek.

– Nasza decyzja została należycie i w sposób wyczerpujący uzasadniona. Pomnik nie jest w mojej ocenie obiektem zabytkowym, a jedynie znajduje się na terenie Starego Miasta, którego obszar jest wpisany do rejestru zabytków – dodaje.

Adam Siwek twierdzi także, że pomnik nie ma żadnego związku z pochówkami na terenie dawnego cmentarza żydowskiego. Przypomina, że kirkut zniszczono podczas II wojny światowej, a władze komunistyczne nie zadbały o przywrócenie jego pierwotnej funkcji, tylko w tym miejscu stworzyły plac, na którym stanął później pomnik.

Przedstawiciele centrali IPN uważają, że argumentacja ratusza jest zbyt daleko idąca. – Swoje stanowisko będziemy podtrzymywać. Czy skargę kasacyjną złożymy? Trudno to dziś zadeklarować, ale na pewno będziemy poważnie to rozważać – mówi dyrektor Siwek.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: