Zdjęcie: Urszula Chrobak / Rzeszów News
Reklama

Spięcie na linii były marszałek Mirosław Karapyta – marszałek Władysław Ortyl. Karapyta grozi Ortylowi sądowym pozwem, jeżeli ten nadal będzie go publicznie dyskredytował.

[Not a valid template]

 

Poniedziałkowa sesja sejmiku podkarpackiego toczyła się pod dyktando politycznych rozgrywek i w efekcie nieudzielenia marszałkowi Władysławowi Ortylowi (PiS) i całemu zarządowi absolutorium za wykonanie ubiegłorocznego budżetu. Za dwa tygodnie radni będą decydować, czy Ortyl zachowa stanowisko.

Ale na sesji działy się też rzeczy, których kamery telewizyjne już nie rejestrowały. Na sesji pojawił się Mirosław Karapyta, były marszałek, obecnie radny niezrzeszony, który ma kilkanaście prokuratorskich zarzutów, m.in. brania łapówek. Karapyta został odwołany pod koniec maja zeszłego roku. Koalicja PO-PSL-SLD utraciła władzę na rzecz PiS.

Karapyta do Ortyla: Gdzie te uchybienia?

Już sam widok Karapyty na sesji był dla pozostałych radnych dużym zaskoczeniem, bo na poprzednich sesjach się nie pojawiał. Karapyta pod koniec sesji zabrał głos. Marszałkowi Władysławowi Ortylowi zarzucił, że mówi nieprawdę o jego pracy, gdy sam jeszcze do niedawna pełnił tę funkcję. Karapyta twierdzi, że Ortyl swoim wypowiedziami publicznie go dyskredytuje.

– Jakich uchybień, czy też niedociągnięć dopatrzył się pan w postępowaniu poprzedniego zarządu, poprzedniego marszałka w zakresie pozyskiwania środków europejskich? – pytał były marszałek obecnego marszałka.

Mirosławowi Karapycie bardzo zależało na odpowiedzi, bo sprawa funduszy europejskich były jedną z konsekwencji afery korupcyjnej w urzędzie marszałkowskim. Zanim ona na dobre wybuchła, już w lutym 2013 r., trzy miesiące przed postawieniem zarzutów Karapycie, funkcjonariusze CBA przeszukali mu gabinet. Szukali dowodów na nieprawidłowości przy wypłacaniu przez urząd marszałkowski unijnych dotacji. Karapyta wtedy był na zagranicznym urlopie.

Doniesieniami medialnymi zaniepokoiła się Komisja Europejska, która wstrzymała certyfikację unijnych pieniędzy, które urząd wypłacał z Regionalnego Programu Operacyjnego. Procedura odblokowania funduszy trwała ponad rok.

Ortyl: Karapyta teraz się odnalazł

Mirosław Karapyta stwierdził, że ma pisma unijnych urzędników i Urzędu Kontroli Skarbowej. Wynika z nich, że nie stwierdzono uchybień przy wypłacaniu funduszy UE przez poprzedni zarząd województwa.  Były marszałek zapowiedział, że jeżeli Władysław Ortyl będzie sugerował, że Karapyta nie może podpisywać, np. wniosków o sesję nadzwyczajną, to rozważy skierowanie sprawy na drogę sądową.

– Nie zostałem pozbawiony praw obywatelskich. Chcę, aby traktowano mnie, jak każdego innego radnego na tej sali – mówił Mirosław Karapyta. – Statut podejrzanego to nie statut oskarżonego, czy skazanego, więc trzeba to rozróżnić – przekonywał były marszałek. – Od wydawania takich opinii jest sąd. Radny Władysław Stępień od trzech lat ma postawione zarzuty, a nikt mu nic nie sugeruje i nie wypomina.

Władysław Ortyl nie chciał specjalnie komentować wystąpienia Karapyty. – Bardzo powściągliwie się wypowiadam w tym temacie i odniosę się do tego w najbliższym czasie – mówił Ortyl. – Nie rozumiem tego emocjonalnego wystąpienia. Widać po nim żal, ale to człowiek z różnymi problemami. Możliwe, że się teraz dopiero odnalazł i podniósł głowę do góry – powiedział marszałek.

Groźba sądem, a potem kwiaty

Najdziwniejsza była jednak scena na koniec. Karapyta podszedł do Ortyla i złożył mu życzenia imieninowe. Obaj zaczęli żartować i przyznali, że prywatnie bardzo się lubią i szanują. – Polityka to jednak, co innego – mówili.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: