Zdjęcie: Jacek / Czytelnik Rzeszów News
Reklama

Zarząd Transportu Miejskiego w Rzeszowie „zafundował” nie lada „atrakcje” mieszkańcom, którzy chcą przedłużyć ważność Rzeszowskiej Karty Miejskiej. Stanie w wielogodzinnych kolejkach.  

Na Rzeszowskiej Karcie Miejskiej zapisywane są bilety (okresowe i e-portmonetka) na przejazdy miejskimi autobusami (MPK). Na e-karcie zapisywane są także bezpłatne przejazdy dla rzeszowskich uczniów. Te, które mieli do tej pory, były ważne do 30 września.

Aby przedłużyć uprawnienie, trzeba osobiście to zrobić w jednym z Punktów Obsługi Podróżnego ZTM. W tym roku nie można tego zrobić przez internet.

5 minut na osobę 

Na skutki nie trzeba długo czekać. W sobotę (1 października) przed POP-ami tworzyły się ogromne kolejki. Stali w nich rodzice uczniów, by przedłużyć im ważność uprawnień do bezpłatnej komunikacji i studenci, którzy kupują bilety przed nowym rokiem akademickim.

Kolejki tworzyły się m.in. w Centrum Handlowym Plaza Rzeszów przy al. Rejtana, gdzie działa jeden z POP-ów. W południe w kolejce było ok. 60 osób.

„Czas obsługi to 5 minut na osobę przy jednym pracowniku obsługującym stanowisko. 5 godzin trzeba czekać na obsługę” – napisał do nas w sobotnie południe pan Jacek, Czytelnik Rzeszów News, i wysłał nam zdjęcia z ciągnącej się kolejki. 

„Można byłoby aplikacją na telefonie przedłużać karty po uprzedniej weryfikacji dokumentów. Czas obsługi skróciłby się. Trzeba to nagłośnić i zmusić Urząd Miasta do podjęcia działań usprawniających” – uważa pan Jacek. 

Przyzwyczajeń nie zmienią

Anna Kowalska, dyrektor ZTM, twierdzi, że kolejki do POP-ów są tylko tam, gdzie działają w galeriach handlowych. – Na Lisa-Kuli i Targowej oraz Dworcu Lokalnym kolejek nie ma. Oblegane są punkty, gdzie ludzie przy okazji robią zakupy – mówi nam Anna Kowalska. 

– Przyzwyczajeń nie zmienimy, a nie mamy dronów do przenoszenia ludzi – twierdzi dyrektor Kowalska. I przekonuje, że nie ma lepszego rozwiązania na przedłużenie uprawień do bezpłatnych przejazdów, jak osobiste przyjście do POP-ów. 

– I tak to się dzieje raz na dwa lata. Odnotowujemy natomiast przypadki składania dziwnych dokumentów. Są osoby, które twierdziły, że mieszkają w Rzeszowie, a wiedzieliśmy, że tak nie jest. Dlatego osobiście to weryfikujemy – tłumaczy Anna Kowalska.

– Nie zasługujemy na hejt – dodaje. 

Zdjęcie: Jacek / Czytelnik Rzeszów News

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama