Zdjęcie: Pixabay
Reklama

Elektrycznych rowerów ratusz nie kupi a elektryczne taksówki zawisły na włosku. PGE żąda od rzeszowskich taksówkarzy niebotycznych kwot za dostęp do ładowarek.

W piątek w Podkarpackim Urzędzie Marszałkowskim został podpisany list intencyjny pomiędzy Rzeszowem, samorządem podkarpackim, Ministerstwem Energetyki i Polską Grupą Energetyczną o przystąpieniu Rzeszowa do rządowego programu “e-Mobility”, za który odpowiada państwowa spółka PGE.

Rząd chce wspierać budowę w polskich miastach stacji ładowania elektrycznych pojazdów – autobusów, samochodów i rowerów. Obiecuje, że w całym kraju do 2020 r. powstanie ok. 400 punktów szybkiego ładowania e-pojazdów.

– Rozwój transportu elektrycznego to szansa na polepszenie jakości życia mieszkańców. To czyste powietrze, mniejszy hałas, szansa na rozwój przemysłowy. To przełom w rozwijaniu technologii, która otwiera nowe szanse. Rzeszów jest pionierem i prekursorem innowacyjnych rozwiązań w polityce transportowej – mówi Michał Kurtyka, wiceminister energetyki.

Samorząd podkarpacki zapewnia, że będzie wspierał Rzeszów we wdrażaniu „e-Mobility”. – W samym Rzeszowie udział transportu w zanieczyszczaniu powietrza wynosi 37 proc. – mówi Maria Kurowska, wicemarszałek podkarpacki. – Zaangażujemy się w rozwój pojazdów elektrycznych – zapewnia Kurowska.

Rzeszów do projektu “e-Mobility” przystąpił a pierwszym krokiem jest podpisanie wspomnianego listu intencyjnego. Dla stolica Podkarpacia wprowadzenie takiej formy transportu publicznego nie jest jednak żadną nowością, bo miasto jest w chwili na etapie wyboru firmy, która do Rzeszowa miałaby dostarczyć w tym roku 10 autobusów elektrycznych.

Wygórowane stawki PGE

O tym, że miasto chce wprowadzić również taksówki i rowery elektryczne była mowa już w lutym br. Dziś Tadeusz Ferenc, prezydent Rzeszowa, choć chwali rząd za projekt „e-Mobility”, to jednocześnie krytykuje go za to, że działania w tym zakresie są spóźnione o co najmniej 1,5 roku.

„e-Mobility” zakłada, że w Polsce będą powstawały nie tylko stacje szybkiego ładowania pojazdów elektrycznych, ale również systemy car-sharingu i bike-sharingu, czyli wypożyczalni elektrycznych samochodów i rowerów. Plan zakłada, że tego typu usługi oferowałyby prywatne firmy a rząd im stworzy całą infrastrukturę.

Być może powstanie specjalna spółka, która byłaby operatorem samochodowego i rowerowego systemu.

Do Rzeszowa zgłosili się taksówkarze skupieni wokół sieci Eco-Taxi, którzy chcieliby wprowadzić elektryczne taksówki (ok. 50), byli też przedstawiciele firm zainteresowanych wprowadzeniem elektrycznych rowerów.

Ale już na tym etapie oba projekty stanęły pod dużym znakiem zapytania. – Rowerów elektrycznych nie będziemy kupować. Stawiamy na kupowanie autobusów niskoemisyjnych. Na tym się skupiamy – mówi Rzeszów News Tadeusz Ferenc. 

I pojawił się kolejny problem z elektrycznymi taksówkami. Prezydent Ferenc zdradził, że PGE zażądała od rzeszowskich taksówkarzy ogromnych pieniędzy za umożliwienie im dostępu do stacji szybkiego ładowania samochodów, która państwowa zamierza wybudować.

– Ponad 20 tys. zł miesięcznie – ujawnia nam Ferenc. – Jeżeli będą takie ceny, to taksówkarze wycofają się z projektu. Przychodzą do mnie i narzekają na wygórowane stawki – twierdzi prezydent Rzeszowa.

Ferenca: Odstraszacie klientów

Ferenc apeluje do Ministerstwa Energetyki i PGE, by nie wylewali dziecka z kąpielą.  

– Na początek nie liczcie na zyski. Czasem trzeba dołożyć, żeby potem zarobić. Jak będzie więcej odbiorców, to wtedy będziecie zarabiać. Dajcie niższe ceny, bo odstraszycie klientów – zaapelował w piątek do władz resortu energetyki i PGE.

Ten problem dotyczyć będzie zapewne także elektrycznych rowerów. Nawet jeżeli jakaś prywatna firma zdecyduje się na stworzenie w Rzeszowie wypożyczalni e-rowerów, to szybko wycofa się z interesu, jeżeli dostanie zaporowe stawki za dostęp do e-punktów.  

Apel Tadeusza Ferenca zepsuł atmosferę odtrąbienia sukcesu z podpisania listu intencyjnego. – Jesteśmy spółką giełdową. Jesteśmy zobligowani do tego, by każde przedsięwzięcie było zyskowne – odpowiada Paweł Śliwa, wiceprezes ds. innowacji w PGE.

– W pierwszym etapie projektu „e-Mobility” nie chcemy zarabiać. Chcemy tworzyć i kreować rynek. Pierwszy etap jest na minimalnym zysku – przekonuje Śliwa. On stawek, które PGE zażyczyło sobie za dostęp do stacji ładowania pojazdów elektrycznych, nie chce ujawniać.

Przeciąć zaklęty krąg

W ciągu dwóch najbliższych miesięcy mają być wytypowane miejsca, gdzie w Rzeszowie powstałyby punkty szybkiego ładowania e-pojazdów.

– Zakładamy, że w Rzeszowie będzie ich od 6 do 10. Koszt budowy jednego takiego punktu waha się w granicach 25-30 tys. euro. Chcielibyśmy, że przy takim punkcie można było naładować zarówno samochód, jak i rower. Czy to możliwe w Rzeszowie? Wszystko zależy od lokalizacji. Jest duża szansa, że pierwszy punkty pojawią się w mieście pod koniec tego roku – mówi Paweł Śliwa.

Wiadomo też, że właściciel pojazdu elektrycznego płaciłby nie za zużyty prąd, tylko za czas poboru energii. Stworzenie punktów szybkiego ładowania e-pojazdów ma być też zachętą dla mieszkańców, by przerzucili się na ekologiczny transport.

– Chcemy przeciąć ten zaklęty krąg, że mieszkańcy nie kupują elektrycznych samochodów, gdyż boją się, że nie będą ich mogli załadować, gdzieś dojechać, bo nie ma stacji ładowania – twierdzi wiceprezes Śliwa.

Na razie wygląda to tak, że e-infrastruktura będzie stworzona, ale korzystanie z niej będzie fikcją – pieniądze zostaną wyrzucone w błoto.

marcin.kobialka@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

Comments are closed.