Zdjęcie: Pixabay

Cud, że przeżyła upadek. Nikomu, oprócz sobie, krzywdy nie zrobiła. Rzeszowscy policjanci wlepili 23-latce z Ukrainy mandat w wysokości ponad 1000 złotych.

– W ramach pomocy polsko-ukraińskiej – ironizuje Piotr, świadek zdarzenia, do którego doszło 22 lutego br. w Rzeszowie. Do śmiechu mu jednak nie jest, bo to, co spotkało 23-letnią Anastazję, obywatelkę Ukrainy, napawa raczej smutkiem. 

Anastazja na co dzień mieszka w Berlinie, tam też mieszka jej matka. W lutym 23-latka przyjechała do Rzeszowa odwiedzić swoich znajomych. 22 lutego w południe wsiadła na elektryczną hulajnogę. Jechała przez wiadukt Tarnobrzeski w kierunku al. Cieplińskiego.

Na wysokości Galerii Rzeszów wyprzedzała idącego przed nią mężczyznę. Nieszczęśliwie zahaczyła o jego lewe ramię. Anastazja straciła równowagę, upadła i stoczyła się twarzą w dół po będących na poboczu betonowych schodach. 

– Widok był przerażający. Krew płynęła z uszu, nosa i ust. Kobieta straciła przytomność. Gdyby nie delikatne przekręcenie jej na bok, mogłaby udławić się własną krwią – opowiada Piotr. To on i jego matka byli świadkami, przejeżdżali przez wiadukt w chwili zdarzenia.

Mieli powiadomić krewnych 

Widząc co się stało, zatrzymali się na chodniku, zaczęli udzielać kobiecie pierwszej pomocy. W szoku był mężczyzna, o którego zahaczyła Anastazja. Nie wiedział, co ma robić. Dopiero ostra reakcja matki Piotra sprawiła, że wezwał karetkę pogotowia ratunkowego. 

Piotr zauważył, że obok rzeczy młodej kobiety leży telefon. Na szczęście był odblokowany, z włączonymi mapami Google. Piotr wszedł na Facebooka poszkodowanej. Wtedy dowiedział się, jak ma na imię i nazwisko, i że jest obywatelką Ukrainy.

Po kilku minutach na miejsce przyjechała karetka. Lekarz przeprowadził pierwszą reanimację. Karetka zabrała Anastazję do szpitala przy ulicy Lwowskiej. Przyjechali też policjanci. Zabrali osobiste rzeczy 23-latki i hulajnogę.

– Dostali ode mnie dane osobowe poszkodowanej, aby mogli odszukać i powiadomić krewnych – wspomina Piotr. 

Serce, przyzwoitość, życzliwość

Obrażenia Anastazji okazały się bardzo poważne. W szpitalu stwierdzono, że ma pękniętą czaszkę w dwóch miejscach, w tym jedno w okolicach ucha. 23-latka może mieć w przyszłości kłopoty ze słuchem. W szpitalu przeszła tomografie komputerowe, kroplówki. 

I tak było dwa tygodnie. Anastazja w szpitalu przebywała do 7 marca. Ale jeszcze w dniu wypadku, Piotr już w domu sprawdził, kto może być matką 23-latki. Okazało się, że mieszka w Berlinie. Piotr nawiązał z nią kontakt. Potwierdziła, że Anastazja jest jej córką. 

Kobieta odpowiedziała, że jak najszybciej przyjedzie do Rzeszowa, przyjechała na następny dzień.

– Pojechaliśmy do szpitala i zaopiekowaliśmy się zrozpaczoną i zagubioną mamą Anastazji. Zorganizowaliśmy pierwszy nocleg, drobne zakupy i transport. Tak jak nakazuje serce, przyzwoitość i bezinteresowna życzliwość – mówi Piotr. 

I, jak twierdzi, może nie warto byłoby opisywać tej historii, gdyby nie postawa policji.  – Ograniczyła się tylko do przechowania rzeczy osobistych kobiety. Nikt nie skontaktował się z jej mamą. Gdyby nie my, mogłaby do dzisiaj o niczym nie wiedzieć – ocenia Piotr. 

I na koniec, policjanci z rzeszowskiej komendy miejskiej wystawili Anastazji mandat do zapłaty w wysokości 1020 złotych!

Mandat za brak sukcesu? 

– Za co tak wysoki mandat? Nikt nie wniósł żadnego oskarżenia, nikt z osób trzecich nie był poszkodowany. Nikt, bo nikogo nie było na drodze z wyjątkiem mężczyzny, o którego się otarła, a który jednak nieświadomie mógł zajść jej drogę – uważa Piotr. 

Bądź na bieżąco.

Rzeszów News - Google NewsObserwuj nas na Google News!

– Mandat za to, że kobieta zrobiła sobie krzywdę? Za brak, oprócz ofiary, jakiejkolwiek innej poszkodowanej osoby? Za brak jakiegokolwiek zagrożenia w ruchu drogowym? Za brak sukcesu w odnalezieniu i powiadomieniu rodziny poszkodowanej? – dziwi się świadek.

Policjanci, wypisując mandat Anastazji, powołali się na art. 86 Kodeksu wykroczeń, który mówi o spowodowaniu naruszenia czynności narządu ciała lub rozstroju zdrowia innej osoby. Sprawcy takiego wykroczenia grozi grzywna co najmniej w wysokości 1500 zł. 

Piotr uważa, że wypadek Anastazji nie kwalifikował się do tego, by mówić o „innej osobie”, bo jedyną poszkodowaną w całym zdarzeniu jest wyłącznie 23-latka. – Dlaczego więc, i z jakiego cennika wymyślono sobie tak wysoką kwotę mandatu? – zastanawia się. 

Niedostosowana prędkość

Aspirant sztabowy Magdalena Żuk, rzecznik Komendy Miejskiej Policji w Rzeszowie, nie zgadza się z zarzutami, że pomoc funkcjonariuszy ograniczyła się wyłącznie do przechowania torebki Anastazji i jej hulajnogi. 

– Do znajomych kobiety dotarli za pomocą mediów społecznościowych. Tak ustalili jej tożsamość, podobnie i to, że mieszka w Berlinie, a w Rzeszowie odwiedziła znajomych – mówi rzecznik Magdalena Żuk.

Uważa, że policjanci mieli prawo do wystawienia mandatu kobiecie, choć mogli się ograniczyć tylko do pouczenia. Prawo w takich sytuacjach na to zezwala. Ale wypadek Anastazji, zdaniem policjantów, do pouczenia się nie kwalifikował.

– Jechała z prędkością, która nie była dostosowana do ruchu pieszych. Kobieta mogła przypuszczać, że może kogoś zahaczyć. Na wiadukcie Tarnobrzeskim chodnik nie jest zbyt szeroki. Zjeżdżając z góry, prędkość zawsze jest wtedy większa – mówi Magdalena Żuk. 

Jej zdaniem, pokrzywdzonych w zdarzeniu mogło być więcej, twierdzi, że policjanci wcale nie przypisali Anastazji winy za spowodowanie obrażeń „innej osoby”, tylko spowodowanie zagrożenia bezpieczeństwa w ruchu drogowym.

A to, że „tylko” sobie 23-latka zrobiła krzywda, nie zwalnia jej z odpowiedzialności. – Czasami lepiej zrobić sobie krzywdę niż komuś – konkluduje Magdalena Żuk. 

Twierdzi, że Ukraince wymierzono najniższy z możliwych mandatów. – Wystarczyło, że nie zachowała ostrożności. Kobieta, po wyjściu ze szpitala, stawiła się do nas, przyjęła mandat gotówkowy i go opłaciła – dodaje rzeczniczka rzeszowskiej policji.

Szok, żenada, kompromitacja

To ma dowodzić, że Anastazja poczuła się do winy za spowodowanie wypadku.  Argumentacja policji nie przekonuje Piotra. – Nic nie musiała robić, bo wszystko zrobiliśmy za nią. Szok, żenada i kolejna kompromitacja policji – uważa. 

Twierdzi, że więcej serca wykazali niemieccy pracodawcy Anastazji i jej matki, którzy natychmiast sfinansowali pobyt matki 23-latki w hotelu koło szpitala, gdy córka walczyła o życie, zorganizowali także specjalny samochód, którym Anastazja wróciła do Berlina. 

Niemieccy pracodawcy byli też mile zaskoczeni, że polska rodzina bezinteresownie pomogła ludziom potrzebującym pomocy w obcym kraju. O karze dla Anastazji jeszcze nie wiedzą.

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama