Reklama

Stal Rzeszów nie rezygnuje z jazdy w Ekstralidze Żużlowej. Klub złożył wniosek o wydanie licencji do Polskiego Związku Motorowego, ale wciąż nie wiadomo, kto miałby jeździć w rzeszowskiej drużynie.

Dzisiaj (4 grudnia) Andrzej Łabudzki, prezes Speedway Stali Rzeszów, poinformował na konferencji prasowej, że wniosek o wydanie licencji złożył wczoraj Janusz Ślączka, który w przyszłym sezonie nadal ma być trenerem rzeszowskiej drużyny.

– To nie jest gwarancja startu w Ekstralidze. To złożenie dokumentów o licencję. Czekamy na decyzję Polskiego Związku Motorowego. Licencję chcemy dostać – mówił Łabudzki.

I to właściwie jedyny konkret, jaki na konferencji przedstawił prezes Speedway Stali Rzeszów. Andrzej Łabudzki nie chciał podać składu drużyny w nowym sezonie.

– Wszystkie informacje w mediach się nie potwierdzają. Nie chcę nawet tego komentować – powiedział Łabudzki. W mediach padały nazwiska m.in. Grega Hancocka i Tomasza Golloba.

– Rozmawiamy z zawodnikami – nie jednym, z wieloma. Jeżeli uznamy, że jest odpowiedni czas, by podać jedno nazwisko, pięć, czy cały skład, to z miłą chęcią to przekaże. Na dzień dzisiejszy nie ma żadnych nazwisk – mówił Andrzej Łabudzki.

Minimum spełniają

Pewne jest jeszcze tylko tyle, że w nowym sezonie w nazwie klubie nie będzie już firmy Marmy, której właścicielka Marta Półtorak kilka tygodni temu wycofała się z tytularnego sponsora drużyny. Jeżeli klub nie znajdzie nowego strategicznego sponsora, to w nowym sezonie będzie funkcjonował pod nazwą PGE Stal Rzeszów.

– Może się zdarzyć, że przyjdzie jakiś sponsor , który będzie zainteresowany nazwą swojej firmy, bądź brandu przed nazwą klubu – mówił Łabudzki.

Pieniądze dla rzeszowskiej drużyny w tej chwili to kluczowa sprawa. Po odejściu Marty Półtorak budżet klubu znacznie się zmniejszył, choć na konferencji żadne kwoty nie padały. Nieoficjalnie wiadomo tylko, że rzeszowska drużyna do startu w Ekstralidze Żużlowej potrzebuje ok. 6 mln zł. Jeszcze kilka tygodniu temu mówiło się, że klub ma na razie tylko 2 mln zł.

– Wraz z wnioskiem o wydanie licencji musieliśmy podać pewne założenia budżetu. Minimalne spełniamy. Czeka nas jeszcze bardzo dużo pracy w pozyskiwaniu sponsorów. O konkretnych kwotach nie powiem, bo na razie nie ma o czym – zastrzegał Andrzej Łabudzki.

Z zawodnikami “po słowie”

Władze klubu rozmawiają o pomocy finansowej z firmami, ale jak na razie żadna z nich nie zaproponowała takiej gotówki, by stać się strategicznym sponsorem rzeszowskiej drużyny. Proponowane przez firmy sumy są dużo niższe.

– Chwała tym firmom, że chcą wspomóc nasz klub, wspomóc żużel w Rzeszowie. Marta Półtorak nadal jest sercem z nami i chce nam pomóc. Na dzisiaj nie wiem, czy to będzie pomoc finansowa – mówił Łabudzki.

Na konferencji nic nie mówiono o rozmowach klubu z władzami Rzeszowa na temat dofinansowania drużyny.

Janusz Ślączka nie chciał zdradzić nazwisk zawodników, z jakimi klub prowadzi rozmowy. Kontrakty i tak będzie można z nimi podpisywać najwcześniej 19 grudnia. – Z niektórymi zawodnikami jesteśmy „po słowie” – powiedział krótko trener drużyny.

W tej chwili kontrakty można tylko przedłużać z dotychczasowymi żużlowcami.

Umowy z miastem nie ma

Nie załatwiona jest jeszcze sprawa dotycząca korzystania ze stadionu miejskiego przy ul. Hetmańskiej. Klub do tej pory nie podpisał z miastem nowej umowy na użytkowanie obiektu w nowym sezonie. A taka umowa jest jednym z warunków otrzymania licencji na jazdę w Ekstralidze Żużlowej.

Nie wiadomo również, co z większością udziałów akcji w spółce, która prowadzi klub. Są one nadal w posiadaniu Marty Półtorak i nie widać chętnych, którzy chcieliby je odkupić.

– Być może ktoś kontaktował się z panią Martą – zastrzegł Andrzej Łabudzki. Nieoficjalnie wiemy, że 60 procent akcji Półtorak są warte ok. 280 tys. zł.

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: