Szklane negatywy E. Janusza uratowane. Co z dziedzictwem znanego fotografa?

2
Reklama

1050 szklanych negatywów Edwarda Janusza czyszczono, usuwano z nich naleciałości, czyszczono z kurzu i chowano do specjalnych opakowań. Po co? Aby dzieła rzeszowskiego fotografika przetrwały dla potomnych. Galeria Fotografii Miasta Rzeszowa ma już pierwsze pomysły na to, jak pokazać prace Janusza.

 

Edward Janusz na zdjęciach dokumentował miejskie inwestycje w Rzeszowie przeszło 100 lat temu. Był w tym tak dobry, iż 1898 roku nadano mu tytułu „Cesarsko – królewskiego Nadwornego Fotografa”, w dowód uznania wysokiego poziomu fotografii. Zakład Edwarda Janusza znajdował się przy ul. Sandomierskiej, dziś Grunwaldzkiej. Działał on od 1886 do 1951 roku. Po śmierci mistrza prowadziła go m.in. Leopoldyna, żona Edwarda.

Na zdjęciach Janusza znajdują się tematy dotyczące historii Rzeszowa – ważne wydarzenia, uroczystości religijne i państwowe, ówczesny wygląd miasta, scenki rodzajowe i portrety, w tym wiele portretów rodzinnych. Do dziś zachowało się kilkadziesiąt tysięcy zdjęć i szklanych negatywów z jego pracami. Spora ich część znajduje się w magazynach Muzeum Okręgowego w Rzeszowie.

Pozostałe, a dokładnie 1850 trafiło dzięki Irenie Gałuszce do Galerii Fotografii Miasta Rzeszowa, której Gałuszka była twórcą i dyrektorem w latach 1992-2017. Pierwsze negatywy do Galerii trafiły w 2012 roku. Zakupiono wówczas ponad 160 sztuk od prawnuczki fotografa Elżbiety Kaliszewskiej, dwa lata później zbiór powiększył się o prawie 1700 unikatowych szklanych negatywów. Zostały one zakupione od kolekcjonera.

– Negatywy szklane wykonane są w technice żelatynowo-srebrowej na szklanych płytkach. Większość była opakowana w oryginalne, handlowe, tekturowe pudełka. Format negatywów jest zróżnicowany – od 4,5 na 6 cm, do 13 na 18 cm – wyjaśnia Paulina Koń, specjalista ds. archiwizacji i digitalizacji zbirów w GFMRz. – Zbiór posiada bezcenną wartość historyczną, etnograficzną, socjologiczną i jest znakomitym źródłem do opracowań naukowych – dodaje.

Rok 2018 dla kolekcji ze zbiorów Galerii był szczególny. Nowe życie zyskało 1050 negatywów, dzięki złotym rękom Krzysztofa Dudka, dyplomowanego konserwatora dzieł sztuki i restauratora, który od ponad 20 lat zajmuje się m.in. konserwacją fotografii.
Dudek miał sporo pracy. Negatywy, które otrzymał w styczniu br. miały wysrebrzenia na powierzchni, intensywne miedziowe naloty, które przesłaniały obraz.

Negatywy były także zabrudzone, pokryte kurzem, były przebarwione oraz miały odspojenia emulsji od szklanego podłoża. Nie brakowało także pęknięć szkła. – Na niektórych zauważono także chemiczne zmiany, które mogły doprowadzić do trwałej utraty obrazu – wyjaśnia nam Krzysztof Dudek.

Aby te wszystkie uszkodzenia zniwelować, konserwator wykonał procesy od mechanicznego czyszczenia powierzchni przez chemiczne usuwanie wysrebrzeń i miedziowych nalotów po wykonanie specjalistycznych pudełek do przechowywania odrestaurowanych negatywów.

Celem konserwacji było zabezpieczenie szklanych negatywów przed dalszym niszczeniem, przywrócenie im pełnych walorów estetycznych z zachowaniem zabytkowego charakteru, przygotowanie negatywów do digitalizacji. Prace konserwatorskie zakończyły się pod koniec listopada br. – To był ostatni moment, aby zapobiec w niektórych przypadkach bezpowrotnemu zniszczeniu – uważa Krzysztof Dudek.

Proces konserwacji szklanych negatywów Edwarda Janusza zakończyło przygotowanie specjalnych opakowań, w których cenne materiały są przechowywane.  – Negatywy umieszczono w bezkwasowych pudełkach. Są obecnie przechowywane w pionie, czyli w inny sposób niż przed konserwacją. Na początku trzymano je w pudełkach handlowych w pozycji na płasko, co było dość niebezpieczną formą przechowywania

Zanim szklany negatyw trafi do pudełka został zapakowany w czteroskrzydłowe ochronne koperty z papieru tzw. bawełnianego, który służy właśnie do przechowywania materiałów fotograficznych. Do pudełek, które Krzysztof Dudek musiał sam przygotować, ponieważ nie ma na rynku gotowców, trafiły także oryginalne elementy kolekcji, takie jak pudełka, w których negatywy byty wcześniej przechowywane.

– Są cenne, bo znajdziemy na nich np. adnotację z miejscem, bądź datą wykonania zdjęcia – wyjaśnia konserwator Dudek.

 

Odrestaurowane i zapakowane negatywy trafiły do specjalnego magazynu w Galerii, w którym panuje stała temperatura i wilgotność powietrza. – Mamy specjalny termos – porównuje Ryszard Winiarski, dyrektor GFMRz. – Magazyn minimalizuje proces zmian w fotografii – tłumaczy Krzysztof Dudek.

Zarówno na prace konserwatorskie, jak i przygotowanie specjalnego magazynu do przechowywania szklanych negatywów, pieniądze wyłożyło miasto – 109 tys. zł. – Prace trzeba było wykonać. Jeśli nie zrobiono by ich teraz, to w pewnym momencie wyciągnęlibyśmy coś, co nie nadaje się już do niczego. Każda szklana płytka jest cenna, z determinacją walczymy, aby je uratować – mówi Ryszard Winiarski.

Prace, które w tym roku przeprowadzono na negatywach, to dopiero pierwszy etap. W przyszłym roku Galeria zamierza zakonserwować pozostałe 800 negatywów, a w 2020 zabrać się za digitalizację zbiorów. Ta ma potrwać około 1,5 roku.

A co potem? To zależy od tego, co dokładnie będzie znajdowało się na negatywach Edwarda Janusza. – Jeśli okaże się, że są na nich wszystkie rzeszowskie ulice sprzed 100 lat, to fantastycznie byłoby to pokazać w konfrontacji z tym, jak ulice wyglądają obecnie – mówi Ryszard Winiarski.

Digitalizacja fotografii Janusza ma także spowodować, że będą one powszechnie dostępne. – Przychodzą do nas ludzie i pytają, czy mamy fotografie starego Rzeszowa z okolic ul. Dąbrowskiego. Prawdopodobnie mamy, ale gdzie – nie wiemy. Aby te niewiadome prysnęły, każdy obraz musi być dygitalizowany, opisany i umieszczony na naszej stronie – dodaje szef GMFRz.

Galeria ma już w swoich zasobach specjalny program MONA, który umożliwi inwentaryzację zdygitalizowanego materiału. Dzięki temu na stronie Galerii ma powstać ogólnodostępna baza zdjęć. W planach jest przygotowanie wędrówek po Rzeszowie, w które będą wkomponowane zdjęcia Edwarda Janusza. – Jesteśmy świadomi, że to, co posiadamy nie jest nasze, że należy do wszystkich, jest wszystkich – mówi Ryszard Winiarski.

Na to, co Galeria robi z negatywami Edwarda Janusza, cieszy się Elżbieta Kaliszewska, prawnuczka rzeszowskiego fotografika. – Czuję ogromną radość. Moim przodkom należy się coś za ten wkład, który wnieśli dla Rzeszowa – mówi Elżbieta Kaliszewska.

joanna.goscinska@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ:

2 KOMENTARZE

Comments are closed.