Zdjęcie: Maciej Brzana / Rzeszów News
Reklama

Przez trzy godziny rzeszowscy radni przerzucali się argumentami na temat 25-procentowych podwyżek cen biletów miejskiej komunikacji, by je ostatecznie zatwierdzić. Przeciwko byli radni PiS. 

Wtorkowa dyskusja na temat wzrostu cen biletów MPK (już druga w tym roku) zaczęła się tuż po godz. 13:00. Wstęp do niej zrobiła Beata Cynkarz, wicedyrektor Zarządu Transportu Miejskiego, która przez kilkadziesiąt minut prezentowała dokładne wyliczenia miejskiej komunikacji i jak bardzo jej utrzymanie rośnie na skutek gigantycznych cen paliw.

Jak już informowaliśmy, ceny biletów MPK zdrożeją aż o 25 procent, np. bilet normalny o złotówkę – z 4 do 5 zł, a miesięczny ze 100 do 125 zł, nowością będzie bilet 90-minutowy (8,2 zł), który zastąpi godzinny. Miasto przewiduje, że w tym roku przewozy autobusów pochłoną 120 mln zł, a w przyszłym roku ta kwota sięgnie 140 mln zł.

Dziś miasto dopłaca do każdego przejechanego kilometra przez autobus 8,99 zł (brutto), a realny koszt na koniec roku wyniesie 11,34 zł, a w 2023 roku ta stawka przekroczy 12 zł. W tym roku miasto zaplanowało, że na komunikację wyda blisko 96 mln zł. – Podwyżki cen biletów są nieuniknione – powtarzają od wielu dni władze Rzeszowa. 

Beata Cynkarz przekonywała, że podwyżka aż tak bardzo nie uderzy po kieszeni pasażerów. Bo bilety normalne aktualnie kupuje już tylko 13 proc. wszystkich pasażerów. Najwięcej osób korzysta z biletów okresowych. W przypadku miesięcznych, cena, przy założeniu, że korzysta się z autobusu co najmniej 20 razy w miesiącu, wzrośnie z 2,5 do 3,13 zł.

– Mam nadzieję, że pasażerowie znajdą zrozumienie dla podwyżek – mówiła Cynkarz. 

Nie zatonąć 

Konrad Fijołek, prezydent Rzeszowa, mówił do radnych, że w samorządzie jest teraz czas na „trudne decyzje”, ale nie ukrywał, że skutki szalejących cen paliw po części muszą sfinansować pasażerowie. – Podwyżki muszą być, żebyśmy nie zatonęli w przyszłym roku – przekonywał rajców Fijołek. 

Przekonał tylko radnych ze swojego klubu Rozwój Rzeszowa i koalicyjnej Platformy Obywatelskiej. To wystarczyło, by ceny podnieść, które prawdopodobnie zaczną obowiązywać od listopada. Za podwyżkami było 18 radnych, 8 przeciwko – wszyscy z PiS. Dyskusja trwała aż trzy godziny i była bardzo burzliwa. 

Radni PiS nie pierwszy raz mówili o tym, że wciąż w Rzeszowie nie odbyła się rzetelna dyskusja o kondycji miejskiej komunikacji, jak ją zmieniać, przed jakimi wyzwaniami ona stoi. – Podwyżki nie są lekarstwem na obecne problemy – mówił radny Marcin Fijołek w imieniu klubu PiS. – Potrzeba spektakularnej promocji komunikacji – apelował.

Stwierdził, że już po lutowej podwyżce cen biletów (20-procentowej) Rzeszów znalazł się w gronie polskich miast, w których komunikacja należy do najdroższych, a teraz będzie w ścisłej czołówce. Politycy PiS obawiają się, że do autobusów MPK będzie wsiadało coraz mniej osób. To raczej mało prawdopodobnie. Mieszkańcy są skazani na autobus. 

PiS wraca do swojego sztandarowego pomysłu, by wprowadzono bilet całoroczny 365 za 365 zł. – To utopia. Musielibyśmy sprzedać 400 tysięcy biletów – odpowiada Konrad Fijołek. 

Spektakularne fakty

Za obronę podwyżek wziął się najpierw radny Tomasz Kamiński z Rozwoju Rzeszowa. Powtarzał niedawne wyliczenia ratusza, że na początku roku metr sześcienny gazu kosztował 1,90 zł, w ostatnich miesiącach cena wzrosła do 13,71 zł. Koszt pokonania 100 km przez gazowy pojazd wzrósł z ok. 118 do ponad 850 zł. Rosną też ceny ON i prądu. 

– To są spektakularne fakty – Kamiński odpowiadał Marcinowi Fijołkowi. Oskarżał go, że PiS, oprócz ogólników, nie proponuje żadnych rozwiązań. – Mamy zamknąć domy kultury, zmniejszyć dotacje dla klubów sportowych, stowarzyszeń? – pytał Tomasz Kamiński. Radni koalicji chcieli szybko podwyżki przeforsować i nie przeciągać dyskusji, PiS im nie pozwalał.

Reklama

Bądź na bieżąco.

Rzeszów News - InstagramObserwuj nas na Instagramie!

– A kiedy mamy o tym rozmawiać, jak nie teraz? – dziwił się Robert Kultys, radny PiS. Na sali padały argumenty, że czas na dyskusję był podczas posiedzenia komisji, a jak ma ona być jeszcze raz przeprowadzona, to może lepiej wybrać na to inny dzień. – Boicie się. Najpierw chcecie wprowadzać podwyżki, a dopiero potem dyskutować – oskarżał Kultys.

Zniechęcać do parkowania

– Czcza dyskusja – komentował Bogusław Sak z Rozwoju Rzeszowa, który kieruje komisją gospodarki komunalnej w radzie. Sak mówił, że na posiedzeniu komisji przed sesją padały argumenty, by bilet 40-minutowy wydłużyć do 60 minut, by tworzyć parkingi park & drive, zrezygnować z zasady 1+2 na buspasach, zrównoważyć ceny MPK i opłat parkingowych.

– Musimy zniechęcić kierowców do parkowania – mówił Sak. Żadna z propozycji komisji nie znalazła się jednak w projekcie podwyżkowej uchwały. PiS zarzucał władzom Rzeszowa, że miejską komunikację ratują kolejnymi podwyżkami, a nie zastanawiają się, gdzie jeszcze można szukać oszczędności, by nie drenować kieszeni mieszkańców. 

– Może trzeba ograniczyć inwestycje, może podnieść podatek od nieruchomości? Byłbym za – zaproponował niespodziewanie Robert Kultys. Propozycje przeszły bez echa. – A co z kursami technicznymi? Wiele kilometrów autobusy pokonują na pusto. Po co są dwie spółki? – pytał kolega klubowy Kultysa Grzegorz Koryl.

PiS: nieudolne zarządzanie 

PiS uważa, że powinna być jedna spółka przewozowa, która będzie obsługiwała Rzeszów i podrzeszowskie gminy. Te się jednak nie chcą na to zgodzić, od lat mają MKS, który kontroluje Związek Gmin PKS, utworzy niegdyś z powodu dyktatu Zarządu Transportu Miejskiego, który gminom narzucał zbyt wysokie stawki.   

– A może wprowadzić bilet 20-minutowy za 3 zł? – proponował z kolei Mateusz Maciejczyk, radny niezrzeszony, ale wspierający obóz Konrada Fijołka. A prezydentowi nie odpuszczał PiS. – Dotychczasowy sposób zarządzania MPK i organizacji transportu przez ZTM nie sprawdził się – ocenił Jerzy Jęczmienionka, radny PiS.

– Jesteśmy w krytycznej sytuacji – powtarzał wiele razy Konrad Fijołek, dając do zrozumienia, że nie ma już czasu na zastanawianie się, jak wesprzeć komunikację, a rzucane przez radnych pomysły co najwyżej zostaną wysłuchane i w przyszłości rozpatrzone. Odwlekanie podwyżek tylko pogłębi straty w transporcie.

Kultys do autobusu nie wsiądzie 

Miasto nie chce rezygnować z bezpłatnych biletów dla rzeszowskich uczniów, choć Andrzej Dec (PO), przewodniczący Rady Miasta, zaproponował symboliczną opłatę, by wiedzieć, ilu uczniów z przejazdów korzysta. Co prawda darmowe przejazdy są zapisane na ponad 14 tysiącach kart miejskich, ale to nie musi oznaczać, że tylu uczniów jeździ autobusami. 

Miasto przymierza się do wyciągnięcia ręki po pieniądze z Rządowego Funduszu Autobusowego, z którego pochodzą dopłaty do każdego kilometra. Z funduszu głównie utrzymują się gminni przewoźnicy. Prezydent Fijołek zapowiedział, że miasto będzie też kupowało mniejsze autobusy, by zmniejszać koszty.

Fijołek apelował do radnych, by dali przykład mieszkańcom i przesiedli się do autobusów. Auta nie zamierza porzucać Robert Kultys, który z zawodu jest architektem. – Specyfika mojej pracy mi na to nie pozwala – stwierdził. – Mentalność trzeba zmienić. Znam dwóch architektów, którzy do klientów dojeżdżają na hulajnodze – skomentował prezydent.   

I już po głosowaniu za podwyżkami cen biletów podziękował radnym, którzy poparli projekt uchwały. – Nie bali się wziąć odpowiedzialności za trudne decyzje – podkreślił.

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama