Reklama

Zarzut naruszenia nietykalności policjanta prokuratura przedstawiła Dariuszowi D., byłemu posłowi PSL z Rzeszowa, który we wrześniu ub. r. wdał się w awanturę z policjantami przed klubem LUKR.

– Dariusz D. przyznał się do winy, wyraził skruchę i żal. Przestępstwo, którego popełnienie mu zarzucamy, jest zagrożone karą do 3 lat pozbawienia wolności. Bierzemy też pod uwagę warunkowe umorzenie postępowania, ale o tym już decydowałby sąd. Dariusz D. do tej pory nie był karany. Jeżeli dojdzie do warunkowego umorzenia postępowania, to podejrzany nie będzie osobą karaną – mówi Edyta Lenart, szefowa Prokuratury Rejonowej w Rzeszowie.

To właśnie ta prokuratura przedstawiła zarzuty 41-letniemu Dariuszowi D. Chodzi o zdarzenie z nocy z 26 na 27 września ub. r. Ówczesny poseł D. feralny wieczór spędził w restauracji LUKR w galerii Millenium Hall przy al. Kopisto w Rzeszowie. Zaczął się awanturować z pracownikami, że nie chcą mu wydać kurtki z szatni. Obsługa odmówiła, bo Dariusz D. nie miał numerka.

Agresywny i wulgarny

W tym samym czasie policjanci interweniowali wobec innego mężczyzny, którzy wszczął awanturę w sąsiadującym z restauracją Hotelu Hilton Garden Inn. Poseł podszedł do policjantów.

– Zachowywał się głośno, krzyczał w stronę policjantów, przeszkadzał im w czynnościach. Nie chciał odejść. W pewnym momencie zbliżył się do jednego z funkcjonariuszy i pchnął go. Mężczyzna był wyraźnie pod wpływem alkoholu – mówiła zaraz po zdarzeniu Marta Tabasz-Rygiel, rzecznik podkarpackiej policji.

– Dochodzenie potwierdziło ustalenia policji. Dariusz D. zachowywał się agresywnie, był wulgarny – mówi prokurator Lenart.

Z relacji policji wynikało, że Dariusz D. ubliżał policjantom i groził im, nie reagował też na ich polecenia. W końcu ówczesny poseł PSL został skuty kajdankami. Początkowo policjanci nie wiedzieli, że mają do czynienia z parlamentarzystą.  Zawieźli go do izby wytrzeźwień, gdzie okazało się, że zatrzymanym jest rzeszowski poseł ludowców Dariusz D.

D. ostatecznie w izbie nocy nie spędził, policjanci odwieźli go do domu. Prokuratura i policja wszczęły dochodzenie w sprawie naruszenia nietykalności cielesnej jednego z funkcjonariuszy. Po kilku miesiącach postępowania Dariuszowi D. przedstawiono zarzuty.

Choroba filipińska to nie była

W pierwszych dniach od całego zdarzenia D. mówił, że to, co robi w wolnym czasie, jest jego sprawą. – Nie rozumiem, po co państwo robicie w czasie kampanii wyborczej nagonkę na moją osobę – mówił na antenie Radia Rzeszów.

Potem Dariusz D. wydawał oświadczenia. W pierwszym napisał: „Nie tłumaczę się słabym dniem, pustym żołądkiem czy słynną chorobą filipińską. Jestem zdania, że poseł to nie święta krowa, ale to też człowiek”.

Za swoje zachowanie wszystkie osoby, który poczuły się „zgorszone”, przeprosił. Później Dariusz D. zapowiedział, że zrezygnuje ze startu w październikowych wyborach parlamentarnych. PSL umieściło go na trzecim miejscu rzeszowskiej listy.

Zapowiedź rezygnacji ze startu wyborach D. tłumaczył, że tym, że decyzja ta „jest podyktowana dobrem mojej rodziny, o którą muszę zadbać”. Nie zająknął się na temat awantury z policjantami.

Ostatecznie Dariusz D. ze startu w wyborach nie zrezygnował, do Sejmu się nie dostał. Posłem był jedną kadencję. Na Wiejską dostał się z listy Ruchu Palikota (obecny Twój Ruch). W grudniu 2013 r. przeszedł do klubu parlamentarnego PSL. W kwietniu 2014 r. wstąpił do PSL, miesiąc później startował z list tej partii w wyborach do Parlamentu Europejskiego. Bezskutecznie.

(mk)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: