Fot. Daniel Kozik / Podkarpacki Urząd Marszałkowski. Na zdjęciu Krzysztof Bałata
Reklama

Konflikt pracowników Klinicznego Szpitala Wojewódzkiego nr 2 w Rzeszowie z jego dyrektorem Krzysztofem Bałatą. Załoga w środę pikietowała pod oknami marszałka. 

JOANNA GOŚCIŃSKA, MARCIN KOBIAŁKA 

Siedem związków zawodowych, działających w szpitalu przy ul. Lwowskiej, jest w sporze zbiorowym z Krzysztofem Bałatą, który placówką rządzi od maja 2017 roku. Bałata dostał jasne polecenie – ma wyprowadzić szpital z gigantycznych długów liczonych w dziesiątki miliony złotych. 

KSW nr 2, w którym pracuje około 2000 osób, podlega pod Podkarpacki Urząd Marszałkowski w Rzeszowie. Niedawno władze urzędu chwaliły się, że cięcia, które wprowadza Krzysztof Bałata, przynoszą efekty i szpital wychodzi na prostą. 2017 rok zamknął stratę o ponad 30 mln zł mniejszą w porównaniu z poprzednim rokiem. 

Zmiany, które wprowadza Krzysztofa Bałata, nie podobają się jednak pracownikom szpitala. To nie pierwszyzna. Praktycznie wszędzie, gdzie Bałata wcześniej kierował szpitalami, szybko wchodził w konflikt z załogą. Tak jest i teraz z pracownikami szpitala przy ul. Lwowskiej. 

Spór zbiorowy, w jaki związkowcy weszli z dyrekcją szpitala, dotyczy warunków pracy i wynagrodzenia. Związkowcy żądają podwyżki pensji dla pracowników (z wyjątkiem lekarzy) o 500 zł, płatnych dwutygodniowych urlopów szkoleniowych i zwiększenia załogi.

– Brakuje pielęgniarek i fizjoterapeutów. Z kolei radioterapeutom wydłużono czas pracy z 5 do 7 godzin i 35 minut. Samym lekarzom radiologom czas pracy się nie zmienił – mówi Rzeszów News Ewa Wronikowska, pełnomocnik protestujących związków zawodowych. 

Tania siła robocza

Najgłośniej protestują pielęgniarki. Na Lwowskiej jest ich ok. 1000. – Zdecydowanie za mało. Braki widać praktycznie na każdym oddziele. Dla przykładu, na internie pracuje 18 pielęgniarek, a żeby było normalnie, potrzeba co najmniej 28. Ponadto, na dyżurach było nas kiedyś sześć, dziś tylko trzy – mówi w rozmowie z Rzeszów News jedna z pielęgniarek. 

Pielęgniarki obawiają się także, że dyrekcja będzie je chciała zastąpić opiekunami medycznymi. – Nie mamy nic przeciwko nim. Taka pomoc jest bardzo cenna, ale nie może być tak, że zastąpi się nas tanią siłą roboczą – mówi nam pielęgniarka.

Opiekun medyczny w odróżnieniu od pielęgniarki może jedynie zajmować się pielęgnacją pacjenta. Oznacza to, że nie może np. podłączyć kroplówki, układać leków, założyć cewnika, czy wykonać drobnych zabiegów pielęgniarskich. Opiekun nie może także zastąpić pielęgniarki anestezjologicznej oraz instrumentariuszki. 

Dla dyrekcji, zwłaszcza zadłużonego szpitala, zatrudnianie opiekunów obniża koszty. Pielęgniarki średnio zarabiają 3 tys. zł, a opiekun, jeśli jest zatrudniony jako przedstawiciel zawodów medycznych to około 2,5 tys. zł, a jeśli jest zwykłym pracownikiem to 1580 zł. 

Protokołu nie podpisał

Związkowcy twierdzą, że od momentu prowadzenia sporu zbiorowego (23 marca) Krzysztof Bałata spotkał się z nimi tylko raz – 6 kwietnia. – Dyrektor wtedy spotkanie przerwał, bo nie był pewny, czy nasze żądania były zgodne z prawem – wspomina Ewa Wronikowska. 

„Prowadzone rokowania miały być kontynuowane. Niestety, pracodawca konsekwentnie odmawiał spotkań i prowadzenia rokowań. Odmówił też podpisania protokołu rozbieżności” – twierdzą związkowcy, dodając, że brak podpisania protokołu uniemożliwił prowadzenie dalszych negocjacji.

Protestujący pracownicy o pomoc poprosili władze Urzędu Marszałkowskiego, a w środę pikietowali przed budynkiem gmachu przy al. Cieplińskiego, w którym urzęduje Władysław Ortyl (PiS), marszałek podkarpacki. W proteście uczestniczyło około 150 osób.

Do pikietujących wyszedł Stanisław Kruczek, członek zarządu województwa podkarpackiego odpowiedzialny za służbę zdrowia. Kruczek został zakrzyczany i wygwizdany, gdy zaczął mówić o restrukturyzacji szpitala. Zapewnił jednocześnie, że podwyżki dla pracowników będą, ale nie wiadomo kiedy.   

Związkowcy twierdzą, że restrukturyzacja szpitala jest enigmatyczna, nie znają jej założeń, a brak rozmów dyrekcji ze związkami doprowadził do tego, że prowadzenie sporu zbiorowego stało się niemożliwe. 

Zawodowi staruszkowie 

Punktów spornych jest bardzo dużo. Pielęgniarkom nie podoba się także pomysł dyrektora szpitala, by pracowały obrotowo, czyli na wszystkich oddziałach w zależności od tego, gdzie są akurat potrzebne. – Lekarze mają swoje specjalizacje i my również. Ginekolog nie wykonuje przecież operacji kardiologicznych – tłumaczy jedna z pielęgniarek. 

Podkreślają, że ich głównym postulatem jest poprawa warunków pracy, a dopiero w drugiej kolejności wyższe pensje. 

– Dla nas jest ważne bezpieczeństwo pacjenta i nasze. Średnia wieku pielęgniarek to 49+. Jesteśmy zawodowymi staruszkami. Młodzi nie garną się do tego zawodu. Jeśli się coś nie zmieni… –  załamuje głos nasza rozmówczyni. 

Dyrektor: Nie stać nas na podwyżki

Po środowym proteście oświadczenie wydał także Krzysztof Bałata, który twierdzi, że na spełnienie żądań związkowców szpital musiałby wydać ponad 82 mln zł, a roczny budżet placówki wynosi 360 mln zł.  

„Wynagrodzenia nie mogą rosnąć w sposób niekontrolowany czy życzeniowy, gdyż skutkuje to zadłużeniem szpitala” – napisał w oświadczeniu Krzysztof Bałata. Powołuje się on na stanowisko inspekcji pracy, z którego wynika, że żądania pracowników powinny być realne i możliwe do zrealizowania. 

„Szpital znajduje się na etapie restrukturyzacji działalności i dyrekcja stoi na stanowisku, aby w pierwszej kolejności ustabilizować jego działalność, wprowadzając zmiany, które przyniosą efekty finansowe” – przekonuje dyrektor Bałata. 

Pikieta przedwczesna?

Twierdzi, że spór zbiorowy ze związkowcami jest na pierwszym etapie rokowań i zależy mu na jego rozwiązaniu „w drodze porozumienia”. Zdaniem Krzysztofa Bałaty, środowa pikieta, którą urządzili związkowcy przed budynkiem urzędu marszałkowskiego, „nie wpisuje się w ustawę o rozwiązywaniu sporów zbiorowych” i jest zdecydowanie przedwczesna.

„Mimo tego wydarzenia, dyrekcja wciąż jest gotowa do kontynuacji obustronnych
rozmów” – zadeklarował Krzysztof Bałata. 

Związkowcy przekonują, że dyrektor KSW nr 2 nadinterpretuje opinię inspekcji pracy. – Inspekcja nie rozstrzyga tego typu sporów, o czym dyrektor został poinformowany 14 maja – mówi Ewa Wronikowska. Od tamtej pory Bałata ze związkowcami się nie spotkał.

Menedżer roku odwołany 

Inni przedstawiciele związków zawodowych twierdzą, że teraz ponoszą konsekwencje za błędną polityką finansową poprzedniej dyrekcji szpitala. Przed Krzysztofem Bałatą placówką przez długie lata kierował Janusz Solarz.  

– Jak to możliwe, że poprzedni dyrektor w marcu 2017 roku dostał nagrodę managera roku, a zaraz potem został odwołany? Jak to możliwe, że w Urzędzie Marszałkowskim wydano 4 mln zł na podwyżki, a dla nas pieniędzy nie ma? – pyta jeden ze związkowców. 

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

Comments are closed.