Zdjęcie: Ministerstwo Sprawiedliwości
Reklama

Karę dożywotniego pozbawienia wolności wymierzył Sąd Okręgowy w Rzeszowie 34-letniemu Grzegorzowi G., który w 2016 roku brutalnie zamordował będącą w ciąży 25-letnią Jolantę Ś. z Dębicy. 

Wyrok zapadł w piątek. Proces z wyłączeniem jawności trwał ponad rok. Kara, jaką Grzegorzowi G. wymierzył sąd, jest zgodna z wnioskiem prokuratora Łukasza Harpuli. 34-latek resztę swojego życia ma spędzić w więzieniu, na 8 lat został też pozbawiony praw publicznych, rodzicom zamordowanej Jolanty Ś. ma zapłacić łącznie 500 tys. zł zadośćuczynienia oraz naprawić szkodę pracodawcy, któremu ukradł wartościowy sprzęt elektroniczny. 

– Ku naszemu zaskoczeniu z dnia na dzień okazywało się, że Grzegorz G. to co najmniej dwulicowy człowiek. Z pozoru grzeczny i uprzejmy. Z czasem okazało się, jak bardzo dużo zła wyrządził wokół siebie. Zabił kobietę będącą w 30. tygodniu ciąży, okradał pracodawcę. Po zabójstwie Jolanty Ś. przez kilka dni jej zwłoki woził w samochodzie, a potem je zakopał – mówi nam Łukasz Harpula. 

– Podłość z niego wychodziła w sposób potworny. Wiedząc, że kobieta nie żyje, podając się za nią, próbował oszukać jeszcze dwie osoby. Uznaliśmy, że taka osoba nie powinna żyć w społeczeństwie, a przede wszystkim społeczeństwo powinny być chronione przed taką osobą. Sąd podzielił nasze stanowisko – dodaje prokurator Harpula.

Grzegorz G. został skazany za brutalne zabójstwo, do którego doszło w maju 2016 roku. Jolanta Ś. była jego szwagierką, miał z nią romans. Kobieta wynajmowała mieszkanie w Dębicy. Spodziewała się dziecka, którego ojcem był Grzegorz G. Mężczyzna postanowił ją zamordować.

Jak ustaliła Prokuratura Okręgowa w Rzeszowie, w maju 2016 r. pod pretekstem wspólnego robienia zdjęć, Grzegorz G. zwabił 25-latkę w okolice Straszęcina na teren gminy Żyraków w powiecie dębickim w pobliżu autostrady A4. Tam doszło do kłótni. Mężczyzna zepchnął kobietę z około 15-metrowego nasypu, a po upadku zadał jej cegłą kilka uderzeń w głowę.

Potem zwłoki przeniósł do bagażnika samochodu. Po drodze zatrzymał się i dodatkowo wbił kobiecie nóż w szyję. Przez cztery dni zwłoki Jolanty Ś. woził w bagażniku auta, a potem wywiózł je do lasu pod Ropczycami, gdzie zakopał na głębokości pół metra. Miejsce ukrycia ciała G. oblał środkiem chemicznym, by nie odkopały go zwierzęta.

Przez długie miesiące rodzina Jolanty Ś. nie wiedziała, że kobieta nie żyje. W sierpniu 2016 roku zgłosiła zaginięcie 25-latki. W listopadzie tego samego roku Grzegorz G. okradł swojego pracodawcę. Zniknął również sam mężczyzna, jego zaginięcie 21 listopada zgłosiła żona. Wpadł kilka dni później. Wtedy okazało się, że G. brutalnie zamordował Jolantę Ś. 

Gdy 25-latka nie żyła, Grzegorz G., podając się za nią, wysłał do rodziny kobiety SMS, że Jolanta Ś. sprzedała swoje dziecko, a sama nie chce być poszukiwana. Wyszło też na jaw, że z konta kobiety wybrał ok. 17 tys. zł.   

34-latek przed sądem odpowiadał za zabójstwo kobiety, kradzież samochodu, fałszowanie dokumentów, próbę wyłudzenia pieniędzy (ok. 5000 zł) od dwóch osób podszywając się pod zmarłą Jolantą Ś. i próbę ucieczki z sądu. Grzegorz G. na początkowym etapie prokuratorskiego śledztwa przyznał się do zarzutów, pod koniec postępowania zaprzeczył, że zabił kobietę, twierdził, że kobieta zmarła na skutek nieszczęśliwego upadku. 

Sędzia Tomasz Wojciechowski, przewodniczący składu orzekającego, zmienił kwalifikację najpoważniejszego czynu. Uznał, że G. dopuścił się zabójstwa z “motywacji zasługującej na szczególne potępienie”. 

W tym samym procesie przed sądem odpowiadały jeszcze dwie inne osoby: 29-letnia Maria M. oraz 33-letni Dariusz K. To mieszkańcy Krakowa, którzy kupili od Grzegorza G. sprzęt, jaki ukradł pracodawcy. Oni odpowiadali za paserstwo. Zostali skazani na rok więzienia w zawieszeniu na dwa lata. Oboje mają również zapłacić po 30 tys. zł grzywny. 

Piątkowy wyrok nie jest prawomocny. Grzegorza G. na sali sądowej nie było. Cały czas przebywa w tymczasowym areszcie. Jeżeli wyrok się uprawomocni, G. pierwszy wniosek o przedterminowe zwolnienie z więzienia będzie mógł złożyć po odbyciu 20 lat kary. 

(ram)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

6 KOMENTARZE

  1. Karo śmierci wróć! Znając polskie realia to wyjdzie zdecydowanie wcześniej niż te minimalne 20 lat po których będzie mógł się odwoływać – wyrok prawomocny nie jest. Polska to dziwny kraj.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ