Zdjęcie: Joanna Bród / Rzeszów News
Reklama

150 km. Tyle musi przejechać studentka Uniwersytetu Rzeszowskiego, by dotrzeć na egzaminy. W mieście nie ma kwatery. Boi się, że po powrocie do domu zarazi dziadków koronawirusem. 

Tuż po Nowym Roku otrzymaliśmy list od studentki Uniwersytetu Rzeszowskiego. Żali się w nim na decyzję rektora uczelni prof. Sylwestra Czopka o możliwości zorganizowania egzaminów w sesji zimowej w formie tradycyjnej. 

Chodzi o komunikat z 22 grudnia, o którym pisaliśmy – TUTAJ. Rektor ogłosił w nim, że przeprowadzenie egzaminu w formie zdalnej jest możliwe tylko wtedy, gdy gwarantuje to zweryfikowanie osiągnięć w nauce. 

“Na co najmniej 2 tygodnie przed rozpoczęciem sesji egzaminacyjnej, prowadzący zajęcia jest zobowiązany do przedstawienia dziekanowi kolegium informacji o formie i terminie przeprowadzenia egzaminu oraz podania jej do wiadomości studentów” – napisał wtedy prof. Czopek.

„To jeden wielki żart”

Studentka, która nadesłała list do redakcji Rzeszów News, uważa działania uczelni za „jeden wielki żart”. 

„Do sesji niespełna miesiąc i organizacja roku ulega ponownie zmianie. Wszystko bez uprzedniego zapytania nas o zdanie. Uniwersytet nie bierze pod uwagę naszej trudnej sytuacji. Osoba, która mieszka 150 km od uczelni, dowiaduje się w połowie, a nawet pod koniec grudnia, że egzaminy mogą odbywać się w formie zdalnej na wniosek egzaminatora” – pisze zbulwersowana w liście do redakcji.

Twierdzi też, że egzaminatorzy nic sobie nie robią z próśb osób, które mieszkają daleko od Rzeszowa.

„Wręcz z uśmiechem na twarzy odpowiadają, że taka osoba może sobie przyjechać na poprawkę albo pisać egzamin w późniejszym terminie. Nie biorą pod uwagę tego, że przecież są jeszcze inne egzaminy – rozpacza studentka UR.

Bez równych szans?

„Semestr i sesja powinny być przeprowadzone zdalnie, ponieważ cały semestr mieliśmy nauczanie poprzez platformy internetowe. Natomiast wszystko wobec nas, studentów, jest robione na zasadzie <<a może się uda>>” – uważa autorka listu.

Jest ona jedną z tych osób, które z powodu pandemii straciły pracę, a przez to możliwość  utrzymania się w Rzeszowie. Wróciły więc do domów rodzinnych, często bardzo odległych od stolicy Podkarpacia. 

Ubolewa, że teraz oczekuje się od niej i jej kolegów przyjazdu na egzaminy do Rzeszowa. W momencie, gdy komunikacja nie działa tak sprawnie jak przed pandemią, zamknięte są hotele, motele i przytułki, a możliwość kontaktu jest ograniczona.

„Dlaczego nie możemy skończyć semestru bez wprowadzania zmian? Dlaczego nie będę miała równych szans w zdawaniu sesji z osobami, które mają komfort mieszkania w Rzeszowie. Gdzie mam szukać pomocy? – pyta autorka listu.

„Osoby w trudnej sytuacji są pozostawione same sobie. Obecnie nie wiem, co robić. Czy martwić się o zakwaterowanie i daleki dojazd do uczelni, a potem o powrót?” – dopytuje. 

„Czuję się poniżana” 

Studentka Uniwersytetu Rzeszowskiego czuje się przez uczelnie „poniżana”. Przekonuje, że kończenie semestru nie w pełni zdalnie jest ewenementem w skali regionu.

„Po co brać pod uwagę przypadki, że gdy student się zakazi Covid-19, to będzie pisał egzamin później? Odczuwam, że uczelnia nie bierze pod uwagę nas jako człowieka, tylko jako zadanie do wykonania i zakończenia tematu” – denerwuje się autorka listu.

Jej zdaniem lepiej zapobiegać niż leczyć. „Dla dobra zarówno naszego i prowadzących, jak i osób starszych, z którymi mieszkamy” – pisze młoda kobieta. „Tymczasem na nasze pytania dostajemy odpowiedzi, że w razie obawy przed zachorowaniem i zarażeniem naszych dziadków, powinnyśmy dwa tygodnie po egzaminie nie wracać do domu, albo odpuścić termin zerowy i pierwszy, uwzględniając je jako niezdane” – relacjonuje.

„Wdrażane rozwiązania muszą być zoptymalizowanym uogólnieniem”

Na pretensje studentki uczelnia odpowiada dość dyplomatycznie. – Regulacje dotyczące dydaktyki w Uniwersytecie Rzeszowskim oraz daty ich wprowadzania są uzależnione od aktualnej sytuacji pandemicznej oraz troski o zdrowie i bezpieczeństwo pracowników i studentów UR – uzasadnia dr Maciej Ulita, rzecznik UR.

– Zawsze szukamy optymalnego rozwiązania umożliwiającego realizację przypisanych do danego kierunku studiów efektów kształcenia bez niepotrzebnego narażania kogokolwiek na dodatkowe trudności – dodaje Ulita.

Przypomina też, że zaliczenia oraz egzaminy w nadchodzącej sesji mogą odbywać się w „formie tradycyjnej i/lub zdalnej”. Decyzję w tej sprawie podejmuje dziekan w porozumieniu z kierownikiem kierunku. 

– Staramy się uwzględniać indywidualne przypadki, ale należy pamiętać, że jako Uniwersytet odpowiadamy za ponad 20 000 osób, więc wdrażane rozwiązania – siłą rzeczy – muszą być zoptymalizowanym uogólnieniem – ucina rzecznik uczelni.
 

marcin.czarnik@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: