Fot. Piotr Woroniec Jr / Rzeszów News. Na zdjęciu Andrzej Dec
Reklama

Przy okazji uchwały Sejmiku Podkarpackiego o wyrażeniu zgody na zwolnienie z pracy radnego Marka Ordyczyńskiego – dyrektora podkarpackiego oddziału ARIMR, apelowałem o wstrzemięźliwość w tej materii.

Rozumiejąc reguły politycznej zmiany, sugerowałem zaoferowanie  mu jakiegoś stanowiska w instytucji, którą tyle lat zarządzał. Przy tym bardziej mi chodziło o reguły postępowania w takim przypadku, niż o samego radnego wojewódzkiego. Zawiodłem się, niestety. Co więcej, ostatnie wydarzenia w ARiMR (i nie tylko) wskazują, że jest jeszcze gorzej niż myślałem. Oto, po odpowiednim poprawieniu ustawy o Agencji, w całej Polsce odwołano wszystkich kierowników powiatowych tej instytucji. Nawet tych znajdujących się na zwolnieniu lekarskim. Bez sprawdzenia ich kompetencji, wieku, czy sytuacji rodzinnej, stanu zdrowia czy tp. Krótko mówiąc – beznadzieja.

Mimo to chciałbym napisać parę słów o tym, dlaczego takie praktyki – oprócz braku elementarnej przyzwoitości, uważam za błędne także z powodu interesów państwa.

Sprawa jest w istocie banalnie prosta i każdy czymkolwiek zarządzający, świetnie wie, że doświadczenie pracowników i pamięć historii firmy czy urzędu to rzecz bezcenna. Zatem, jeśli tylko odwoływany szef nie „wykazał” się w swym działaniu jakimś fundamentalnym zaniedbaniem, nie narobił głupstw, że już nie wspomnę o wykroczeniach, to powinien otrzymać od swoich następców propozycję pozostania w instytucji, którą zarządzał – nawet na podrzędnym stanowisku. Czy odwoływany zechce z takiej propozycji skorzystać, to już zupełnie inna sprawa.

Reklama

Bądź na bieżąco.

Rzeszów News - Google NewsObserwuj nas na Google News!

W przypadku urzędów, agencji, czy innych instytucji, które z jednej strony są obsadzane decyzjami politycznymi, a z drugiej są opłacane z pieniędzy publicznych, taka decyzja miałaby jeszcze dwie zalety. Po pierwsze pozwalałaby uwierzyć, że nowa władza chce działać transparentnie i nie zamierzając niczego ukrywać, nie boi się pozostawić w firmie przedstawiciela swojego konkurenta. A po drugie, po spodziewanej na zakończenie kadencji zmianie władzy, jeśli zwycięzcą wyborów znowu będzie ta sama co uprzednio partia, będzie ona dysponować gotowym, merytorycznym kandydatem do kierowania przejmowaną instytucją. Tak byłoby mądrze ze względu na interes publiczny. Tak byłoby również roztropnie, bo – wobec takich dzisiejszych zachowań – za parę lat, po zmianie władzy ludzie PiS-u będą pewnie musieli z jeszcze większym pośpiechem żegnać się z obejmowanymi dziś stanowiskami.

Przyznać trzeba, że promowane przeze mnie zachowania, koalicji PO/PSL nie zdarzały się zbyt często. No ale kto miałby zacząć poprawiać nasze życie polityczno-społeczne, jak nie „prawi i sprawiedliwi”. Wszystko jednak wskazuje na to, że PiS takich praktyk nie przewiduje i zamiast poprawy zafundował nam tu regres. Ale może ktoś słyszał – chętnie się o tym dowiem.

[sam id=”8″ codes=”true”]

Reklama