Zdjęcie: Pixabay
Reklama

Konfederacja nie zwalnia tempa w negowaniu pandemicznych obostrzeń. Tym razem jej sekcja kobieca chce namieszać w rzeszowskich ośrodkach medycznych – żąda przywrócenia porodów rodzinnych. 

– Przy pierwszym porodzie, który był trudny, bo trwał aż 22 godziny, towarzyszył mi mąż. Uspokajał mnie, dbał o to, bym właściwie oddychała. Nie wyobrażam sobie kolejnego porodu bez niego – mówiła w środę na Rynku w Rzeszowie Marlena Majerska, autorka petycji o przywróceniu porodów rodzinnych w rzeszowskich szpitalach.

Sama jest w ósmym miesiącu ciąży i wątpi, że uda jej się wywalczyć otwarcie oddziałów ginekologicznych na czas własnego porodu. Twierdzi jednak, że akcję zorganizowała z troski nie o siebie, a o inne mamy, ojców oraz całe rodziny, dla których rzeszowskie porodówki pozostają zamknięte od blisko roku. 

Pod dokumentem, który od tygodnia figuruje w sieci, podpisało się już 1000 osób. Dużo, mało? Marlena Majerska chwali się, że to wynik, który plasuje ją na 3. miejscu w popularnym portalu z petycjami. Później, już z mniejszym entuzjazmem, dodaje, że podpisy pochodzą także spoza Rzeszowa, a nawet spoza granic kraju.

Kobiety Konfederacji

Najpierw pod szyldem Konfederacji otwierano w Rzeszowie kolejne biznesy, o czym pisaliśmy – TUTAJ i TUTAJ. Teraz sekcja kobieca kontrowersyjnego ugrupowania chce postawić na głowie rzeszowskie szpitale. Konfederacja popiera żądania Marleny Majerskiej i firmuje stworzoną przez nią petycję.

Dlatego Majerskiej towarzyszyła w środę Joanna Suska, prezeska rzeszowskich struktur partii KORWiN. – Chcemy nagłośnić problem braku porodów rodzinnych w stolicy Podkarpacia. To normalność, nie przywilej – mówiła Suska, podkreślając, że samotny poród to duże obciążenie psychiczne dla matki. 

– Nie ma żadnych przeciwskazań, aby takie porody się nie odbywały. One odbywają się wszędzie tylko nie u nas, bo formalnego zakazu nie ma, decydują ordynatorzy – stwierdziła Suska, po czym przywołała tajemnicze statystyki, wedle których Rzeszów i Lublin miałyby być jedynymi w Polsce miastami wojewódzkimi, które na porody rodzinne nie pozwalają. 

Apel do wojewody 

Do wojewody podkarpackiej Ewy Leniart, wojewódzkiego konsultanta ds. ginekologii i położnictwa oraz dyrekcji podkarpackiego NFZ-u sympatycy Konfederacji wysłali apel o wznowienie porodów rodzinnych w rzeszowskich szpitalach.

– Mamy też wsparcie fundacji “Rodzić po ludzku”. Na Podkarpaciu w Jaśle i Przemyślu są porody rodzinne, natomiast w Rzeszowie szpitale do nich nie dopuściły – mówiła Justyna Żuczek z kobiecej sekcji klubu Konfederacji w Rzeszowie. Przypomniała też, że w lipcu ub. r. NFZ zgodził się na porody rodzinne, pozostawiając ostateczną decyzję w tej kwestii szpitalom, chodzi o zapewnienie rygoru sanitarnego.

– Pro-Familia, KSW nr 2 przy ul. Lwowskiej, szpital przy ul. Rycerskiej mają oddzielne trakty porodowe. Jest duża szansa zachowania reżimu sanitarnego. Jeżeli jeden szpital dopuści porody rodzinne, za nim pójdą kolejne. W całym kraju ponad 180 placówek prowadzi takie porody. Po raz kolejny jesteśmy na szarym końcu – ubolewa Justyna Żuczek. 

NFZ: najważniejsze bezpieczeństwo

Wątpliwości co do tego, czy zamknięcie porodówek dla rodzin jest słuszne, nie ma jednak NFZ. – Oczywiście samotny poród jest trudny, ale ordynatorzy ginekologii, którzy taką decyzję o zamknięciu podejmują, stają przed dylematem: czy zadbać o komfort psychiczny rodzącej kobiety, czy o bezpieczeństwo zarówno jej i dziecka, jak i innych pacjentek i całego personelu szpitala. Życie ludzkie jest najważniejsze – odpowiada Rafał Śliż, rzecznik podkarpackiego oddziału NFZ w Rzeszowie. 

NFZ zwraca także uwagę, że szpitale, które posiadają starą zabudowę, dużo ryzykują, wpuszczając rodziny rodzących kobiet. – Tylko gdy ordynator uzna, że jego odział jest wyjątkowo dobrze zabezpieczony i zorganizowany, personel zaszczepiony itd., możliwe są porody w większym gronie – tłumaczy Śliż. 

NFZ dementuje też informację, że jedynie Rzeszów i Lublin zabraniają rodzinnych porodów.

(cm)

redakcja@rzeszow-news.pl

Reklama

NAPISZ KOMENTARZ: